Biedny Mąż, bogaty Mąż

Odkąd Mąż wychudł, zupełnie przestał o siebie dbać. Ani się nie goli, ani do fryzjera nie chce pójść, Twierdzi, że półgodzinna wizyta u odległego o 3 minuty drogi Pawła zajęłaby mu cały dzień. Szczęście jeszcze, że co wieczór zrzuca brudne skarpetki i odrzuca je w jakieś losowe miejsce pokoju, a co rano wyciąga z szuflady świeże. Wypija hektolitry mleka, 7 razy dziennie przygotowuje lody dla siebie i żony i martwi się. Martwi się, co będzie z jego rodziną.

Mnóstwo wysiłków i starań poszło na zdobywanie stypendiów. Wiele spędzonych osobno dni i nieprzespanych nocy. Publikacja została wysłana niemal w ostatniej chwili, czas recenzji trwał tyle, że gdyby została zaakceptowana, spóźniłaby się dokładnie o dzień*. Nie została jednak zaakceptowana. Jeden z recenzentów nie polubił formy, w jakiej przedstawiono wyniki, drugi zaś nie zrozumiał co jest kluczowym elementem artykułu. I słusznie stwierdził, że w tym punkcie nie jest to odkrywcze.

Ostatnie 3 miesiące wytężonej pracy miały przynieść rozstrzygnięcie z końcem października. Koniec jest jednak pojęciem ogólnym i mógł oznaczać całą dekadę. Nie oznaczał jednak żadnego z dni poprzedzających deadline.

W ciągu trzech ostatnich dni października lista problemów mocno się zredukowała. W poniedziałek dowiedział się Mąż, że przyznano mu stypendium. Jest szansa i na tak zwane stypendium z dotacji projakościowej o ile nie więcej niż dwie osoby napiszą skuteczne odwołania. Osób mogących pisać ewentualne odwołania jest 5, ale chyba nie wszyscy mogą się skutecznie odwołać. W każdym razie stypendium nie zostało przyznane za pracę z całego roku włączając w to morderczy lipiec i zabójczy sierpień. Nie, zostało ono przyznane za 3** dni września, kiedy zdecydował się pokroić magisterkę na kawałki i poprzedstawiać gdziekolwiek. Chichot losu i sprawiedliwość taka. Na stypendium socjalne, które biorą wszyscy, nie łapiemy się, gdyż mieszkamy z rodzicami, z którymi prowadzimy wspólne gospodarstwo oparte na tym, że co jakiś czas nasze zapasy pożywienia są przeglądane i wyrzucane jest to, czego termin ważności może się wkrótce skończyć. Moglibyśmy udowodnić swoją samodzielność finansową, ale na to jesteśmy zbyt biedni, dla samodzielności finansowej trzeba mieć udokumentowane źródło stałego dochodu.

Wczoraj moja obrona zakończyła czas wielkiej frustracji, niemocy, prokrastynacji, zmęczenia, znużenia, strachu, złości i wielu innych negatywnych uczuć jakie zdarzało mi się odczuwać pod adresem osób i rzeczy w związku z  nią. Z ulgą może odetchnąć i Mąż.

Dzisiaj zaś, po tajemniczym majlu o treści „zapraszamy na rozmowę”, który na ogół oznacza rzeczy złe, udał się Mąż w swoje aktualne miejsce pracy, gdzie umowa 3-miesięczna właśnie gasła. Nie zostanie przedłużona. Nie ze zlej woli, lecz ze względów formalnych. ktoś spełnia lepiej formalności i biurokratycznie jest wygodniejszy. Tego się biedak obawiał. W końcu tutaj robił to co lubi i był szczęśliwy, w korporacji już był i nie chciałby tego powtarzać a poza tym każda inna korporacja byłaby jeszcze bardziej bolesna, bo w tej ostatniej dostawał dobre pieniądze i dojazd był dobry i szli w zasadzie na wszystkie ustępstwa poza tym, ze wyrzucili go w połowie czasu mówiąc, ze zatrudnili go eksperymentalnie (czyli jako kuriozum). Zresztą żona mu co dzień powtarzała, że go nie puści do korporacji, że wyrzeknie się pomidorka na kanapce i cukru w herbacie, a nawet zgodzi się na dożywocie na 45 metrach z teściami, byleby robił to, co go czyni szczęśliwym, ale nie czuł się przekonany tymi słowy.

Z obecnego nieprzedłużenia jest jedna korzyść- mianowicie nie będzie trzeba opłacać zusu, który opłacany był z powodów formalnych, lecz niby „dobrowolnie” i bardzo utrudniał życie. I jeszcze przyczyniał się do zasilania portfela tuska.

Po dzisiejszych zajęciach porwał więc Mąż żonę i zabrał ze sobą jako wsparcie moralne. Trudno stwierdzić, czy było to wsparcie potrzebne. Nikt go wszak nie bil. Zagrożono tylko, ze będzie bity deską z gwoździem w razie braku wyników. Bo zostaje przeniesiony do Sopotu i będzie tam od teraz jeździł codziennie na choć trochę, i robił wyniki i pokazywał je. Dostanie biurko z komputerem, dostanie pieniądze, tylko pewności wciąż nie dostanie. Czy to na zawsze? Czy się nie rozmyślą? I, co ważniejsze, czy opiekun naukowy od doktoratu nie dostanie szału jak się dowie? Bo z powodu obopólnej antypatii nie wie nic.

Akonto dobrych wiadomości i nadpływającej („na 99,9%”) płynności finansowej poszliśmy z plecaczkami do Biedronki*** po dwa kontenery lodów algida, które schodzą u nas hurtowo. Byliśmy też w innym markecie, bo dostaliśmy ulotkę, że masło jest po 3,49. Dobre masło. I ważne do 24.11. Kupiliśmy 25 maseł. Schodzi masła dużo do bułeczek. Nasza mikrowela chodzi i grzeje oscypki, a Stasiaczek dostał spaghetti, dobre, zdrowe i domowe, bez ani jednego konserwanta. Tylko pomidory z puszki, ale za to z Lidla****. Bochenek świeżego chleba dostał i biedny pan, który o to poprosił. Chciał się odwdzięczać korpusem kurczęcym, którego sam  by i tak nie ugotował, ale dostał chleb bezinteresownie. Ja zaś z okazji zostania magistrą dostałam setkę swojej ulubionej herbaty Earl Grey Ahmada i się zalewam. Miała również powstać drożdżówka, ale zabrakło entuzjazmu. Odkąd Stasiaczek stał się dzieckiem niemal idealnym i sypia od mniej więcej 22 do 10:30 oraz co najmniej dwie godziny w ciągu dnia, to żonie/Cytrynnie/mi wieczorami już sił brak na ciasta.

*gwoli ścisłości, to o 4 dni, ale taka hiperbolka
**dosłownie 3, tu nie ma hiperbolki
***Zanim zostaliśmy zmotoryzowani, regularnie bywaliśmy z plecaczkami w Biedronce po soki oraz w pobliskich delikatesach po wodę. A wody idzie u nas nie mniej niż 3 butelki dziennie, więc nietrudno sobie wyobrazić, jak często plecaczki były w obrocie.
**** Podobno pomidory reagują z puszką i są trujące. Tak mówi teściowa, a ona się na tym zna.

Reklamy

5 Responses to Biedny Mąż, bogaty Mąż

  1. Maurycy Teo says:

    Widzisz, a ja przestałem o siebie dbać kiedy przytyłem. Może powinniśmy zrobić z Mężem Twoim jakieś przesysanie tłuszczu i rozwiązać problem niedbalstwa? U mnie zieją dwie dziury w zębach na przykład, które wołają o wyrwanie, bo pewnie do leczenia już się nie nadają. Ale nie bolą, więc sobie kwitną.

    Łobuzy z tymi umowami. Ja póki co pracuję, ale niecałe 2500 miesięcznie nie wystarcza za bardzo. Zazdroszczę pewnej znajomej, która w tym samym zawodzie wyciąga 2000 więcej. Ale ja się załapałem do tej dającej fory i przywileje budżetówki. A ona jest na prywacie.

    Z poważaniem!

    • cytrynna says:

      Nam 2500 by wystarczało. Mąż fizyk to jest naprawdę biedny. A z zębami to radzę zrobić porządek, bo pewnie masz niezbyt świeży oddech:P

  2. Lolinka says:

    Ej, wchodzę tu średnio ze trzy razy dziennie, a tu ciągle nic nowego… Internet Wam odcięli, czy co?

  3. cytrynna says:

    nie, to po prostu Mąż-tyran zmusza do gaszenia światła zanim pozmywam naczynia, i na wpis juz nie starcza światła. Zresztą byliśmy w domu (na wsi) i zażywaliśmy bycia w domu.

  4. Lolinka says:

    Ech… nadgorliwość gorsza od faszyzmu… 🙂 Ale miło, że wreszcie coś napisałaś, nie mogłam się doczekać. Idę czytać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s