Oszust matrymonialny

Pojechaliśmy do Ikei po lampy. Potrzebowaliśmy dużo światła. Początkowo chcieliśmy wydać mało i kupić dużo, lecz wstępnie upatrzone lampy Trogsta okazały się w badaniu organoleptycznym* być totalnym badziewiem, którego nikt by do domu nie zabrał**. Szybki rekonesans wskazał dwie inne kandydatki. Jedną z nich był czarny kijek pod żarówkę z dowolnym kloszem do wyboru. Nie patrząc na cenę, bo nigdzie jej nie podano, wzięliśmy bardzo pozytywny haftowany klosz, który podobał mi się już od lat. Drugie wybrane źródło światła to bardzo praktyczna i niedroga, osłaniana od dołu przed dziecięcym wzrokiem oraz posiadająca ruchome ramię do czytania biała lampa Not. Sprawdza się tak doskonale i jest tak atrakcyjna cenowo, że jutro jedziemy po dwie kolejne.

Ponieważ musieliśmy jakoś przewieźć dwie lampy i klosz, a jechaliśmy autobusem, zaś podwozie wózka wypchane było spodenkami i pieluszkami w razie zlania się naszego często zlewającego się dziecka, najbezpieczniejszą metodą bezszwankowego przewozu klosza okazało się ubranie go na głowę. Wczoraj jeszcze nie wiedziałam, że jestem prekursorką mody. Dziś już nawet manekiny w Vero Modzie miały klosze od lamp na głowach [zdjęcie jutro].

Ale lampy lampami, nie one są dziś najważniejsze. Najważniejsze jest, że przygarnęliśmy oszusta. Od maja żył pod naszym dachem, traktowany niemal jak członek rodziny, sypiał z naszym dzieckiem. Dostawał szczególne względy. Przygarnęliśmy go, bo mówił „weź mnie, jestem wyjątkowy”, „weź mnie, nie ma więcej takich jak ja”, „weź mnie, jestem sympatyczny”. Przygarnęliśmy, bo akurat znalazł się w trudnej sytuacji życiowej, a my jeszcze żadnemu misiowi nie odmówiliśmy pomocy. Podawał się za nie wiadomo co. Mówił, że nie jest misiem tylko niedźwiadkiem. Wyrzekł się swego pochodzenia, wyzbył metek i udawał kogoś kim nigdy nie był. A my mu zaufaliśmy. Myśleliśmy, że naprawdę jest niepowtarzalny. Oczywiście gdybyśmy wiedzieli, jak jest naprawdę, tez byśmy przygarnęli, ale żyłby na wsi jak inne misie, a nie jako jeden z trzech stałych misiów w Gdańsku. Miał lepiej niż nasze misie od zawsze!

Dzień wczorajszy zweryfikował okazane mu zaufanie i pokazał, że nawet misiom nie można ufać. On wcale nie był nadzwyczajny, on był z Ikei! I nazywał się  Klappar Nalle. Szwed jeden! A Szwedzi wiadomo co. I w Ikei, zaledwie 12 km od nas, mieszka takich setka. Oszukaniec wyjeżdża najbliższym transportem na wieś,  już jutro. W reklamówce. Ot co.

*Rozsławię tu pewną doktorantkę chemiczkę, która w swej pracy doktorskiej próbki badała organoleptycznie, lecz gdy przyszło co do czego i doktorat miała obronić, a komisja zapytała ją, jak próbki badała, doktorantka okazała się nie znać użytego w pracy wielokrotnie słowa oznaczającego „na oko”.

**Koleżanka ekspertka od wielu spraw lubuje się w określeniach „nikt by tak nie zrobił”, „nikt by tak nie powiedział”.

Reklamy

5 Responses to Oszust matrymonialny

  1. Maurycy Teo says:

    A ja chciałem powiedzieć, że może Wasz oszust matrymonialny wcale nie jest godzien tych wszystkich gromów na niego płynących. To wprawdzie był miś z Ikei, ale może to był ten i jedyny miś z Ikei, nawet jeśli wyglądał tak samo, jak setki innych misiów… Może właśnie ten jeden miś chciał się wyzwolić spośród setek mu podobnych i trafić pod dach, pod którym będzie traktowany wyjątkowo… Czy to, że ktoś ma wielu braci bliźniaków oznacza, że nie jest jedyny w swoim rodzaju…?

    My mamy szczurka z Ikei. Moja żona go zwiozła na wspólny grunt. Jest taki sam, jak wszystkie inne szczurki z Ikei. Ale jednocześnie jedyny w swoim rodzaju…

    • cytrynna says:

      Ależ ja nie twierdzę, że byłby gorzej traktowany, gdybyśmy znali prawdę o jego pochodzeniu. Mamy także psa z Ikei i od początku sytuacja z nim była jasna, a zawsze chodził z pełnym brzuszkiem i przez pewien czas nawet w kubraczku. Natomiast karny odjazd Klappara Nalle’a karnym był tylko symbolicznie, tak naprawdę misiowi dostały się dużo lepsze warunki w towarzystwie wielu innych misiów i w lepszym wiejskim klimacie oraz przestronnym pokoju. Obecnie miś nie musi kilka razy dziennie przechodzić z miejsca na miejsce tam, gdzie akurat nie wadzi.

      Na dowód zaś, że traktujemy misie (i ogólnie zwierzaczki) wyjątkowo niezależnie od pochodzenia dodam, ze zaszczytu spania ze Staszkiem dostępuje pies od byłej niedoszłej dziewczyny mojego Męża, która Męża tym psem obdarowała w próbie odbicia go jego prawowitej dziewczynie w trzecim miesiącu naszego związku.

      I na koniec proszę Cię Mateuszu byś nie szukał punktów zapalnych między nami wśród misiów.

  2. Pingback: A w sobotę przy Sopocie… « Świat Cytrynny

  3. Pingback: Nieoczekiwana odmiana losu | Świat Cytrynny

  4. Pingback: Wietnamskie sajgonki | Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s