Słodziaczek, warchlaczek, amorek

Zdumiewający jest fenomen Staszka. Jak na fenomen przystało. Fenomen powinien zdumiewać. Każde dziecko jest oczywiście fenomenem w sensie definicji z SJP  jako coś niezwykłego. Bo o uzdolnieniach trudno mówić. Staszek na przykład uparcie nie chce liczyć, chociaż ojciec jego podobno w wieku 4 miesięcy(!) liczył do trzech, siedmiu, lub dziewięciu.  Świadkowie nie mogą dojść do ładu, tak ich to wówczas wytrąciło*. Nawet jeśli tylko do trzech, to jest to już osiągniecie, bo ze Staszkiem w tym wieku nie było kontaktu.

Ale fenomen Staszka polega na tym, że wszyscy go lubią. Lubią go wszyscy nasi znajomi. Lubią go wszelkie panie woźne i panie w punktach ksero, które zawsze go poczęstują  jakimś ciasteczkiem. Lubią go panowie z terenów budowy, którym się przygląda. Lubi go Marcin, z którym Mąż pracuje. Lubią go spawacze w pociągach, którymi się przemieszcza. Lubią go panie w monopolu, do którego chodzimy po bułki. Lubią go panie w lumpeksach, w których się ubieramy. Lubią go także panie w zusie(!). Lubią go również studentki, które na miano pań jeszcze muszą zapracować. Reasumując: grupy społeczne, które lubią Staszka to Marcin, robotnicy i panie.

Mało tego, Staszek także lubi wszystkich. Już latem zaobserwowaliśmy, że Staszek szczerzy się do każdego, czyj wzrok ma nadzieję napotkać. Szczerzy się więc w środkach komunikacji i gdzie tylko popadnie. Zostawiony raz u sąsiadki-koleżanki, bo matka musiała zbierać marchewki i winogrona z rozerwanej siatki, zamiast tęsknić i się dziwić, z miejsca się ucieszył i bawił.Odkąd chodzi, to idzie także wszędzie.

Pojawia się więc taki Staszek na politechnice i z miejsca zostaje obwołany nowym studentem. Potrafi nawet sam wejść do otwartej pełnej dziewczyn sali i zrobić tam furorę. Idzie Staszek z ojcem przez politechnikę i słyszą „niezłe ciacho”. Żaden nie wie, o którym z nich to. Każdy myśli, ze o nim. Tylko matka wie, że tak naprawdę laski mówiły niewinnie „jaki słodki”, a chłopy sobie nadinterpretowały. Idzie Staszek z ojcem do pracy (raz) lub z matką do ojca do pracy i zostaje okrzyknięty nowym pracownikiem. Przygląda się Staszek jak ciężarówka, która przywiozła pusty kontener na odpady z budowy podmienia pełny na ten przywieziony pusty. Potrafi patrzeć naprawdę długo. Zresztą i w domu ma dużo książeczek na ten temat. I ogólnie motoryzacja go kręci, więc po pewnym czasie pan z budowy zagaduje, że  Staszek rośnie na budowlańca. Idzie Staszek do doktora profesji kobiecej i aby nie płakał porzucony (bo chociaż ufny, to jednak się nie porzuca w poczekalni) wchodzi z rodzicami do gabinetu. Doktor od razu wie, że oto przygląda mu się przyszły ginekolog. Albo co poniedziałek udaje się Staszek z rodzicami na pitcę do lokalu Telepitca, który w poniedziałki organizuje intratne promocje. Staszek wie, że najlepiej jest wejść za ladę i stamtąd eksplorować. Kim więc może zostać, jeśli nie nowym pitcerem? Może wzbudzić nawet tyle sympatii, że pani obsługująca wyszedłszy do sklepu po przekąskę przyniesie mu nader atrakcyjnego batonika kinder delice. Ciekawi tylko Stasią matkę, czy gdyby wszedł Stasio między panów meneli, to równie dobrze by się przyjął? A czy wszedłszy między wrony, zakrakałby?

Raz tylko był kwas, gdy podczas integracji z panią i dziewczynką, Staszek przyodziany w swoją puchatą kurteczkę dla półtoraroczniaka, pod którą w razie mrozu zmieści się 7 sweterków, został podsumowany „fajny, grubawy”.

*Świadkiem był jeden lekarz i dużo innych świadków. Obecność lekarza, jak obecność notariusza, uwiarygodnia wydarzenie.

Reklamy

4 Responses to Słodziaczek, warchlaczek, amorek

  1. Lolinka says:

    Ach, ja tak od czapy napiszę, ale pierwsze zdjęcie mnie wprawiło w stan euforii! Nie ze względu na obecne na nim Stasio (przepraszam), lecz z uwagi na tło, które jest tak sielankowe, estetycznie przyjemne i wręcz na odległość woniejące „babcinym domkiem” (jestem wielbicielką „babciowości” w kwestii wnętrz, choć trzeba przyznać, że na równi z wieloma innymi stylami), że aż po prostu… ach ach :). Nie mogę się konkretniej wysłowić z wrażenia :).

    • cytrynna says:

      Ciekawe, że u żadnej babci naprawdę tak nie bywa:) Mnie też się bardzo podoba, ale to niestety nie u nas, lecz u koleżanki, która całe mieszkanie ma w podobnym uroczym klimacie i u której unosi się aromat cynamonu.

  2. Pingback: Mąż stworzeniem pociesznym « Świat Cytrynny

  3. Pingback: Majówka z Maurycym* | Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s