OC potrafi dopiec

Poszukiwanie najtańszego OC spędza sen z powiek kierowcom, każdemu kierowcy co najmniej raz w roku. Chyba, że jest bogaty. My, no cóż, bogaci jedynie duchowo jesteśmy, ach.

5 lat temu, gdy jako świeżo upieczony kierowca chciałam kupić sobie samochód, zwróciłam się do dziadka z prośbą o współwłaścicielstwo, co by tańsze OC mieć. Dziadek oczywiście odmówił w obawie o swoje zniżki a na domiar złego stłamsił i zahukał. Bardzo miło jednak wspominam pewną próbę zakupu Skody Felicji latem roku 2009, kiedy to pojechało nas 5 ekspertów na ogląd- przyszły Mąż, przyszły teść, P. oraz jego tata-mechanik. Niestety moja rodzina wówczas również postanowiła mnie stłamsić doszczętnie grożąc horrendalnymi kosztami utrzymania auteczka oraz same Felicje zniesławiając. Czas mijał, przyszły Mąż stał się Mężem, jednocześnie skończyła się praca, którą wówczas wykonywałam a oszczędności rozeszły się na pościele i wystawne małżeńskie życie. Marzenia o własnych 4 kółkach musiały schować się. Zwłaszcza, że Mąż nie posiadał prawa jazdy i kolejne egzaminy starały się nas przekonać, że nie będzie go miał. Nie poddawał się jednak, bo prawo jazdy było ostatnią z 52 cech Wymarzonego (lista nastoletniej Cytrynny), której mu brakowało. Wspierałam go dzielnie i na każdy egzamin z nim jechałam. Zdał jednak za 9. razem, tym jednym, na którym mu nie towarzyszyłam. Otworzyło nam to drogę do zakupu wspólnego już auta. Tym bardziej upragnionego, że chcieliśmy bywać na wsi, a komunikacja jest tam FA-TAL-NA! Ostatni autobus w okresie pozawakacyjnym odjeżdża o 15:45. Chadzaliśmy zatem i pieszo z plecaczkami i siatkami sadzonek do sadzenia cale 12 km o suchych pyskach. Ale dość już rzewnych historyjek. Rodzice P. mieli z czasem dość jeżdżenia z nami na oglądy badziewi jako eksperci i zaproponowali nam jeden z ogierów ze swojej stajni- ten lepszy (stosunek ceny do jakości), a my wzięliśmy. Wszyscy odetchnęli z ulgą, bo w końcu braliśmy od znajomych, a auto to albo z salonu, albo od znajomych. Przez to branie od znajomych do dziś nie mamy radia (ciągle go szukają), ale bez radia też da się żyć, o ile toleruje się mój śpiew:)

Zakupione auto (był wrzesień) miało opłacone OC do maja i to taaakie tanie OC, zadzwoniliśmy jednak do AVIVY z powiadomieniem o zmianie właścicieli i okazało się, że dla naszych parametrów należy dopłacić jakieś 2000 złotych. Poszukaliśmy prędko innego ubezpieczyciela i znaleźliśmy AXĘ za około 900 złotych. Tak nas to ucieszyło, że w pierwszym roku kupiliśmy sobie jeszcze NW i jakieś holowanie. Jeździliśmy, było fajnie, przyszedł drugi rok. Porażka totalna. W głupiej rozmowie z konsultantem, w dodatku nagrywanej, powiedziałam, że autem będzie też jeździł Mąż, kierowca teoretycznie niedoświadczony, który de facto był naszym jedynym kierowcą. Skalkulowali to sobie i się ucieszyli, bo oznaczało to dopłatę. Nijak nie dało się z tego potem wycofać. Żeby jakoś się wypłacić zrezygnowaliśmy z holowania i z NW i zostaliśmy w nieszczęsnej AXie.

Przyszedł styczeń. Mroźny śliski dzień, w którym odwoziłam Męża na autobus do Gdańska i musiałam sama wrócić. Wówczas byłam już nieco odtłamszonym kierowcą. Pech chciał, że w tylny zderzak wjechał mi naciągacz. Byłam sfrustrowana pożegnaniem z Mężem i spieszyłam się do głodnego dziecka piersią żywionego, a tu taki dziad. Stary mercedes, zdezelowany i zardzewiały, grill popękany, a on mi tu wjeżdża i mówi,że ja się w niego cofnęłam, że mu zderzak zwisa a i lampa cofnęła się. Grozi policją i chce skromnych 300 złotych niby. Ja, ufna w uczciwość aparatu sprawiedliwości, mówię „wzywaj pan”. Tyle, że ja byłam zestresowana, on wygadany i jeszcze przez telefon na policji wymógł zgodę na opuszczenie blokowanej przez nas drogi i zjazd na parking, co usunęło dowody jego zbrodni. Policja stwierdziła, że nasz zderzak jest porysowany (w końcu jeździmy po lesie) i jakieś zdarzenie było. Przyznali, że lampa owszem na pewno nie pochodzi z TEGO zdarzenia, ale oni nie są od stwierdzenia co pochodzi, tylko od stwierdzenia czy coś było, a samochodem pana zajmie się rzeczoznawca. Obojgu nam kazali dmuchać, jemu dali numer mojej polisy a mi mandat. 250 złotych! Przyjęłam go z dumą, a ubezpieczycielowi napisałam prawdę. Okazuje się jednak, że przyjęcie mandatu było przyznaniem się do winy i żadne pisanie prawdy nic nie pomogło. Naciągacz swoje dostał. AXA jako kompletnie kiepska firma nawet o wypłacie nie powiadomiła, tylko teraz przysłała kuriozalnie wysoką propozycję (1500 złotych).

Oczywistym jest, że z AXĄ się żegnamy. Już szukaliśmy alternatywny. Słuszną alternatywą wydawało się usunąć mnie z właścicielstwa. Najmniej skomplikowane prawnie wydawało się przekazać moje udziały mojej mamie, która w dodatku mieszka w małym mieście, a to sprzyja tańszym składkom OC. Okazuje się jednak, że mimo, iż rzekomą stłuczkę miałam ja, zniżki tracimy podobno oboje. Zatem inne pozornie słuszne wyjście to przekazać całość auteczka któremuś z rodziców. I tu znów nie może to być moja mama, bo nie będziemy wtedy mogli trzymać auteczka pod domem, gdyż nie będzie ono tu zameldowane. Zostaje któreś z rodziców Męża. Znów odpada tata, bo ma 60% zniżek, a my mu ich stracić nie możemy (tata jest dobry i pozwala, ale my jesteśmy lepsi i nie możemy przyjąć). Jedyną opcją wydawała się być mężowska mama, kierowca doświadczony, ale od jakiegoś czasu bierny, lecz z uwagi na tą bierność, nie lubią jej kalkulatory składek OC. Wychodzi na to, że my z naszym doświadczeniem rocznej bezszkodowości i ostatniej szkody jesteśmy lepszą partią do rozgrywki z ubezpieczycielami. Znaleźliśmy zatem najtańsze, bardzo drogie ale jednak za mniej niż 900 zł, OC w pewnej firmie należącej do pewnej grupy, która stronę ma ponurą niczym ewakuacja miasta czy coś równie dramatycznego. Ale OC jak to OC, nie ważne gdzie, ważne za ile. Plus jest taki, że nie wychodzimy na wszystkim gorzej niż zwykle, a po raz kolejny pozwalamy sobie na luksus uczciwości i niecwaniaczenia. Bolesny, ale luksus.  Przy okazji wyszło na jaw, że w tekście „Mezokracji” nie padają słowa „rzeczywistość jak OC potrafi dopiec”, lecz  „jak ocet”.  Octu nigdy nie próbowałam, bo jego zapach mnie odstręcza, a OC dopieka już po raz trzeci i przyznaję, że potrafi.

Prawo ubezpieczeniowe jest źle napisane i pełne luk, fora prawne prześcigają się w podawaniu sprzeczności. Prawdopodobnie jest tak, że szkody jednego z właścicieli przechodzą na obu, ale zniżki oczywiście już nie. Jakiś admin zawsze zaprzeczy czemukolwiek. Zniżki za płeć też nie przechodzą. Przechodzi tylko to, co może obciążyć. Paradoksalnie ja jako kierowczyni od lat pięciu a ze szkodą jestem atrakcyjniejsza od Męża, kierowcy bezszkodowego, doświadczonego lecz z dwuletnim stażem prawa jazdy. Przed lustrem jestem, to przyznaję, ale żeby w kalkulatorze składek?!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s