Kiedy dziecko przesypia noc

Cytrynna i Mąż do niedawna mieli poważny problem z dzieckiem. Dziecko dążyło do rozbicia ich małżeństwa poprzez zmuszanie chcących pospać rodziców do brania jego czyli dziecka do wspólnego łóżka a następnie gadało, wierciło się i kopało, co z kolei zmierzało do przepędzenia ojca z owego łóżka. Po odejściu ojca dziecko się uspokajało i dawało matce pospać. Rodzice frustrowali się okrutnie, bo pobudka z wymuszeniem przejścia potrafiła być i o świcie i tuż po rodzicielskim zaśnięciu. Czas sprzyjał małemu wojownikowi, bo matka kończyła swoją magisterkę i na zarwane noce sobie pozwolić nie mogła, a matka ma tak, że zbudzona tuż po zaśnięciu, nie zasypia. Ojciec ma jeszcze gorzej. Bo dla niego wystarczy samo ryzyko zbudzenia. Był z tym nawet u psychiatry, ale ten mu nie pomógł. Wyleczyła go Żona swoją Miłością przez duże M. Ale podatność została. W efekcie osiągało dziecię wszystkie swoje cele a nawet więcej, bo w końcu pozwolono mu po prostu spać z matką od początku nocy.

Niedawno jednak ostatnia z magisterek została oddana do dziekanatu i rodzice uznali, że zaryzykują kilka nieprzespanych nocy i dadzą dziecku szansę spania w jego własnej sypialni. Dla ułatwienia wyjechali na wieś i własną sypialnię zaimprowizowali dziecku w sypialni jego babci po prostu przenosząc łóżeczko. Kolejnym ułatwieniem była nieduża gorączka odzębowa zwiększająca senność maluszka. Łóżeczko wiejskie jest najtańszym łóżeczkiem z ikei, ma jednak wypasiony materac z lateksu. Dziecko spało jak aniołek. 3 noce i to z deszczem bębniącym w okno dachowe. Cytrynna i Mąż wrócili do miasta i kolejną noc udało się dziecku przespać również w jego własnym wyrku. Łóżeczko miejskie jest wypasione, bo ma 4 wyjmowane szczebelki i schowek na pościel, ale za to materac ma najtańszy, dodany gratis do łóżeczka, z gryki pianki i kokosa, ale dał syn radę. Następnie znów udało im się pobyć kilka nocy w domu i z jednym małym wyjątkiem (kiedy przyjechali dziadkowie i syn wrócił ze swoim łóżeczkiem do sypialni rodziców) dziecko znów dobrze spało. Musieli jednak przenieść się na stałe do miasta. Rozważali przywiezienie fajnego materaca ze sobą, ale byłoby to zbyt symboliczne pożegnanie z domem, więc nie przywieźli. Mimo niedogodności, dziecko jednak śpi. Budzi się wprawdzie dwa duże razy- raz przed ich pójściem spać a drugi o świcie i pije wtedy, ale zaspokojone daje pospać do dziewiątej o ile nie ma zbyt pełnej pieluchy. Zapobiega się temu zmieniając ją w nocy. Oczywiście kwęka, czasem i kwili, ale dopóki nie płacze głośno i rzęsiście ani nie wrzeszczy wściekle, rodzice w ogóle nie zaglądają. Aby zapobiec przeziębieniom wskutek odkrycia się, dziecko pod piżamkę dostaje bodziankę. W popiersie zawsze ciepło. A piżamka jest zwykłym pajacem, więc i stopy nie bywają gołe. Matka jest spokojna. Matka tyle nocy zarwała, że już rozróżnia dobiegające dźwięki i wie, na które tony należy reagować. W szafie leży wprawdzie śpiwór na nóżki, ale rodzice nie zrobią tego dziecku, niech się rusza póki młode. Rodzice nazywają to dawanie spać radzeniem sobie. Syn Cytrynny i Męża radzi sobie. Jest dzielny. Nie woła bez potrzeby. Ma wprawdzie bardzo trudno, bo musi się uporać sam ze sobą. A trzeba wiedzieć, że jego charakter jest nawet dla ludzi o tak niewyrobionym szacunku dla cnót jak on trudny do wytrzymania.

 Podczas dzisiejszej rozmowy Męża z kolegą z pracy, którego dziecko jest starsze kilka miesięcy wyszło na jaw, że tamto dziecko sobie nie radzi i śpi z rodzicami. Tym razem może więc Cytrynna pochwalić się małym wprawdzie, ale sukcesem rodzicielsko-wychowawczym.

Dlaczego jest to sukces? Jakim prawem Cytrynnna go sobie uzurpuje? Dlatego, że Cytrynna i Mąż, wbrew woli i zaleceniom stronników, wyprowadzili dziecko do jego własnej sypialni, w której zapewnili mu, znów wbrew zaleceniom cichą muzykę, małe światełko i samotność. Stronnicy uważali, że wszelkie kwęki wynikają z potrzeby bliskości i należy dziecku bliskość zapewniać. Stronnicy uważali również, że kwęki są potrzebne i rodzic powinien się cieszyć kiedy jest budzony kwękiem, po którym nie może zasnąć, bo nie śpiąc ma możliwość rozmyślać o dziecku i patrzeć na nie. I słuchać go. Natomiast dziecko kwęczące sobie w najlepsze przez sen i bezinteresownie budzące to najczystszy zachwyt. Cytrynna i Mąż byli tez kiedyś u pediatry i mimochodem spytali o spanie. Lekarka, kobieta okrutna i egoistyczna, osoba na poziomie Cytrynny i Męża, powiedziała, że swoje, dorosłe obecnie dzieci, wynosiła z pokoju już po miesiącu. Zaleciła dziecku izolatkę, choćby miał to być przedpokój lub kuchnia. Bulwersujące, nieludzkie! Sprzeczne z całym rodzicielstwem bliskości i kangurowaniem! A jakże skuteczne.

Reklamy

8 Responses to Kiedy dziecko przesypia noc

  1. Lolinka says:

    U nas było podobnie, choć jak wiecie, Gap z nami nigdy nie spał w jednym łóżku. Ale faktycznie własna sypialnia znacznie poprawia jakość dzieciowego snu (zawsze się zastanawiam czy to nie przez to, że nikt mu nie chrapie i nie szeleści nad uchem…). A jeszcze bardziej jakość dzieciowego snu poprawia odstawienie jedzenia w nocy (które szybko staje się li i jedynie przyzwyczajeniem a nie potrzebą). A wydaje mi się jednak, że samodzielne spanie i zasypianie jest dla dziecka (jak i zresztą dla ludzi ogółem) tak istotnym czynnikiem, że krzywdzeniem jest właśnie odbieranie dziecku tej samodzielności (poprzez właśnie nadmierną „bliskość”). My swego czasu usłyszeliśmy, że jesteśmy wyrodnymi rodzicami, ucząc dziecko samodzielnego zasypiania, bo pewne inne rodzinne dziecko to było co wieczór do czwartego roku życia (czyli do narodzin rodzeństwa) wożone w wózku przez próg tak, aby usnęło. Na szczęście u nas takie zabiegi okazały się niepotrzebne 🙂
    Gratulujemy sukcesu 🙂

  2. Maurycy Teo says:

    Tak jest, wspaniale że ten sukces udało się osiągnąć :). Brawo! My pierwszy sukces (z samodzielnym spaniem w łóżeczku) osiągnęliśmy zaraz na początku, Gabrysia odkładało się po prostu konsekwentnie do własnego przybytku jak tylko lekko przysnął. Noszenie na rękach uskutecznialiśmy do 8-9 miesiąca (Natala jest bliska tej granicy, ale ją zdecydowanie rzadziej trzeba nosić), potem Gabryś sam zażyczył sobie usypiać, kazał się odkładać, choć jeszcze nie mówił. Natomiast zarówno odstawienie butli z nocy, jak i przeniesienie do własnego pokoju odbyło się nieco później. Niech się zastanowię… Własny pokój Gabryś otrzymał gdy miał dwa lata, po remoncie mieszkania (de facto to my wówczas wróciliśmy do małżeńskiej sypialni), butlę zabrał smok, gdy poprzedni właściciel kończył trójeczkę. Niedługo potem z użycia wyszły pieluchy.

    Nie jestem zwolennikiem przenoszenia dzieci w wieku miesiąca (Gajdowie są za trzema miesiącami, dla mnie to też za mało), ale sądzę, że Natala przeniesie się do Gabrysia wcześniej, niż sam Gabryś. Jeśli będzie chodzić i przychodzić, to pewnie wcześniej, niż gdyby nie przychodziła. Cieszę się bardzo Waszym sukcesem. Mam co do niego pewne obawy związane z wtrąceniem się dziadków, ale wolę nie krakać.

    Notkę zaś o jedzeniu też skomentuję w wolnej sekundzie, póki co pędzę do siebie ;).

  3. cytrynna says:

    Dziękuję za Wasze komentarze, uświadomiły mi one kolejny sukces- Stasio nigdy nie było noszone celem uśpienia. Mąż mówi, że to absolutnie nie brak szelestów sprawia, że dziecko śpi, a ja się z nim zgadzam. Przynajmniej nasze dziecko wydaje prowokujące i prowokacyjne dźwięki, a sztuką jest nie reagować na nie. Dziś w ciągu dnia tez spało 3 godziny kwęcząc kontrolnie co jakiś czas, ale ja tylko obserwowałam i sen trwał. Wiem z autopsji, że inni głaszczą i przemawiają do tego samego dziecka w przypadku kwęków i rzadko sen przekracza im godzinę.

    Sobie nie wyobrażam jak dziecko na piersi miałoby spać w innym pomieszczeniu. Ale to raczej ze względu na wygodę karmiącej.

    Co do dziadków do teściowa spała z nim w jednym pokoju przez miesiąc, w czerwcu i sama bardzo chętnie zrezygnowała. U nas pewne rodzinne dziecko mające lat 5 co noc dołącza do rodziców od zawsze. Ja osobiście to chodziłam co noc do mamy do czasu aż w wieku 10 lat dostałam szerokie łóżko. Mąż rzekomo spal z rodzicami w jednym pokoju tez długie lata mimo że mieli dwa, chociaż on sam temu przeczy. Także stanowcze NIE dla niezdrowych objawów jedynactwa. I drugie stanowcze NIE dla jedynaków.

  4. Maurycy Teo says:

    Zgadzam się z powyższym, natomiast oburzam się i oburzam, bo ja bardzo lubię nosić naszą Szkrabinę, jak się we mnie wtula i zasypia (na rekolekcjach dostała dyplom za „wzór miłości córki do taty”). Gabryś się nosił i sam się przestał nosić (tak jak nam zapowiedziała koleżanka, tj. Fiola, bo Jaś miał podobnie), a samo noszenie jednego i drugiego nie było dla mnie problemem. Nie chcę wyjść na stawiającego się, albo na frajera, który nosi, ale nie uważam, by wszystko co dotyczy niedotykania dziecka było natychmiast sukcesem.

    Co do szmerów – z pewnością każde dziecko reaguje inaczej. Tak samo jak każde inaczej uczy się zasypiać samodzielnie. Naszym zadaniem jest w tym drugim przypadku nie na siłę odkleić dziecko, lecz nie przegapić odpowiedniego momentu na zmianę. Koniec.

  5. cytrynna says:

    Stasio dopiero niedawno odkryło coś takiego jak przytulanie i kokosi się, ale potrafi się tez odpychać kolanami, kopytami i rękoma, gdy ma inne plany. Regularnie jestem posiniaczona. Dla mojego kręgosłupa długotrwale noszenie nawet tylko celem odbicia było problemem, bo Stasio jest spaślakiem ciężkokościstym. Natomiast nie jest tak, że nie jest dotykany, bo jest ugłaskiwany na sen- sam w łóżeczku jeszcze nie zasypia.

    Wasza Szkrabina jest zaś bardzo miła w dotyku, bardzo miękko się układa i jest leciutka.

  6. Lolinka says:

    Leciutka, hm… 🙂 no, w porównaniu (do Gapy, lub jak się domyślam Stasia) to może i tak. Natomiast tajemnica jej miękkości leży prawdopodobnie w tłuszczyku, który magazynuje pieczołowicie wszędzie gdzie się da (ma nawet nadgarstki otłuszczone, masakra 😛 ), chociaż wcale nie jest za gruba. Chyba po prostu w porównaniu z kościstym Gapem wydaje mi się tłuściutka.
    My jesteśmy wszyscy strasznie przytulaszczy, przytulamy się, całujemy i wyznajemy sobie uczucia bardzo często (za co zresztą – my, małżonki – byliśmy swego czasu bardzo ganieni), więc Gabryś jest straszną przylepą. Ale myślę, że to noszenie do któregoś tam miesiąca było mu chyba potrzebne z różnych powodów, bo on miał niestety nieco traumatyczne początki i może musiał sobie nadrobić. Choć dla mnie było jednak ciut uciążliwe, bo długotrwałe noszenie nawet tych skromnych 7 kg, które wtedy miał, było dla mnie raczej niemożliwe. Ale nie wspominam tego jakoś strasznie i generalnie uważam, że takie małe dzieci potrzebują czasem takich form „rozpieszczania”. Po roku jednak dziecko trochę się zmienia, staje się bardziej autonomiczne i zaczyna pewne rzeczy wymuszać, wcale nie dlatego, że tego potrzebuje. Dlatego to jest czas, kiedy dobrze jest jednak zacząć naukę samodzielności nawet kosztem pewnych sprzeciwów (choć warto zadbać, żeby to było przeprowadzone tak, żeby dziecko się nie czuło bardzo pokrzywdzone). Osobiście mam nadzieję, że z kolejnymi dziećmi różne rzeczy uda nam się zrobić szybciej, bo też nie trzęsiemy się już tak, jak nad Gapem (choć nigdy nie trzęśliśmy się jakoś strasznie i to jednak my byliśmy ciemną stroną mocy zmuszającą dzieciątko do zmian; może to raczej kwestia tego, że baliśmy się nieco o własną wygodę 🙂 ).
    To jest jakoś tak, że trzeba dobrze wyważyć podążanie za dzieckiem i pociąganie dziecka naprzód, jeśli wiecie o co mi chodzi. Tak czy siak, Stasio jest dzielne i Wy też :).

  7. cytrynna says:

    o, nas też ganią od zawsze za klejenie się do siebie, za trzymanie za ręce. Z Męża się koledzy podśmiewają za jego entuzjastyczne reakcje na moje telefony. A przy okazji zapobiegania naszemu wrześniowemu wyjazdowi do warszawy to padły i takie słowa, że kochamy tylko siebie. Ale jak Ty miło piszesz!

  8. Malolka says:

    Cytrynna, podoba mi się tutaj 😉 Będę zaglądać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s