Hej, bystra woda!

Melduję i donoszę, że odkryliśmy nowe Centrum Grzybiarza. Mieści się ono 6 km za L., prostą drogą na Szludron i przez Szludron. Jest chyba jeszcze lepsze niż słynne na całe województwo Płocice. W Płocicach wczoraj znów był autokar pełen gdańskich emerytów. Nowe miejsce odkryliśmy przypadkiem.

 Jest to ogromna połać lasu brzozowego z sosenką gdzieniegdzie, ale w przeciwieństwie do typowo występujących brzozowych zagajników a podobnie do lasku płocickiego, ściółka tamtejsza głównie z mchu się składa, a nie z trawy i to mech właśnie odpowiada za licznie występujące grzyby. Nowe miejsce nie zostało jeszcze wypróbowane w warunkach bojowych, lecz byliśmy tam wczoraj o 15 i mimo późnej pory, kilka pełnych garści prawdziwego grzyba się zebrało. Dziś z uwagi na sobotę, czyli dzień zjazdu wszystkich grzybiarzy i pseudogrzybiarzy, my sobie grzybobranie odpuściliśmy. Woleliśmy dłużej pospać. A i pogoda nie dopisała. Leje właściwie bez przerw od wczorajszego wieczora. W chwilach, gdy jednak nie leje, to po prostu mocno pada. Wczesnopopołudniowy spacer samochodowy w las wykazał, ze pogoda deszczowa wcale nie odstraszyła amatorów ściółki, przynajmniej nie tych zmotoryzowanych. Podobnież krótkie opuszczenie naszego pojazdu dowiodło, ze ściółka przeczesana została szczegółowo. Tym niemniej na jednym spacerze zakończyć nie mogliśmy, bo aż nas rwało.

Późnym popołudniem, posileni rosołem załadowaliśmy się do auta i pojechaliśmy na krotki spacer. Celem było wczoraj odkryte Centrum Grzybiarza nazywane umownie Szludronem od nazwy pobliskiej wioseczki. Chcieliśmy sprawdzić, jak ono działa w warunkach sobotnich. Droga dojazdowa, wczoraj pięknie ubita, dziś była jednym wielkim błotem poprzedzielanym gdzieniegdzie bardzo głębokimi kałużami. Samo miejsce można powiedzieć, daje radę. Było mnóstwo śladów obecności poprzedników. Ale i dla nas ostało się kilka koźlaków- tych najładniejszych- jasnobeżowych zwanych książkowo pomarańczowożółtymi. Ponadto parę kurek. I na koniec niespodzianka- kilka cennych szlachetnych kani, którym poświęcę osobny wpis. Aby uniknąć powrotu rozrytą drogą, postanowiliśmy odbić w prawo, w kierunku pobliskiej Czarliny.

 Jadąc, odkryliśmy kolejny zagajnik doskonałej jakości, lecz przetrzebiony szczegółowo. Po 3 km czekała na nas tablica z informacją o ślepej uliczce. Potraktowaliśmy ją jako dobry kawał, jako że mapa głosiła zupełnie co innego. Mijaliśmy osiedle ludzkie aż tu nagle drogę przerwał wąziutki most, właściwie zielony mosteczek opatrzony zakazem wjazdu i na wypadek gdyby i on nie wystarczył, okłódkowany czymś w rodzaju blokad parkingowych. Widok samej Wdy wpływającej do jeziora Radolnego, choć urzekający, nie mógł wynagrodzić bezcelowej podróży. Stasio szczęśliwie spało i mogliśmy się deszczem i widokiem dłużej pocieszyć. Cieszenie to nie było wcale dobre, co jednak wiemy dopiero z perspektywy czasu, bo ja przypłaciłam to pogorszeniem stanu zdrowia, a Mąż podwójnie- jego gardło, rano jeszcze bliskie ozdrowienia, padło zupełnie a do tego wygarnia sobie sam głupotę i żałuje, oj jak żałuje.

 

 

 

Reklamy

5 Responses to Hej, bystra woda!

  1. Pingback: Jak wygląda kania? « Świat Cytrynny

  2. Maurycy Teo says:

    Znając mnie zaryzykowałbym przeprawę tym mostem, ale pewnie skończyłoby się kąpielą z myciem samochodu :). Wczoraj zaś o mało nie zakopałem się po raz drugi w życiu w grząskim piasku, na szczęście udało się wycofać dziesięć centymetrów i ruszyć z rykiem silnika. Potem zaparkowałem kilka metrów dalej, gdzie już była twardsza nawierzchnia.

    A wszystko to spowodowane tym, że „Cytrynna była na grzybach, a ja nie mogę!” I oto pierwszy raz w życiu dałem się namówić na prawdziwe grzyby w prawdziwym lesie i nawet się nie wynudziłem :). Ale to wszystko moja żoneczka opisze już wkrótce. I Wam gratuluję udanych połowów!

    • cytrynna says:

      Ten most okazał się zbyt wąski, jak śpiewa nasz ulubiony wokalista w „powrocie brata”, który to „powrót brata” ja sobie dziś od rana śpiewam, bo mam ogromne powody do radości.

      A dla tych, którzy by zaryzykowali była owa okłódkowana blokada. No, most był szeroki na jakieś pół samochodu i do tego miał barierki.

      Z niecierpliwością czekam na opis Waszego grzybobrania. A Cytrynna to pewnie taka słynna blogerka słynąca z tego, że pisze o grzybach? 😉 Podobno nawet utworzyła nową kategorie „grzyby”.

  3. Mąż says:

    Jejku, jaki fajny jest październik! Kanie, grzy-bobrania i bystra woda! Sloł-liwing jednym słowem! A Ty Misiaczku jaki?

  4. Maślany Mąż (w przerwie w pracy) says:

    Ja chcę tam pojechać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s