Przecież to jest u Borejków

zdjęcie wymarzonego mieszkania z googli

Staszek znów poszedł późno spać. Za późno by opłacało się rozpoczynać wieczór. Od wielu dni pragnę szyć i na pragnieniach poprzestaję. Maszyny nie ruszałam od początków września albo i dawniej. Moja potrzeba szycia narasta, bo ostatnio w jednej kupnej sukience kryty zamek poszedł. Poszedł czyli zepsuł się. Oczywiście naprawienie go jest na mojej chce-liście bardzo nisko. Sukienka była czarna (a czarnych mam kilka) i już i tak zużyta mocno, wolę poświecić czas na stworzenie czegoś nowego i bardziej fotogenicznego. Ale istotny element garderoby ubył.
Ponieważ nie wiadomo, jaki będzie przyszły tydzień, w zaprzyszłym mam kolokwia, w piątek będziemy mieli gości, a w sobotę musimy wyjechać, gdyż sobotnią nocą wracają rodzice i nie ma dla nas wszystkich miejsca na tych 50 metrach, to JUTRO muszę zacząć robić coś. Przypuszczam, że jak wysypię z szafy moje tkaniny, to Stasio się przyłączy do zabawy w ich ponowne składanie i/lub rozrzucanie.

Roosevelta 5 w Poznaniu, zdjęcie z wikipedii

Póki co prokrastynuję i spędzam czas na oglądaniu mieszkań w wymarzonej dzielnicy. Czerwiec przeżyłam tylko dzięki oglądaniu mieszkań, teraz być może niepotrzebnie sobie kreuję coś, co zaraz może paść, ale już widzę białe oszklone regały na książki, które w wysokich pokojach wcale nie przytłoczą. Już w myśli sprowadzam z panieńskiego pokoju półki na Stasie zabawki. Już wieszam piękne okazyjnie zdobyte zasłony w oknach. I ustawiam talerze w szafkach. Bo od niedawna mamy kilka swoich talerzy. Do tej pory nie mieliśmy, bo w szafach nie było dla nas miejsca, ale dwa i pół roku bez nabywania własnych talerzy dały w kość i od niedawna dopychamy do szaf swoje.

Z kolei Mąż nie spał dziś do świtu i jeszcze dłużej, jak to u niego bywa, gdy go spotykają niepewności i niesprawiedliwości. Wygląda na to, że cały zeszły rok pracował za darmo, w zamian za obietnicę zapłaty w tym roku, lecz zupełnie inni ludzie dowiedziawszy się, że jeszcze skądkolwiek dostaje pieniądze, obniżyli mu płacę o dokładnie tyle, aby sumarycznie miał nie więcej niż oni początkowo chcieli dać. Ale nie poddajemy się. Mi oglądanie mieszkań pomaga bardzo. Skądinąd komentarz Męża na widok skrinu z googli wyjaśnił mi, dlaczego to wykusz mnie tak podniecał zawsze i dlaczego zobaczywszy mieszkanie z wykuszem zapragnęłam go jak żadnego innego. Ponadto skrin z googli głoszący o chęci sprzedaży pochodzi z czerwca 2011, czyli jest szansa, że jeszcze przez jakiś czas nikt nam wymarzonego lokum nie sprzątnie sprzed nosa, skoro nie zrobił tego do tej pory,

A tymczasem synek zachwyca raz po raz. Wieczorem wprawdzie, tuż po zaśnięciu zaskowyczał i tradycyjnie zażądał powrotu do rodzicielskiego łoża, ale na pochwały zasłużył niezależnie od złych wrażeń, które zaserwował później. Otóż synek rano otworzywszy książkę o lokomotywie wziął do ręki wcale nie pod ręką leżącą lokomotywę drewnianą i ustawił ja na torach w książeczce namalowanych. Ponadto siedząc i pijąc na maminych kolanach natknął się na stojąca nieopodal miseczkę po lodach. Zaczął bawić się łyżeczką i w pewnym momencie ją oblizał, zasmakował w domowym sosie toffi i od tej chwili co raz to wkładał łyżeczkę do miseczki aby nabrała jeszcze trochę smaku i następnie ją oblizywał. Ponadto zdjął sobie z biurka pudełko z orzechami i otworzył je. Wyjął kilka, którymi się bawił i nie rozsypywał wszystkiego! Oprócz tego porwał listek papieru toaletowego i bawił się nim drąc na kawałki, spuszczając je na dywan, podnosząc i znów spuszczając niczym padający śnieg. Ponadto z magnesem trzymanym w ręce przeszedł przez szereg pomieszczeń u babci aby go przypiąć do lodówki. Dodatkowo podnosił puste butelki po wodzie mineralnej, których Mąż produkuje tuziny i wzorem mamy nosił je do kuchni i wpychał do kosza na parasole, który akurat w kuchni stoi i do którego mama je wpycha aby się po domu nie walały. Poza tym zamiatał podłogę papierem toaletowym również wzorem mamy, która czasem nadmiar zanieczyszczeń zamiata. I jeszcze właził mamie między spódnicę a podszewkę, która to spódnica była zwiewna i przezroczysta jak firanka. Niestety zaplamił spódnicę tłustymi łapkami, ale dopóki nie mam informacji o niespraniu się plam, to czynność akceptuję w pełni. A wczoraj to przywdział na jedną z nóżek kapeć babci dał radę w nim iść!

Sądząc po statystykach wejść, ludzie nadal znajdują kanie. To dobrze!

Reklamy

4 Responses to Przecież to jest u Borejków

  1. trendofpost says:

    Ja nie jadam kani 🙂

  2. Maurycy Teo says:

    Witam.

    Latam sobie po dawnych wpisach sugerując się nowym narzędziem podpowiadającym które wpisy są podobne. Jaram się strasznie, bo od niedawna próbowałem znaleźć to narzędzie i się okazało, że nie istnieje, a tu: voila! Jestem bardzo zadowolony.

    A swoją drogą bardzo ciekawi mnie jak Państwa dalsze losy mieszkaniowe. Czy mieszkanie u Borejków sobie przepadło z kretesem? 🙂

    • Cóż to za narzędzie? Też bym takie chciała! Przestalismy się w ogóle interesować tamtą dzielnicą. Wiele innych kolejnych mieszkań poprzepadalo z kretesem ale jedno nam się ostało. Aktualnie wynajmujemy je studentom zbierając na remoncik. Nie chwaliłam się, bo to się zbiegło w czasie z Waszym dzieciątkiem i nie wypadało.

      • Maurycy Teo says:

        O, no to gratuluję :). Bardzo się cieszę, że się poszczęściło! A narzędzie masz, spójrz sobie na dół swojej którejkolwiek notki. WordPress automatycznie wyłapuje trzy „podobne” notki i daje linka do nich :D. Szukałem go, a teraz on przyszedł do mnie. Za to mu dziękuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s