Syn optyka ma lokal bar…

Oto Mąż gapa. Zgubił pokrowiec od laptopa i oskarżył żonę o wydanie mu sprzętu bez pokrowca. Już planował, że dnia następnego poszuka na uniwersytecie, a żonie już się jeżyły włosy na plecach (ę?), bo jak to będzie wielbłąd jeden chodził z dwoma plecakami, z laptopem i z wszystkimi książkami, które kupił i rozpytywał o pokrowiec, który jeśli zgubił, to w poniedziałek, czyli dawno? Nakazała mu więc odsunąć łóżko i pokrowiec odnaleziono.

Taki z niego gapa, że na przestrzeni dwóch lat posiadł dwa egzemplarze identycznego wydania Utopii Morusowej i nie wiedział o tym przez kolejne dwa. Nie wiedziałby jeszcze, gdyby jego spostrzegawcza żona układając książki nie skojarzyła, że taką  żółtą chwilę wcześniej kładła. Na jego korzyść świadczy, że od dawna nie mają miejsca na ustawianie książek tematycznie i przybywające wolumeny wędrują tam, gdzie akurat jest miejsce. Ale ja tu na pewno nie jestem od szukania korzyści i usprawiedliwień.

Co gorsza, żadnego egzemplarza nie można się już pozbyć, bo oba są pamiątkowe. Jeden zakupiono w roku 2008 podczas pierwszej wspólnej podróży do Krakowa. Drugi zakupiono również w Krakowie w roku 2010. Przeczytał tylko jedną z nich i twierdzi, że może wskazać, którą. Czytał sobie szczęściarz w zakopiańskich parkach podczas gdy jego biedna żona tłukła się pociągami z Krakowa do Gdańska i z powrotem rejestrować auteczko, bo tak się złożyło z urzędami. Ale też jak zwykle marudził jak to mu źle, że sam jest.

Inna kwestia. W niedzielę opuścił ten Mąż dom. Żona pakując go, namalowała mapę plecaka, żeby miał łatwiej. We wtorek żona dołączyła i co? I nawet mydełko niewypakowane. Tłumaczył się mętnie, że w łazience jest ogólne mydełko. Ale wiadomo, jak to o nim świadczy. Brudas jeden. I jeszcze nie goli się wcale. Matuzalemowej brody nie ma tylko dlatego, że czasem odwiedza nas Natalia (nie ma co ukrywać imienia, nie znam innych polskich imion żeńskich na N., znam za to z 4 Natalie), która raz mu przygadała na temat zarostu i uwaga uwaga- goli się ten Mąż zawsze na przyjście tej konkretnej Natalii.

I jeszcze to, że jedzie autobusem. Jechałby pociągiem, to by już tu był, a tak to trzeba na niego czekać walcząc ze snem, bo kluczy nie nosi. A nie nosi, bo boi się, że zgubi. A tym autobusem to też jedzie dlatego, że łatwiej, bo mu żona pokazała drogę na autobus i cały czas telefonicznie za rękę prowadziła, mówiła którym wyjściem z metra wychodzić, wszystko mówiła. A on potem jeszcze wdzięczności nie okazał, tylko ją spławił twierdząc, że bateria słaba. A teraz naładował sobie telefon w autobusie i się odzywa i ma roszczenia. Jedynym jego atutem jest, że ma przywieźć ciastko Marlenka (takie samo jak podają w gruzińskiej restauracji Chaczapuri w Krakowie). Ale co to za atut, jak umówił się z żoną, że kupi? Żonie przywozi się niespodzianki.  E, dał mi tuż przed wyjazdem książkę. Tylko dedykacji nie wpisał, bo padało. To pewnie wpisze i się wykpi. Nawet się przyczepić nie można.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s