A w sobotę przy Sopocie…

DSCN8960Wraz ze spadnięciem śniegu spadło na nas ogromne nieszczęście. Dzieciaczek nasz, na razie jedyny, dostał napadu kaszlu. Kaszle i kaszle, chyba zaraz wykaszle sobie swoje maleńkie płucka. A przy tym BYWA taaaki gorący! Nie, sytuacja wcale nie jest taka prosta, bo nie śnieg przyniósł kaszel, lecz przywieźli go dziadkowie. Ponadto nie jest to napad kaszlu, lecz pokasływanie i nie bywa wcale gorący lecz krótkotrwale ciepły. Ja, jak przez całe jego maleńkie życie, obstawiam, że ząbkuje. Jednak starszyzna z wszystkich stron prześciga się w domysłach, a każdy domysł straszniejszy. Moja mama „tylko” przestrzega, że należy podać co prędzej syropek. Przedwczoraj należało go podać, żeby osuszyć kaszel, wczoraj– aby nie udusił się w nocy, dzisiaj zaś-aby nie doszło do zapalenia oskrzeli. DSCN8970Syropku nie podałam i nawet go nie kupiłam, bo zakupienie syropku byłoby zaakceptowaniem ewentualnej choroby, zatem jeśli potrzeba zajdzie, kupimy go choćby i w niedzielę. Wczoraj, gdy wyrabiałam sobie o kaszelku zdanie, trafiłam na jakieś forum o ziołolecznictwie, gdzie mistrz zielarstwa uważał, iż zapalenia są dobre, gdyż oczyszczają organizm i tylko przy zapaleniach organów uwięzionych w klatce lub w czaszce należy uważać. Uważamy zatem.

W razie czego czeka na nas przychodnia weekendowa z konowałami (tak! dwa przypadki naszych chorób potwierdzają tę opinię!) gotowymi leczyć dziecko antybiotykiem. Również nic innego nie robi, tylko czeka pod telefonem cała książka telefoniczna trójmiejskich lekarzy gotowych na skinięcie palca odśnieżyć swoje auta i przypędzić do nas po dniówkę. Fucha jak się patrzy, bo czyż istnieje coś lepszego od wizyty u zdrowego wesołego dziecka i spanikowanej mamuśki, którą można albo DSCN8934tylko pocieszyć, że spanikowała, albo zapisać upragniony przez nią antybiotyk, by wiedziała, za co płaci? Ale to wszystko nic. Mamy drugą stronę rodziny, a ta to dopiero się boi. Boją się najgorszego. Co może być najgorsze? Najgorsze są oczywiście początki astmy. Astma właśnie tak SIĘ ZACZYNA. A gdy już zastartuje, to nic jej nie zatrzyma. Istnieje hipoteza, że straszliwy, odbywający się kilka razy w ciągu doby kaszel naszego dziecka jest kaszlem uczuleniowym i astmatycznym. Do tej pory zawsze zdrowe dziecko w końcu choruje! Triumf baterii nad człowiekiem! Bakterii, która nie istnieje.

Dopuszczalną przyczyną astmy u synka są nasze misie. Wszystkie misie mieszkają na wsi poza trzema malutkimi, psem od byłej niedoszłej dziewczyny i małpką, która mówi że kocha. Zmusiła nas do tej izolacji zacieśniająca się ciasność oraz oszustwo  ostatniego misia, który był zadomowiony. W Gdańsku rezyduje również Kubuś Puchatek od już-za-chwilę-matki-chrzestnej i na razie nigdzie się nie wybiera. Misiów rzekomo nie da się posprzątać, odkurzyć ani wyprać. Jednak nas na wsi nie było od dawna, a misie miejskie nie przyznają się do nosicielstwa astmy.

My dzisiaj uratowaliśmy siódemkę misiów. Właściwie szóstkę i jednego zająca. Jeden miś jest malutki i możemy mu zapewnić lokum. Jeden jest małym Kubusiem Puchatkiem bez futra i na jego przykładzie nauczę się szyć pluszaczki, bo z racji braku futra widać jego rysy. ZoDSCN8972staje zatem, gdyż nie mam chwilowo czasu na zabawę w eksperymenty pluszaczkowe. Pozostałej gromady nie możemy zatrzymać, bo mamy bardzo ciasno. Misie i zając wykąpały się w pralce i obecnie grzeją się w warunkach cieplarnianych. Jutro pójdą do księdza Piotra, który jest opiekunem misiów i rozdziela misie po domach. Mamy nadzieję, że ksiądz pokieruje misiami i zapewni im ciepłe domy na Święta. My je uratowaliśmy z sekąd handu, który prowadziła koleżanka. Dzisiaj zawiesiła działalność i przestała być sąsiadką, ograniczyła się tylko do bycia koleżanką. Oprócz uratowania misiów, jako pomocnicy w rozbiórce i pakowaniu sklepu, a jednocześnie najbliżsi sąsiedzi obłowiliśmy się w różne niepotrzebne jej rzeczy jak na przykład parasol, deska do prasowania, toster do donatów, okrągły stolik, pół kilograma cukru, śliczna biała zasłonka na sukienkę dla Cytrynny, gdy ta dojdzie do siebie po obecnie nękającej ją sukience, herbata, cudny zielony materiał na choinki w kolorze choinki i o fakturze modrzewiu, stojak na biżuterię, który moja mama dostanie na Święta oraz prawie pełna butelka Cifu.

Misie, podobnie jak wiele innych rzeczy, z niezrozumiałych dla nas przyczyn miały iść na śmietnik. 604048_346501658781623_609919854_nZ przyczyn oczywistych nie mogliśmy na to pozwolić. Koleżanka miała tez pieska, do którego Stasio chodził niemal codziennie na co najmniej chwilę. Pieska zachowała sobie. Teraz już nie będziemy mieli miejsca, w które można pójść na herbatę, jako przerywnik w czymkolwiek, czy chociażby zostawić Stasio na czas zbierania rozsypanych pod klatką marchewek i winogron, bo i takie coś się przytrafiło. Teraz po takie atrakcje trzeba będzie jechać autobusem, a wyprawy wiadomo- trudniej zorganizować niż wyjście pod dom z możliwością powrotu w każdej chwili. Dobrze chociaż, że ja mam zniżkę studencką, a Staszek jedzie za darmoszkę.

W dniu dzisiejszym udało się nam również pójść na rynek-targowisko przed jego zamknięciem. Kupiliśmy tam jajka prawdziwe od pana co zawsze oraz landszaft i tandetę. Nie wiem, które jest landszaftem, a które tandetą, ale nabyliśmy lampki w słodziacznym kolorze różowym oraz gwiazdę betlejemską w postaci kawałka kartonu z lampkami migającymi. Mamy w tym stylu już gwiazdę 8-ramienną i uważamy ten rodzaj ozdoby za bardzo atrakcyjny dla oka.

Wyprawa na targowisko DSCN8939wykazała jeszcze jeden powód do radości. Mianowicie już za 5 dni tuz obok targowiska, w odległości dokładnie 2 km od naszej aktualnej bazy i w odległości 2,1 km od świeżo upatrzonego przez nas mieszkania ma się otworzyć Lidl. A wiadomo, że Lidle są super. Nasze nowoupatrzone mieszkanie jest wprawdzie bez wykusza, ale za to ma dwa balkony i jest w wieżowcu. Nasi znajomi z Warszawy maja balkon i też mieszkają w wieżowcu i mogą tam mieć króliczka. My też mieliśmy mieć króliczka, ale nie dość, że nie mamy na razie na niego miejsca, to jeszcze nam nie pozwolono, a poza tym sprzątnięto nam go sprzed nosa. O!

Na tym zakończę ten atrakcyjny dla oka i ucha wpis, gdyż przed nami jeszcze wiele robótek ręcznych w pokoju i w kuchni. Jutro gościmy wielu gości i chcemy ich obdarować handmejdami oraz nakarmić własnymi wypiekami.

Reklamy

4 Responses to A w sobotę przy Sopocie…

  1. Pingback: Prowadzę samochód do domu na Święta… « Świat Cytrynny

  2. Pingback: Błoto pośniegowe « Świat Cytrynny

  3. Pingback: Lidl znaczy mama « Świat Cytrynny

  4. Pingback: Nareszcie jasno « Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s