Jak nie kupować choinki?

DSCN9372Mieliśmy wczoraj obfity plan obfitujący w 27 miejsc do odwiedzenia lub czynności do wykonania. Większość trzeba było upchnąć właśnie wczoraj, gdyż dzisiaj jest niedziela i zakupów się nie robi. Plan nie uwzględniał jednak tego, że zasnąwszy o czwartej, nie wstanę o dziewiątej, nawet zachęcana przez Męża kaszką i herbatką. Mąż zasnął dopiero koło piątej a mimo to wstał z wielką energią zasilaną tym, co mieliśmy robić. Nawaliłam więc ja. Kiedy jednak pokonałam grawitację i siłę przyciągu łóżka, wszystko ruszyło.

Przytomnie uznałam, że Staszek na czas odwiedzania miejsc okolicznych powinien pójść do babci, a uczestniczyć tylko w wyprawach dalekich. Tym sposobem miał chłopak w spokoju się najeść i dokonać porannej defekacji bez poganiania, a jednocześnie nie zmarznąć. Wszystko zdawało się iść prawidłowo. W pobliskim agd były foremki do ciastek (konkretnie „do pysznych ciastek”) w zadowalających kształtach klasycznych zupełnie innych niż ikeowe zwierzęta. W pobliskiej księgarni udzielono mi zniżki na Łysiakową „Karawanę literatury” dla Męża. DSCN9374Dzięki temu zapłaciłam tylko o 2 złote więcej niż najlepsza allegrowa oferta. W taniej księgarni znaleźliśmy kolorowanki z Lanosami. Mały zonk, bo gdy prowadziłam Męża przez podwórko co by było fikuśniej, to puścił on moją dłoń, a ja na lodzie odjechałam w tył zapewniając sobie brak możliwości spania na lewym boku, który od czasu ciąży preferuję. W innej księgarni kupiliśmy Staszkowi książeczkę z grubymi kartkami o misiach pod tytułem „Kocham mojego tatusia”. Kupilibyśmy o babuni lub dziadziusiu, ale ta o tatusiu miała najlepsze zwierzątko.

W drodze do tych wszystkich miejsc podeszliśmy na stoisko z choinkami przy hali. W tym roku tym, kto sprzedaje tam choinki jest R., nadleśniczy ze wsi, w której wychował się mój Mąż. Malo tego, R. jest właścicielem działki, na której stał drewniany domek rodziny Męża. Już wiele dni temu R. zachęcał nas do zakupu choinki. Miał świerki oraz jodły i opowiadał o zaletach jodeł, które „może mały biegać, potrącać i nie stanie się nic, jodła niez gubi ani jednej igły”. W czwartek na rekonesansie byli rodzice i dowiedzieli się, że świerki są po 40, a jodły po 210, ale R. sprzedałby jodłę po znajomości za 140. DSCN9375Szliśmy jednak na miejsce z solidnym zamiarem zakupu świerka. Nie obchodzą nas żadne must-have-trendy ani marketing choinkowy. Świerk jest choinką klasyczną, pachnie dobrze, wygląda dobrze. Jodła zaś jest drzewem bez życia, sztywnym i idealnym o pretensjonalnie długich igłach. Grunt to świerka ozdobić po swojemu. Marketing z kolei polega na tym, że każda jodła ma rozprostowane gałęzie i jest wstawiona w stojak lub doniczkę, co by prezentowała się godnie, świerki zaś leżą jeden na drugim w kupie stulone w sobie i nijak się nie prezentują. R. zawiódłszy się, że nie jodłę weźmiemy (oferował za 140 taką z wydrukowaną etykietką 160), nakazał przyjść za godzinę, bo „będzie dostawa i on coś ładnego odłoży”, spytał nawet o pożądany wzrost co by wyszukać taką na nasze przyjście.

Przyszliśmy po godzinie, DSCN9376już ze Staszkiem, którego od babci odbierał Mąż. Była 13:01. R. miał dużo klientów, o których musiał się starać, żeby nie poszli na konkurencyjne stoisko. My zaś staliśmy. Zagadał raz, żebyśmy czekali, bo przecież co mamy robić czy że nie mamy nic do zrobienia. Kwas. Żenada. Staliśmy. Staszek na rękach był, bo marzł, jako dziecko, które nie respektuje rękawiczek i gardzi szaliczkiem. Podniósłszy go na te ręce, wyczułam, że to, po co szedł do babci, zrobił, a nikt tego nie sprzątnął. Irytacja Stasia rosła. Nasza też. W końcu, po ponad kwadransie wzięliśmy pierwszą dobrze wyglądającą choinkę z brzegu i poprosiliśmy o jej zapakowanie. R. powiedział, że kosztuje ona 50, a my na to przystaliśmy. Chowając pieniądze, dodał jeszcze, w sumie nie wiadomo czy dla naszego lepszego samopoczucia, czy w jakimś innym tajemniczym celu, że one normalnie są za 60.

Wróciliśmy DSCN9379do domu, ukoiliśmy płaczące już dzieciątko i zjedliśmy rodzinny lunch. Okazało się, że nadeszła już pora Stasiego snu i poszedł synek spać. Mąż robił ozdoby a ja sprzątałam. Po pewnym czasie synek wstał, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do nieszczęsnej ikei. Po drodze weszliśmy do sąsiadującego obi i to była bardzo dobra decyzja, W obi była i poszewka na poduszkę w misie do naszego przyszłego salonu i przedłużacz i trójnik do gniazdka i nawet złota farba w spreju do farbowania szyszek. Obi jest super. Jedyne nieszczęście, jakie nas w obi spotkało, odbyło się w ogródku z choinkami. Obi sprzedaje świerki po 27 złotych i jodły kaukaskie po 75! Pomimo tego, że wystawia fakturę i płaci wat! I to już tak od razu, bez spuszczania cen, bez znajomości. Po prostu za tyle. Za rok kupimy świerk w obi tuż przed Świętami. Tym razem pocieszyliśmy się tym, że swojego nie musieliśmy chociaż daleko nieść.

Zakończywszy obi-owe zakupy, przeszliśmy do ikei i to był wielki błąd. W ogóle nie leciały tam kolędyDSCN9421 tylko muzyka neutralna światopoglądowo, a w pewnym momencie puścili „A long time ago in Bethlehem…”, ale momentalnie urwali, bo kolejny wers nie mógł zostać wyśpiewany w tej neutralnej atmosferze. Margareta, szmata z nadrukiem choinki, którą chcieliśmy posiąść, została wyprzedana, gdyż tłum, dopadłszy półek, wykupuje masowo niczym w starych czasach, a sklep chociaż zagraniczny, nie umie sobie zaplanować zapasów w magazynach. A może właśnie dlatego, że taki zagraniczny? Stołówka, w której chcieliśmy zjeść posiłek, odstraszyła swoim menu. Jedynym jadalnym posiłkiem były ciasta oraz klopsiki, które z kolei nie są apetyczne ani atrakcyjne. Uciekliśmy stamtąd pierwszym możliwym autobusem i przejechaliśmy do Galerii Bałtyckiej, która była planem jedynie awaryjnym. Tam miało nam być dobrze. Ale ja byłam już niezadowolona i zmęczona. Mąż kupił mi czapeczkę z nadrukiem Bambi, o której na razie nie wiem. Ja tylko akurat podejrzałam jak kupował. Staszek poszedł się przewinąć i kiedy opuszczaliśmy pokoik dla matki z dzieckiem a inna rodzina tam wchodziła i pożegnaliśmy się z nimi, olali. Jak chamy! W Smyku zabawił się Staszek klocuszkami. Zjedliśmy posiłki. Wróciliśmy do domu zmarznięci. W przedpokoju zaś, zamiast szmaty, zawiesiliśmy zasłonkę zieloną we wzorki świąteczne i jest super.

DSCN9492

Reklamy

One Response to Jak nie kupować choinki?

  1. Pingback: Prowadzę samochód do domu na Święta… « Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s