Głos rozsądku

Oto przemówiła moja mama. Znając argumenty drugiej strony, spróbowała podać rozsądniejsze. Przede wszystkim samochód jest stary, a droga szybka i pewno nam się rozkraczy. Czyli koła odpadną, tak? Już pewnej listopadowej podróży tą metodą straszenia moja mama zapobiegła. A wówczas był Staszek na piersi i gondolowy śpioch wręcz stworzony do jeżdżenia. Drugim koronnym a do tego antyzwiązkowym argumentem mojej mamy jest, że musimy przyzwyczajać się do tego, że nie zawsze możemy być razem i rozłąka dobrze nam zrobi, więc niech puszczam Męża samego. Odparłam te jakże silne argumenty twierdząc, że korzystamy z okazji póki możemy razem na takie wyjazdy wyjeżdżać (bo z trójką dzieci to już będzie za dużo zachodu). Ponadto Warszawiacy jeżdżą okropnie. Że miasto rozkopane to obie strony powiedziały. No i wiadomo, najpierw była magisterka, potem było pójście do pracy, potem znów magisterka, magisterka schodzi w ciągu doby, pójście do pracy czai się na horyzoncie, więc mama mówi, że na wakacje to ja mogę sobie po obronie pozwolić, a nie teraz. Bo co będzie jak mi zadzwonią, że jest obrona. Nie zadzwonią, bo się umówię. I czemu Warszawa. A bo się okazja trafiła. Jak to okazja, przecież żadna okazja, skoro mówicie, że Piotrowi nie chcą za to zapłacić. I w ogóle, to ja będę w pokoju w jakimś hotelu albo akademiku z dzieckiem siedziała i na co mi to. Nie zamierzam siedzieć, zamierzam przewieźć dziecko przez wszystkie spaliny. Każda z nas zakończyła rozmowę z poczuciem zwycięstwa. Argumenty każdej spłynęły po tej drugiej, która okazała się być zawzięta. Ale przynajmniej zakrawało to już na rozmowę. Wiemy już, że nikt się pod kołami kłaść nie zamierza, ale niezadowoleni są wszyscy. Atmosferę zatruto, babcia miała krwotok z nosa w nocy, ale nie wiem, czy w związku z tym, czy jak. Niektórzy płaczą, inni złoszczą się, a sam zainteresowany śpi w rodzicielskim łóżku na połowie ojca.

O, nawet znalazłam zdjęcie rozkraczonego. Pewnej walentynkowej zimy roku 2011, jednej z TYCH walentynkowych zim roku 2011, kiedy to śniegi już stopniał, a potem spadły ponownie i znów się nadtopiły, a następnie nie zdążywszy wyschnąć, zamarzły, świeżo upieczony kierowca świeżo naprawionego zieloniutkiego wiózł żonę brzuchatkę do lekarza. Zakręty były ostre i pokryte szklanką, ale kierowca nie wiedział, że to coś oznacza, bo nie pojeździł za dużo zimą, gdyż jego zieloniutki gasł na gazie i nie nazywał się jeszcze wtedy zieloniutkim. Ów kierowca wszedł w pewien ostry zakręt z prędkością 80 km/h chociaż znak krzyczał głośno, że wolno jechać 50. Ale młody kierowca lubił wówczas przekraczać dozwoloną prędkość dwukrotnie, a w lesie mógl, bo fotoradarów nie było, chociaż czasy były to już takie, że bywały przy drogach. Szklanka zrobiła swoje, zieloniutki wpadł w poślizg, wykonał obrót o 180 stopni i dalej ślizgał się po lodzie, żona już wiedziała, że giną, bo był rów i drzewa, Mąż zaczął mówić „Aniele Boży…” i cud się stał. Po takim dryfcie zieloniutki zarył się w zmarzniętą hałdę śniegu, w zasadzie jednym kołem już w rowie, a na pewno na zboczu. Od tego czasu młody kierowca już zawsze, nawet latem, przestrzega ograniczenia prędkości. W tym miejscu.

Trzymając sie jeszcze tematu ostrożnej jazdy z dzieckiem, to Stasia niedoszła matka chrzestna, która jeszcze nie wie, że jego matką chrzestną wkrótce zostanie, tuż po porodzie powiedziała Stasiemu ojcu a memu Mężowi, że od teraz będzie musiał zacząć jeździć ostrożnie, bo oprócz żony, będzie woził i dziecko, a mistrz ciętej riposty odparł jej, że dziecko woził już przez 9 miesięcy. Ha!

 

 

 

Reklamy

2 Responses to Głos rozsądku

  1. Pingback: Jak co roku w chałupie… « Świat Cytrynny

  2. Maurycy Teo says:

    Rozumiem w czym rzecz jeśli chodzi o opiniotwórcze media czyli rodziców drugiej strony. Mam szczęście, że ja po ślubie odciąłem się od tej strony i moi rodzice, choć kochani i naprawdę pomocni i wspaniali do wspólnego czasu spędzania, już się w nasze plany i sytuacje nie wtrącają. Warto jednak czasem powiedzieć, że było nie było to nasze życie i my decydujemy dokąd i z kim pojedziemy.

    Tak a’propos moi rodzice się na przykład dzisiaj dowiedzieli, że spędziliśmy majówkę u znajomych z internetu! Byli bardzo zadowoleni, że mamy takich przyjaciół i bazę wypadową. A jeszcze tuż po ślubie pisząc o naszych znajomych z internetu „przyjaciele” umieszczała to słowo w popiątnym cudzysłowie :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s