Walking in the winter wonderland

Oto post będący zapowiedzią cyklu postów o Warszawie. Na dowód, że rzeczywiście byłam w Warszawie, załączam moje zdjęcie pod Pałacem Kultury i Nauki.

Głównym celem mojego pobytu w stolicy było przerwanie pięcionocnej rozłąki z Mężem, bo 5 nocy to już z 5 razy za dużo. Byłam więc na jedną noc. Przespaliśmy ją w akademiku na pojedynczym łóżku pod mikroskopijną kołdrą i na jednej poduszce, dość dużej i to w dodatku bez poszewki, gdyż przydzielono do niej za małą. Ogólnie wielkie fuj. Łóżko było bardzo wąskie, ale nie miało żadnego rowka na środku, więc nikt się nie zapadał i daliśmy radę, a ja nawet jestem wyspana.

Jazda autobusem to był strzał w dziesiątkę, bo w autobusie dawali herbatę(x2), rogalik, herbatniki i w drodze powrotnej nawet lody. Wszystko z dolnej półki, ale jakże miłe to w podróży. Dla kontrastu pociągi podobno wczoraj miały zerwane trakcje i wielogodzinne opóźnienia, ale nie sprawdzam poprawności tej plotki.

Moja jazda na jedną noc to najoptymalniejsze wyjście z możliwych, a mianowicie:
1. Gdybyśmy wszyscy pojechali, to niezadowolone byłyby obie strony naszych rodziców a i my czulibyśmy okropny kwas (ostatnio moje ulubione słowo- odkąd prezydent budyń pojawił się na naszej Mszy i chodził po całym kościele robiąc piar), a prawdopodobnie przytłoczyłoby nas to bardziej niż przytłoczyło w ciągu jednej doby, ale o przyczynach przytłoczenia będzie jeden z zapowiadanych wpisów (zadowolonych-niezadowolonych 0:3).
2. Gdyby sam Mąż pojechał, kobiety które za anulację wyjazdu odpowiadają czułyby się głupio, a my byśmy tego nie przeżyli. Moja mama byłaby usatysfakcjonowana (zadowolonych-niezadowolonych 1:2).
3. Ja pojechałam bez Staszo i na krótko- kobiety mogły sobie wyleczyć poczucie winy, my mieliśmy noc dokładnie w połowie a tylko moja mama się za nas wstydzi, od egoistów wyzywa, wyrzuca różne fałszywe zarzuty, które mnie nie ruszają, ale na które nie odpowiadam mimo posiadania ripost, bo nie jestem taka żeby się mścić  (zadowolonych-niezadowolonych 2:1).
Chyba możliwa byłaby jeszcze opcja, że nie jedzie i Piotr, wtedy względnie zadowolonych byłoby 3, ale ta opcja nie mogła nawet być rozpatrywana.

A oto banany znalezione w całodobowym o drugiej w nocy. W sumie to bananów w samym sklepie szukać nie trzeba było, ale całodobowy z czymś innym niż alkohol i stare drożdżówki, to już sztuka. Żeby w stolicy, przy jednej z głównych ulic (tak głównych, że jest nawet w Monopolu i to zielona!) nie było czynnej ni gastronomi, ni spożywczaka! Bulwers! Nasz nielubiany Gdańsk to jednak jest pod tym względem w porządku. Znaleziony w końcu całodobowczyk puszczał akurat sielską zimową muzę, która dzięki swemu niedopasowaniu do pory roku, wpasowała się w tytuł wpisu.

Chodzi mi po głowie mnóstwo piosenek o odwiedzonym mieście, zwłaszcza w wykonaniu Kuby Sienkiewicza, ale Staszo śpi i chyba nie podzieliłoby mojej ochoty, woli ani zachęty do posłuchania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s