Jak wygląda kania?

Oto pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi. Legendy krążą, podobno wielu je zjadło i nie żyje, są głosy że zjedli sromotnika myśląc, że jedzą kanię. Kania- grzyb szlachetny, piękny i cenny, lecz owiany wzbudzającą grozę legendą. Na nasze subiektywne oko to żadna z czubajek nie jest podobna do muchomora sromotnikowego, sama kania może odrobinę przypominać muchomora cytrynowego we wczesnym stadium rozwoju, ale jakoś o tym cisza, wszyscy trąbią o sromotniku. Mówi się, że poznać ją po ruchomym pierścieniu wokół trzonu. Innym charakterystycznym punktem jest czubek na kapeluszu. Należy jeszcze gwoli wprowadzenia dodać, że istnieją zarówno bardzo szlachetne czubajki kanie zwane kaniami zupełnie zasadnie jak i mniejsze, ale wciąż ładne czubajki czerwieniejące zwane kaniami zwyczajowo i przez ludność tylko. Zainteresowanych tematem, lecz niepewnych odsyłam do fachowej literatury.

 My dziś w naszym nowym zagajniku natknęliśmy się na 8 takich czubajek. Jedna była z ziemi wyjęta i odrzucona ze względu na swoją robaczywość, 3 były młode lecz nadające się a 4 dopiero kiełkowały. Pierwsza myśl- pozwolić im urosnąć, ale tata mówi, że grzyb znaleziony rosnąć przestaje. Poza tym wstawać o świcie to nawet dla kań się nie chce. Postanowiliśmy wrócić po nie wraz z zapadnięciem zmroku. Odliczone było między którymi drzewami wyrastają i odjechaliśmy. Pech i przypadek zadecydowały, że w to samo miejsce powróciliśmy jeszcze przed zmrokiem i kanie urosnąć nie zdążyły. Biliśmy się z myślami i z ciałami, które zmarznięte i zmoknięte ani myślały wracać tam później znów. Namówiłam Męża do wyrwania jednej. Okazała się być w porządku, czyli mieć ruchomy pierścień. Więc na fali sukcesu namówiłam i na pozostałe dwie. Tym sposobem staliśmy się posiadaczami trzech czubajek o niewiadomym zarobaczeniu i jednej ewidentnie robaczywej. Mąż jednak wymógł na mnie, że przed spożyciem spytamy sąsiadów i upewnimy się.

 Pierwsza wizyta. Pani J. Mówi, że nie zna się, ale zapyta syna. Syn, dorosły i radny, nawet nie schodząc stwierdza, że i on się nie zna. Pani J. jako życzliwa, mówi, że pobliska sąsiadka, pani S. może wiedzieć, bo jej chłopaki zbierają i ona sama nieraz przynosi. Jedziemy, pukamy, otwiera i mówi, że nie zna się już teraz. Że kanie są dwie. Ona nie wie, kiedyś zbierała, teraz od lat nie zbiera, nie jest pewna. Dla zdrowia radzi nam nie jeść, ale nie jest pewna. Że może sąsiad naprzeciwko się zna. Cóż po tym, jak okna ciemne a i my nie znamy sąsiada? Wracamy do domu, Stasio wciąż śpi a my oglądamy przewodnik grzybiarza. Czubajki czerwieniejące ewidentnie. Zero wątpliwości. Ale groza legend nie pozwala tak po prostu wrzucić na patelnię. Mąż rozważa odwiedzenie znajomych leśników w L., którzy z racji swego leśnictwa znają się. Wsiadamy, jedziemy całe 3 km i to na benzynie, bo gaz nie wiedzieć kiedy, skończył się (nie wiedzieć kiedy zrobiliśmy 400 km). Głupio jednak odwiedzać gościnnych leśników, u których nie było się od lat. Zatrzymujemy się w skupie runa po drodze. Dziewczę z miejsca mówi, że się nie zna i spyta mamy, która może wiedzieć. Mama z daleka krzyczy, że się nie zna. Nikt się nie zna. Do leśników nie jedziemy. Mąż każe mi dzwonić do wujostwa, również leśników. Odpowiedz brzmi: skoro dzwonisz, już wątpisz, zatem wyrzuć. Skoro młode, to tym bardziej wyrzuć. Trzymamy więc nasze pewne-niepewne kanie w lodówce i czekamy na powrót taty. Niech on osądzi. Grzybiarze z nas tchórzliwi.

Reklamy

7 Responses to Jak wygląda kania?

  1. Maurycy Teo says:

    Przykro mi, niestety się nie znam ;). Wiem tylko z naszego nowego atlasu, że sromotnik jest gatunkiem jadalnym, nie mylić z muchomorem sromotnikowym ;). Ale do leśników bym podjechał, pewnie się jednak znają. A tata każe Wam wyrzucić dobre grzyby i wyrzucicie :).

    • cytrynna says:

      Oj ja sobie sromotnikiem nazywam potocznie muchomorka o tym przymiocie, tak jak ludność nazywa kaniami wszystko co czubajką jest a muchomorem wszystko co ma blaszki.

      Taty nakazu wyrzucenia się nie obawiamy, bo sam jest łakomy, raczej konieczność dzielenia się jest tu bardziej bolesna. Ale tak naprawdę największą radością ze znalezienia kanii jest samo jej znalezienie. W smaku przebijają ją łatwe do kupienia boczniaki

  2. Lolinka says:

    Ja nawet dorosłej kani nie potrafiłabym rozpoznać, a młode to w ogóle czarna magia… Taki ze mnie grzybiarz :(. Kanie jadłam raz w życiu, u zaprzyjaźnionych grzybiarzy w Borach Tucholskich, ale to oni znaleźli, nie ja. Natomiast pamiętam, że były pyszne, dlatego tym bardziej mi żal, że się nie znam i nie mogę sobie sama takiego rarytasu znaleźć. Niemniej jednak boczniaki sklepowe też dobre są, zawsze to jakaś pociecha :).

  3. Pingback: Przywiązanie dziecka do samochodu « Świat Cytrynny

  4. Mąż says:

    Jak wygląda kania? Do czego może być przywiązane dziecko? Gdzie jest Mąż (GJM)?

  5. Mąż says:

    Ludzie znów znajdują kanie!

  6. Maurycy Teo says:

    Nie padło „Misiec”… Dlaczego nie padło „Misiec”? Albo „Misiec, to już rok minął odkąd ludzie znajdowali kanie… Misiec, dlaczego Ty jesteś Misiec?” Ojejjej! Jaki ja jestem zabawny! 😀 Uwielbiam Was! :* :* :*

    Męża też! :* :* :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s