Chmury burzowe nad miastem i nad życiem

Siedzimy z Mężem w jego pokoju na politechnice. Jeszcze tydzień temu zastanawialiśmy się, gdzie szukać mieszkania, żeby było tanio, tanio w utrzymaniu i przede wszystkim cicho. I czy brać kredyt. Jeśli brać, to tylko w tym roku (rodzina na swoim), jeśli próbować na mieszkanie zaoszczędzić, to jeszcze wiele lat. O wiele więcej niż da się wytrzymać. Środa rozwiała wszelkie te możliwości, niekorzystnie. Mąż został bez pracy. Odbyło się to bardzo niefajnie. W domu krążą teorie spiskowe, że to przez wujka o tym samym nazwisku, który bardzo niefajnie zasłynął i się ktoś mści. W dwóch trzecich okresu próbnego powiedzieli, że umowy nie przedłużą, bo jest Mąż niekorporacyjny. Owszem, jest. I lepiej dla niego, że nie będzie pracował robiąc to, czego nie lubi. Ale szkoda szansy na mieszkanie. Takie z półkami na wszystkie nasze książki, z pomieszczeniem na gabinet, w którym mógłby się skupiać bez przeszkód ze strony domowników a jednocześnie byłby w domu, blisko. I z własnym pokojem dla Stasio, które to Stasio kiedy śpi samo, noc przesypia. I jeszcze gdzie mogłabym mieć własny komplet talerzy i gablotkę na wszystkie nasze kubki w misie. Niepewność i brak stabilizacji przytłaczają. Bardziej niż magisterka o fatalnie wybranym temacie. I na równi z rodziną, która wykorzystuje każdą sposobność, by wytknąć nam, że jesteśmy złymi rodzicami. Może poniedziałek rozjaśni coś, a może dopiero październik.

Wczoraj wieczorem wzięliśmy udział w aukcji charytatywnej i kupiliśmy misią figurkę, która nas wyraża-przygnębiona parka, w której miś męski jest zaczytany a miś żeński się tuli.

O, i jeszcze takie coś. Dziś ma urodziny T., nasz świadek i od niedawna młody mąż. Jego zaradna i przedsiębiorcza żona organizując urodziny z miesięcznym wyprzedzeniem i na zeszły tydzień, ogłosiła zbiórkę pieniędzy na prezent. Z wpłatami gotówkowymi lub na konto. Trochę niefajne, nie jesteśmy taka elitą finansowo-sawławiwrową, żeby nam to odpowiadało. Wywinęliśmy się z tego prezentu własnym pomysłem, wcale nie tanim- przygotowaliśmy wybór 80(!) zdjęć z różnych etapów ich związku i zapakowaliśmy je do ładnego albumu w serca. Wręczyć nie mieliśmy okazji, bo Mąż zachorował i mogliśmy w ramach  L4 (fajna sprawa, w tym umowa o pracę przewyższa dzieła) wyjechać na wieś się leczyć. A ja memu Mężowi na imieniny, jeszcze przed feralnym zwolnieniem, sprowadziłam z ebaya słodki materiał w misie na poszewkę na poduszkę. Jednak na razie może się tylko materiałem cieszyć, gdyż nie ma kiedy w domu robić tak przyjemnych rzeczy jak szycie. Nawet tak małe i nie dla siebie.

Reklamy

5 Responses to Chmury burzowe nad miastem i nad życiem

  1. Maurycy Teo says:

    Dziękuję za ten wpis. Z nami do niedawna było podobnie, bo w maju, rozmawiając o przedłużeniu umowy, dostałem odpowiedź, żebym sobie poszukał pracy innej. Jednak w czerwcu zdanie Pani Dyrektor się zmieniło i jednak pozostanę nauczycielem angielskiego w szkole specjalnej. Rozumiem jednak jak się czujecie, bo ja też myślę o kredycie pod budowę domku (mieszkanie dostaliśmy od teściów z okazji ślubu). Składam za Was dłonie, aby Bóg odmienił na dobre to, co wydaje się złe.

  2. cytrynna says:

    I ja dziękuję bardzo za ciepłe słowa. Trudno być młodymi rodzicami z dzieckiem. Kredyt wymagałby pracy obojga rodziców, dziecko (i kolejne dziecka) wymaga(ją) rodzica w domu. Coś wybrać trzeba. Mieszkanie od rodziców, jak szacunkowo liczyliśmy, to odpowiednik 10-letniej pensji bez kredytu. Nasi rodzice akurat chcą, żebyśmy z nimi mieszkali, bo taka jest w tej rodzinie tradycja i sobie to chwalą.

  3. Lolinka says:

    Ojoj… 😦 Bardzo to wszystko niefajne… Ale wychodzę osobiście z założenia, że takie sytuacje są tylko szansą na coś lepszego (co nie znaczy, że jak mój Mąż był bez pracy w perspektywie to mu nie marudziłam jakie to straszne). Mam nadzieję, że w Waszym wypadku tak będzie.
    Ps. Bardzo to fajne, że piszesz, że dzieci wymagają rodzica w domu 🙂 Nieczęste to podejście, a ja się z nim akurat bardzo zgadzam 🙂

    • cytrynna says:

      Wśród znajomych pokutuje podejście jakoby pracować powinno się. Tak samo uważa i moja mama. Moje koleżanki sprzed lat radzą mi pracować. Ja jednak nie mam potrzeby samorealizacji, a jedynie chęć ulżenia Mężowi w utrzymaniu nas. Niemniej jednak zawsze marzyłam o prawdziwej rodzinie z gromadką dzieci i kobieta piekącą ciasta i mam nadzieję, ze nam się ten model uda wprowadzić w życie:) A ja sama Mężowi staram się nie marudzić- jestem przekonana, że będzie lepiej niż było, ale o tym kiedyś chcę napisać cały post.

  4. Maurycy Teo says:

    O! Tiramisu! Najlepsze na świecie! Ja poproszę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s