Mąż biznesmen

filozof- przewoźnik

Mąż bardzo chciał, by opisać jego unikatowy pomysł na biznes. A nuż komuś się przyda, zbije na tym fortunę i będzie musiał zapłacić autorom pomysłu.

Za tydzień wybieramy się do Bardzo Dużego Miasta. Jeszcze nic na to nie wskazuje, do zrobienia przedtem mnóstwo i jeszcze poinformowanie w domu, że zabieramy dziecko w brud, smród i chłód zamiast do lekarza na szczepienie. Mąż pojedzie na pewno, bo go wysyłają. Ja pojadę, jeżeli pokonam niemoc i skończę to, co mnie zabija oraz jeżeli pojedzie Stasio. Ze względu na Stasio wzięlibyśmy auteczko, bo dziecko generuje mniej więcej dwa plecaki i wózek oraz torbę z żarciem niezależnie od długości wyjazdu. Pociągiem jechać i od dworca się przemieszczać to masakra. Zwłaszcza, że do tak dużego miasta jeżdżą głównie ekspresy, a tańsze pociągi wloką się i jeszcze nie można wybrać dogodnej godziny. Auteczko to nawet na jednym tankowaniu gazu do pełna ma szansę dojechać. I można stawać na popas i eksplorować przydrożne lasy i pikniki mieć po drodze. Auteczko jest bezkonkurencyjne. I nawet ja bym mogła na prostej poprowadzić trochę, ale to taka luźna dywagacja. Ja nie muszę prowadzić i nawet wolę być pasażerem oglądającym swe lico w lusterku.

Niestety, auteczko ma swoje wymagania jak dziecko. I o auteczko należy martwić się. Bo dziecko można zawsze wepchnąć pod wspólną kołdrę i ani zmarznie, ani wypadnie. A auteczko potrzebuje bezpiecznego azylu, którego mu się tak łatwo nie zapewni. I właśnie- znalazłam nocleg w atrakcyjnej cenie z łazienką do podmywania Stasiego zadu w pewnym hostelu dającym zniżki studentom, jednak mapy googlowe pokazują, ze dzielnica nie prezentuje się zachęcająco dla zostawionych przy ulicy auteczek. A hostel nie wygląda na posiadający parking. Poszło zapytanie, lecz brak odzewu. Opinii zadowolonych bywalców także brak. Hostel ma taką zaletę, ze wystawiłby fakturę, a jednemu z nas przysługuje zwrot. Znalazłam również mieszkanie do wynajęcia w bardzo zachęcającej cenie i to z dwoma pokojami. Dziecię miałoby swoje lokum i nawet robiąc ogólną pobudkę w nocy, nikomu nie przeszkodziłoby i rodziców nie zawstydziło. Mieszkanie jest daleko od centrum i trzeba dojeżdżać dwoma środkami komunikacji, ale jest przy TEJ SAMEJ ulicy, przy której mieszkałam kiedyś odwiedzając duże miasto z koleżanką 6 lat temu(!). Napisałam zapytanie do właściciela o parking dla auteczka, ale nie wiem czy dziwaczny portal wysłał to. Jednak Zakopane ze swoimi cenami jak z poprzedniej epoki stwarza dużo większe możliwości i bardziej zachęca do przyjeżdżania, do przedłużania pobytu i w ogóle do wszystkiego. Duże miasto odstrasza cenami już na wstępie.
I tu właśnie pojawia się pomysł na biznes. Duże miasto ma rozbudowaną sieć komunikacji. Dużo dużo lepszą od naszej i nawet ma bilety okresowe inne od miesięcznych i dobowych (u nas tylko taki wybór), bo 3-dniowe. Nie znalazłam tygodniowego, ale dwa trzydniowe powinny sprawę załatwić. Cena ulgowego na 3 dni też do przełknięcia, bo 12 złotych. O ile pani w dziekanacie nie wyrwie mi legitymacji z torebki przy oddawaniu pracy, bo w przeciwnym przypadku nie będę mogła poruszać się inaczej, niż pieszo. Ale zaliczyliśmy precedens- Mąż musiał oddać dopiero po obronie, to i ja może…
Opowiedziałam Mężowi o wynikach inwestygacji w temacie bilety. Mąż się zastanowił i pyta, czy na okaziciela. Zadowolona odpowiadam, że owszem. Mąż już się miał ucieszyć, kiedy doszedł do wniosku, że jednak nas to nie urządza- co innego, gdyby było nas trzech samodzielnych. Myśl tę rozwinęłam ja, tłamsząc jednocześnie Męża, bo wykorzystanie trzech osób i dwóch biletów wyglądałoby tak, że osoba A jedzie na dwa bilety z osobą B, dojechawszy na miejsce, zabiera drugi bilet i wraca po osobę C. Niezrażony Mąż jednak zaproponował (uwaga, to tu padnie ten pomysł), że jeśli ktoś ma taką pracę, którą może wykonywać w autobusie (np. filozof), to mógłby tym autobusem jeździć z dodatkowym biletem okresowym na okaziciela i wsiadającym proponować przejazd za pól ceny pod swoimi skrzydłami. Jakby interes szedł, to mógłby nabyć 5 biletów okresowych. Zawsze wiedziałam, że Mąż ma smykałkę do interesów. Otóż taki filozof stałby się przewoźnikiem. A nawet nie musiałby filozofować, mógłby utrzymać się z bycia przewoźnikiem. I chyba na taki pomysł wpadł już niejeden zakład komunikacji. Tyle że zamiast kilku biletów, kupują jeden autobus i przewożą:)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s