Sukienki, ach sukienki…

Zawsze, ale to zawsze, gdy właśnie chcę coś napisać, budzi się dziecko. Dziś się nie zbudzi, bo wyszło z domu. Może jedynie wrócić, jeśli będę się zbyt ociągać.

Jestem bardzo szczęśliwa, bo po wielu tygodniach nie robienia tego, zajrzałam na allegro żeby sprawdzić, czy Marcin Wolski napisał coś nowego i okazało się, że w sprzedaży są aż dwa nowe dzieła wielkiego pisarza. Od razu dodałam je do Wikipedii i tym razem nie zapomniałam się przedtem zalogować. My z Mężem pana Marcina bardzo cenimy, spośród polskich pisarzy najbardziej, obok Marcina Ciszewskiego (ten jest najlepszy, tylko najmniej na razie płodny jako pisarz) i Łysiaka (tego bardziej ceni Mąż). Kiedyś ceniliśmy też panią Musierowicz, ale ona od 3 i pół roku nie chce wydać nowej książki i zwodzi czytelników oraz usunęła formularz kontaktowy ze swojej strony tuż przed tym, zanim zachciałam jej wytknąć znalezione błędy.
Wracając do Wolskiego, poznawszy prawie wszystkie jego dzieła, mogę stwierdzić, że są motywy, które sobie szczególnie upodobał i możesz oczekiwać, że z książce, po którą właśnie sięgasz, znajdziesz jeden z tychże (np. pamięć genetyczna). Teściowi się nie podoba, bo jest katolsko i przewidywalnie, moja mama też nie wpada w zachwyt, bo woli Elfrydy Jelinki i Izabely Alendy(!), ale my z Mężem Wolskiego uwielbiamy i kupujemy w ciemno.

Najładniejszy Materiał Świata

Kolejnym, obok nowych Wolskich, źródłem mojej radości jest Najładniejszy Materiał Świata, z którego uszyte są cudowne zasłonki. Mam go mnóstwo, bo aż dwa komplety zasłonek. Oba zakupy dokonały się w zeszłym tygodniu i czynią mnie przeszczęśliwą ilekroć na nie spoglądam. Od jednych już nawet odprułam taśmy marszczące, ale zanim zasłonki staną się sukienkami, minie jeszcze trochę czasu, bo przedtem muszę:

1) wychować dziecko
2) napisać pracę magisterską
3) uszyć kilka sukienek z tanich jednokolorowych zasłonek, które wzmocnią moje morale oraz dadzą mi wyobrażenie co jak leży i jaki dół będzie najdoskonalszy.

Punkt trzeci pewnie wykona się szybciej od drugiego, a wszystkie opóźni o wieczność pierwszy. Albo nie wytrzymam i pewnego dnia skroję z Najładniejszego Materiału Świata sukienkę bez uprzedniego testowania.

Niedorobiona sukienka w tulipany

Sukienka w tulipany

Bo brak cierpliwości jest tym, co mi utrudnia zarówno szycie jak i w ogóle życie. Pierwszym, co uszyłam i na czym uczyłam się mojej nowej maszyny, była sukienka w tulipany z wykroju z Burdy 11/2007, model 125. Materiał gęsto tkany i igła maszyny czasami wypychała nitki osnowy (tak to się nazywa?) na wierzch. Skroiłam rozmiar 42, bo taki odpowiadał mojemu ówczesnemu biustowi karmiącemu. Uważam, że materiał jest śliczny, nawet jako tako wszyłam zamek kryty mimo, że był to pierwszy raz a ja nie miałam specjalnej stopki, ale zabrakło mi entuzjazmu już nawet do podszycia rękawów. Sukienka ma za duży dekolt jak na moje standardy. Rozważałam podniesienie jej w ramionach, wtedy dekolt byłby dobry, nawet ubytek na długości bym przełknęła, ale podniesienie talii odbiera cały kształt sukienki. Nie ma zapasów nigdzie, bo materiału było ledwo co. Zatem chyba musi zostać taka z dekoltem. Musi?

Moje drugie dzieło-na-ukończeniu to ciemnoniebieska sukienka z płótna bawełnianego nabytego okazyjnie w pewną sobotę jako materiał ćwiczebny. Było tego ponad dwa metry, więc w sam raz. Góra pochodzi z Burdy 3/2011 i jest moim zdaniem pięknie odszyta. Dół układałam sama. Są dwie kontrafałdy na środku i po 4 z przodu a 3 z tyłu mniejsze fałdki skierowane na zewnątrz. Wolałabym kontrafałdy po prostu, ale „w sam raz” materiału to niestety w sam raz a nie na kontrafałdy:)  Na razie góra i dół są tylko sfastrygowane, będę jeszcze skracać górę, bo tu z kolei jest za długa.

niebieska sukienka przód

niebieska sukienka przód

niebieska sukienka tył

niebieska sukienka tył

 

Advertisements

2 Responses to Sukienki, ach sukienki…

  1. Lolinka says:

    Jejku jej, jak ja bym chciała się nauczyć szyć… jest to jedno z moich wielu niespełnionych marzeń, które już się chyba nigdy nie spełnią, bo odkąd mam dzieci me dopadło mnie nieokiełznane lenistwo. Oraz generalnie przeświadczenie, że na nic nie mam czasu, więc po co mi jeszcze w tym wszystkim maszyna do szycia? Albo druty, bo mam w głowie taką śliczną czapeczkę dla Córeczki na zimę…
    Uważam również, że to bardzo podnoszące na duchu, że kur domowych jest na świecie więcej. Czuję się coraz mniej dziwaczna 🙂

  2. cytrynna says:

    A w moim przypadku maszyna do szycia jest wielkim i spełnionym marzeniem, ale też nie mam czasu się nią zająć i cieszyć. Ale Ciebie podziwiam za dyscyplinę prasowania, W liceum marzyłam o byciu kurą domową i prasowaniu koszul męża. Mój koszul wcale nie nosi a obowiązki domowe przytłaczają tak, że na luksus prasowania już nie starcza, więc wszyscy chodzimy w pogniecionych t-shirtach:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s