„Brawo, brawo, oni są wspaniali”

Cytrynna i Mąż byli w Warszawie na koncercie swojego Ulubionego Zespołu. Był to ich pierwszy wspólny koncert. Byli kiedyś wprawdzie na klawesynowej aranżacji Wariacji Goldbergowskich zareklamowanych bodajże w „Nutrii i Nerwusie” przez panią Musierowicz i Mężowi się dość podobało a Cytrynna ledwo wysiedziała. Sama Cytrynna była kiedyś z koleżankami na jakimś Heyu czy innych Łzach gdy te występowały w jej rodzinnej wiosce, ale nic z tego nie pamięta.

Koncert odbywał się w Fabryce Trzciny i nastraszono małżeństwo, że dzielnica jest bardzo niebezpieczna. Jedyne co mogli zrobić, to wepchnąć torebkę do plecaka. Jednak albo wszystkie niebezpieczeństwa przeniosły się tego wieczoru w okolice paskudnego stadionu, na którym rodacy walczyli z murzynami o coś kopiąc piłkę, albo dzielnica przestała być niebezpieczną, w każdym razie Praga wyglądała bardzo swojsko i bezpiecznie tego wieczoru i zupełnie niczym nie różniła się od Gdańska, który już oswojony jest.

Z powodu meczu jechało mnóstwo tramwajów podstawionych specjalnie na ten cel. Podobno na Waszyngtona (ale ulicy, nie rondzie) zdarzył się wypadek i miasto zakorkowane było okrutnie. Wszystko to wie Cytrynna od pewnego młodzieńca skarżącego się na stany lękowe, który komuś opowiadał o jednym i drugim przez telefon. Cytrynna w środkach komunikacji publicznej, jeśli akurat nie czyta, to lubuje się w podsłuchiwaniu prowadzonych przez współpodróżnikow rozmów. Strzyże wtedy uszkami i stara się nie chrząkać. Mimo zakorkowania Cytrynna i Mąż dotarli do celu o 20:30, ulokowali się w zarezerwowanym uprzednio hostelu, przebrali w garnitury i adekwatne sukienki, zapakowali upominek dla Ulubionego Wokalisty i popędzili do znajdującej się naprzeciwko Fabryki. Spostrzegł ich z daleka pan ochroniarz i stanowczo odmówił wpuszczenia, jednak poproszony, zagłębił się do wnętrza pilnowanego obiektu i wrócił już z panią powiadomioną o planowanym przybyciu gości. Pani podarowała małżeństwu bransoletki identyfikujące a ochroniarz przeprosił. Zupełnie niepotrzebnie, bo oni nie czuli się dotknięci, gdyż rozumieją charakter pracy bramkarza zmuszonego robić door selekszyn.

Weszli zatem, rozpłaszczyli się w szatni i szybko odnaleźli właściwą salę. Szybko też ujrzeli Ulubionego Wokalistę za wzmacniaczem lub głośnikiem- oni nie rozróżniają takich sprzętów. Po chwili rozpoczęło się. Większość gości siedziała na 3-stopniowych schodach, dosiedli się i oni. Zespół zaczął od jesiennej ballady „Człowiek z liściem” i tłumy poklaskiwały w rytm kiwając się na boki. Przy drugim utworze „Co powie Ryba” młodzież wypłynęła skocznie na parkiet. Cytrynnę bolała głowa, co jest już tradycyjne w przypadku jej przyjazdów do Warszawy, bo Cytrynna źle znosi podróże autobusem. Mimo to klaskała w rytm, chociaz trudno w jej przypadku mówić o rytmie. Należy czytelnikom wiedzieć, ze w piątej klasie dostała ona nawet dwóję za klaskanie w rytm do śpiewanej piosenki. Od tego czasu postępów nie poczyniła. Leciały kolejne piosenki, a małżeństwo robiło zdjęcia, delektowało się, bujało na boki z pozycji siedzącej i zachwycało Wokalistą, na którego twarzy malowała się radość, wielka radość. Był oczywiście „Nie pij, Piotrek”, czyli utwór, za który Cytrynna zaczęła uwielbiać Zespół jeszcze w roku 2000. Znane hity przetykane były piosenkami z najnowszej płyty, którą małżeństwo w ostatnim tygodniu również polubiło mimo początkowego niedocenienia. Kiedy Ulubiony Wokalista zapowiedział „Cyrk”, Mąż przestawił aparat na nagrywanie a nieruchawa Cytrynna nie wytrzymała, zerwała się i przebiegła na brzeg parkietu, bo nie mogła inaczej. Żadna migrena nie mogła jej zmusić, żeby najulubieńszą z ulubionych piosenek przesiedziała jak stary pryk. Od tego czasu bujali się już na stojąco a chwilami nawet skakali, a gdy leciały takie pościelówy/wolniacze* jak „Serce jak pies” to i tańczyli niczym gimnazjaliści. Cytrynna to chyba w ogóle od czasów gimnazjum nie tańczyła (poza studniówką), bo owa niska ocena z muzyki w piątej klasie niestety nie była niesprawiedliwa. Zatem i z własnym Mężem nie tańczyła do tej pory, chociaż on próbował ją namówić na kurs tańca. I tak bujali się, skakali lub tańczyli, a Cytrynna wciąż się zachwycała, czasem wymieniali radosne spojrzenia i oboje marzyli żeby koncert trwał i trwał i żeby Ulubiony Wokalista zdążył zaśpiewać wszystkie utwory, które oni znają, ale każdy koncert się kiedyś kończy.

W trakcie odśpiewywania „Doktora Dyzmy”, dwóch panów z Zespołu w bardzo zabawny sposób zabrało się za rozwijanie transparentu przedstawiającego elektrycznego kota, czyli logo Zespołu, Ulubiony Wokalista przyniósł skądś skrzynię na którą wskoczył, potem na scenę weszły kwiaty a muzycy udali, że idą na zaplecze, po czym zaraz cofnęli się, by zaśpiewać jeszcze dwie piosenki. To był już naprawdę koniec. Kiedy ponownie schodzili ze sceny, małżeństwo pociągnąwszy Ulubionego Wokalistę za rękaw, wręczyło mu torbę ze swoim prezentem. Czaiło się potem jeszcze w okolicy, ale śmiałości by wejść w kuluary nie miało.

Dla gości przewidziano kolację, były darmowe drinki i bardzo porządne jedzenie, ale Cytrynna i Mąż ani nie są trunkowi, ani nie czuli się dość swobodnie by sięgać po poczęstunek. Pokręciwszy się jeszcze kilka razy wokół, zrobiwszy kilka zdjęć, pobrali płaszcze z szatni i wyszli. Właśnie robili zdjęcie plakatu reklamującego całą imprezę, gdy z głównego wyjścia odprowadzany jakimiś miłymi słowami wyszedł nie kto inny jak Ulubiony Wokalista. Nie niósł kwiatów, ale niósł torebkę z podarkiem od nich. Bardzo się spieszył, jednak podał im ręce a Mąż miał dość przytomności umysłu by poprosić o zapozowanie do zdjęcia z żoną. Wokalista powiedział również, że upominek, który od nich dostał jest bardzo miły, a oni wierzą, że nie mówił tego kurtuazyjnie, bo włożyli w to oba serca i byli z siebie naprawdę zadowoleni.

Gdy ktoś idzie na koncert za 200-385 złotych od łebka (takie będą ceny Tori Amos, Cytrynna widziała reklamę w metrze), to musi być zadowolony. Cytrynna czytała tez u Dołęgi-Mostowicza cytat adekwatny, którego jednak nie zaznaczyła, ale dotyczył on teatru i mówił to samo, czyli że kto idzie do teatru, ten sam się nakręca żeby nie żałować wydanych pieniędzy. Cytrynna i Mąż  bawili się pysznie i uważają koncert za doskonały i zachwyty wylewają z siebie gdzie popadnie i gdyby mieli  zapłacić nawet i takie 385 złotych od łebka, co byłoby bolesne dla kieszeni, chyba zapłaciliby. A Ulubiony Wokalista został jeszcze bardziej ulubionym i ta pozycja jest od teraz już nienaruszalna.

*Cytrynnie przypomniały się owe dawno nieużywane słowa i tak się tym faktem ucieszyła, że zaraz je wyartykułowała.

Reklamy

6 Responses to „Brawo, brawo, oni są wspaniali”

  1. Maurycy Teo says:

    No już dobrze, dobrze, bo wyjdzie że jesteśmy źli i kłamiemy ;). A my mówiliśmy z dobrego serca, z troską o Wasze życie. Praga o tej porze naprawdę bywa niebezpieczna.

    Bardzo się cieszę, że koncert Wam się podobał, że tak się nim zachwycacie. Miałem napisać jak było na Coldplay (w ogóle u Żony mojej jakoś tak mało o tym było, żadnego filmiku, nic…). My zań płaciliśmy ową grubą kasę, a mianowicie prawie 200 złotych od łebka. Ale było pięknie.

    A na Elektrycznych Gitarach, do których pasję podzielam, byłem na juwenaliach. Było przepięknie i też się wybawiłem za wszystkie czasy. Niestety, na większości filmików słychać raczej moje wycie, niż głos Wokalisty. Muszę zapamiętać, żebym nie śpiewał i nagrywał jednocześnie :).

    A Pan Wokalista dostał lineczkę do wpisu? 🙂

  2. cytrynna says:

    Ja też wyłam, ale było tak głośno, że nawet Mąż mnie nie słyszał:) Linka nie słałam, będzie chciał, to sam trafi:)

  3. Maurycy Teo says:

    Przeedytuj zanim moja Żona tu wejdzie i przeczyta. Normalnie się zapadnę pod ziemię normalnie… normalnie…

    Ale na P. moja Żona też chętnie chadza, to stąd normalnie mój błąd :/.

    • cytrynna says:

      Przeedytowałam, chociaż nie powinnam, ale z komentarza proszącego o edycję sam się Oli wytłumaczysz:D

      Pytałam już kiedyś Oli, ale nie uzyskałam odpowiedzi- czy Wy oglądacie Kiepskich?

  4. Lolinka says:

    Hmmm… masz w istocie szczęście, że jakoś nie zajrzałam tu wcześniej… No trudno, wypomnę Ci to przy najbliższej kłótni :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s