Wózek w wielkim mieście

Wyprawa do Oliwy. Upał nieziemski. Mama ubrana nie całkiem stosownie do pogody, lecz przyzwoicie. Dobrze, że jest tylko dewotką, a nie kobietą muzułmańską. Butelki, ubranka na zmianę, woda w termosie, mleko. Na wózku suszą się spodenki, co nie wyschły na czas. Mama z wielkim plecakiem, który nie wchodzi na podwozie wózka, a nijak nie pasuje do sukienki i przez który plecy zaraz będą mokre. Wytaczamy się z klatki- wózek w jednej ręce, Stasio w drugiej. Mama montuje parasolkę antysłoneczną z filtrami, dziecko dostaje dyżurną zabawkę w rękę,  jednak zdejmujemy buciki. Możemy jechać. Najkrótsza droga na dworzec. Ups, zły wybór. Najkrótsza droga prowadzi przez tunel a z tunelu nie ma windy z górę. Nadkładamy kawałek drogi i idziemy trasą lądową. Zakup biletów? Jedna z kas znajduje się w tunelu, druga zaś ma zbyt wąskie drzwi, by do niej wjechać. Ale proszę bardzo- jest biletomat. Doświadczona mama już wie, że ulga dla studenta wynosi 51%, a nie 49 i że dla dziecka kupuje się bilet zerowy. Raz nie wiedziała i płaciła frycowe za drugi bilet u konduktora. Jest 10:44 i właśnie mruga lampka zwiastująca odjazd najbliższego pociągu z peronu czwartego. Doskonale, na tym właśnie jesteśmy. Parę sekund później możemy zaobserwować odjazd pociągu z peronu piątego. Lampka dla niego nie migała, ale czy miganie lampki musi coś oznaczać? Czekamy na peronie, aż otworzą się drzwi naszej kolejki. Mama bierze wózek w obie ręce i jakoś wskakuje. Z wysiadaniem będzie gorzej, ale nie czas się tym martwić. Dużo wolnych miejsc, więc zajmujemy całą „czwórkę” dla siebie. Pani z oddali się uśmiecha, dziecko pije mleko, jedziemy. Widoki przewijają się w oknie jak w telewizorze. Kwadrans później wysiadamy. Jakiś bardzo miły pan pyta, czy pomóc wyciągnąć wózek. Korzystamy skwapliwie. Jedziemy do windy. Niespodzianka- winda nie działa, zablokowana między piętrami. Mama się rozgląda, ale sąsiedni peron, na który jakoś by się po torach przeszło należy do PKP, nie zaś do SKM i w ogóle windy nie ma. Cóż robić? Na schodach nie ma też szyn do zjazdu. Zatem Stasio pod pachę a wózek za sobą- niech się obija. Mama się pochyla i już ma rozpasać dziecię, kiedy jakiś starszy pan się oferuje, że pomoże. Bierzemy z dwóch stron i schodzimy bokiem. Na dole majstrowie naprawiają windę, przynajmniej tyle. Pan pomocnik ucieka zanim mama podziękuje. Mama jeszcze przez kilka minut się rozpływa oddalając się, bo pierwszy raz spotkała się z pomocą, a jeździ przecież niemało.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s