Kolczasty fukacz

DSCN1929Nie zamierzam pisać tu o nowej wersji Ubuntu Linuxa, chociaż tytuł tego posta doskonale wpisuje się w konwencję Przyjaznych Puchaczy, Malinowych Mandarynek i Lśniących Lamparcików.

Fukaczem, o którym zamierzam napisać jest jeż pigmejski. W pobliskim Madisonie, do którego chodzimy regularnie na jabłecznik i w którym odwiedzamy także sklep zoologiczny celem spotkania się z króliczkami, znajduje się jeden jeżyk na sprzedaż. Wczoraj ujrzeliśmy go po raz pierwszy, gdy wiercił się przez sen pod warstwą sianka. Następnie czytaliśmy o jeżykach i ich dziewczynach-jeżynkach. Dzisiaj poszliśmy do Madisona ponownie, tym razem głównie do jeżyka.

Ja kiedyś miałam okazję spotkać jeżyka, ale byłam za młoda by go docenić. Raz spotkaliśmy jeżyka w mokrych zaroślach i go zestresowaliśmy fotką. Raz Mąż spotkał jeżyka na naszej ulicy i go prowadził, bo biedactwo utknęło na budowanych właśnie schodach i nie miało jak wyjść. Raz też uratowaliśmy jeżyka biorąc go na urękawiczone ręce i przenosząc w miejsce zielone, bo był nad Motławą i nie miał szans przetrwania gdyż akurat kopano euro i dużo tłumów zaganiało biedactwo w kąty by go focić. Z kolei bramy prowadzące znad Motławy w IMG_0194okolice bezpieczniejsze były rzadko rozsiane i nie zachęcały jeżyka do ich przekroczenia. Za chwilę na haku po lustrze, które chciał zrzucić Staszek, zawiśnie medalion z jeżykiem co by przypominać każdego dnia o tym, że ten dom jest na jeżyka otwarty. Od jakiegoś czasu też Mąż jest posiadaczem figurki ukazującej, jak misie i jeże żyją w przyjaźni.

Bardzo napaliliśmy się na jeżyka. Pierwszy rekonesans z internetu przez komórkę nie wypadł pozytywnie, bo dowiedzieliśmy się, że jeżyki żywią się robactwem. Ja zawsze sobie wyobrażałam jeżyki z jabłkiem na grzbiecie, a tu takie coś. W domu jednak, w pełnej dużej przeglądarce trafiliśmy na stronę o jeżykach właśnie i ona była bardzo zachęcająca. Czytaliśmy różne strony o jeżykach i o tym, dla kogo nie jest jeżyk i wygląda na to, że ekskludując Staszka, jesteśmy dla jeża idealną rodziną.

Dowiedzieliśmy się z podlinkowanej strony, że robal jest tylko przysmakiem, co pomogło pokonać główną barierę- opór psychologiczny. Inną barierą jest potrzeba dużego terrarium, którego na razie nie mamy gdzie postawić, ale w tym celu zrezygnujemy z czegoś i znajdziemy plac dla nowego członka rodziny. Zresztą jesteśmy przekonani, że za jakiś czas, jeszcze w nadchodzącym roku jeżyk dostanie własny pokój do hasania nocnego w naszym nowym mieszkaniu. Kolejny istotny problem to to, że zwierzaczka chyba wypuszcza się żeby chodził, a w tym celu terrarium powinno stać nisko (żeby jeżykDSCN6756 mógł w każdej chwili wrócić na defekację lub mikcję), zaś postawienie jeżyka nisko to skazanie go na Staszka, ale nie ulegniemy takiemu argumentowi. Najdalej za rok Stasio dorośnie do jeżyka i go już nie udusi. Co więcej, mi nigdy na zwierzaczki nie pozwolono, więc wiem, jakie to ważne dla dziecka. Moja kuzynka zawsze miała psa i nie jest wcale nieśmiała, a ja jestem skazana na życiową porażkę i kurodomowanie:) Nie bez znaczenia jest też fakt, że taki jeżyk to w dzień śpi a w nocy hasa, kiedy akurat człowiek by chętnie pospał. Nieco zmartwieni jesteśmy także rzekomą hibernacją zimową zwierzaczków i ich letnią estywacją, chociaż hodowcy nie powtarzają wikipediowych informacji o tym. Co więcej, przestrzegają przed schłodzeniem jeżyka, by do hibernacji nie dopuścić . Trochę jednak szkoda, bo dogadałby się ze mną w kwestii przesypiania lata i zimy.  Ostatnia i wcale nie najważniejsza przeszkoda w drodze jeżyka do naszej rodziny, to jego cena. Za taki luksus trzeba zapłacić słono. Małym problemem byłoby także przywiezienie go, bo jednak zestresowańca ze sklepu zoologicznego to nie chcemy, ale podróż po jeżyka do prawdziwej hodowli byłaby z kolei czymś uroczystym i do wspominania.

Jeżyki są wspaniałe. Jedzą trochę jak człowiek (owoce) i trochę jak kot (karmę i saszetki), można je trzymać i usypiać, mają BIAŁE brzuszki z futerka i są sympatyczne. Robią do kuwety, więc nikt im nie zarzuci, że śmierdzą. Nikt też nie powie, że jeżyk gryzie kable (tak zdyskryminowano w tym domu króliczka), DSCN1928bo jeżyki nie są dość popularne, by zdobyć sobie taką famę. Ponadto to o jeżykach śpiewają Strachy na Lachy („Mieszkałbym w Twojej kieszeni” ). Dorzucę jeszcze frazes o uczeniu dziecka miłości poprzez posiadanie zwierzątka, chociaż wiem, że jeżyk nie jest dla Staszka.

Z dniem dzisiejszym zaczynamy więc marzenie  o jeżyku, a raczej o dziewczynce-jeżynce, by wyrównać w naszej rodzinie proporcje płci. Mąż z tej okazji zgolił swój pokraczny zarost i ze staro wyglądającego 40-latka stał się na powrót sobą o wyglądzie ponętnego młokosa. Niby nie jest już kolczasty, a wciąż fuka.

Podczas dzisiejszej wizyty w Madisonie zatrzymaliśmy się na chwilę przy króliczkach, które zajmują ogromną witrynę przy wejściu do sklepu. Wypuściliśmy Stasio, bo z wyżyn wózka wykazało zainteresowanie, a sami gapiliśmy się, gdyż króliczki się kłębiły. W międzyczasie przeszedł jeszcze szef Męża i powiedliśmy za nim wzrokiem. Szef Męża często bywa w Madisonie w niedziele wieczorem. My nie bywamy często, ale spotkaliśmy go już co najmniej trzeci raz. Wróciwszy wzrokiem do króliczków zauważyliśmy, że synek zniknął. Nie było go ani w umiejscowionym na lewo Sfinksie, a nie nie darł się z okolic schodów ruchomych, z których przecież mógł spaść. Rzut oka do wnętrza sklepu zoologicznego i pytające spojrzenie na obsługę nie wyjaśniły zagadki. Nie było go też po prawej w ciemnym kinie 5D, DSCN1910kolejne rzuty oka do sklepu nie ujawniały tam obecności dziecka. Nie poszedł też do optyka zrzucać oprawek okularowych ani dalej, do sklepu z zabawkami. Mąż już szedł dalej i już wyglądaliśmy przez poręcze schodów, czy jednak nie spadł cichaczem, jednocześnie wciąż mając na oku sklep zoologiczny, pod którym wszystko się zaczęło. W pewnym momencie, gdy Mąż był już poza zasięgiem mojego głosu, Staszek wynurzył się wraz z grupą ludzi ze zwierzyńca – bardzo zadowolony i nieświadomy paniki, którą wywołał. Nasunęło mi się skojarzenie z dzisiejszą Ewangelią o odnalezieniu Jezusa w Świątyni (Łk 2,41-52). Niemniej jednak Stasio robi ogromne postępy- rozpoznaje miejsca, kojarzy gdzie jest jeż (nie oszukujmy się, jego akurat bardziej interesują koszatniczki, które może pomacać przez kratę) i idzie tam. Tylko dojrzałość umysłowa nie nadąża za umiejętnościami.

DSCN1932

Reklamy

2 Responses to Kolczasty fukacz

  1. Maurycy Teo says:

    Sprytne! Zarzuciłaś tagi, że Linux Ubuntu, a na wstępie zaznaczyłaś, że wcale nie chodzi Ci o Linuxa Ubuntu! Mną się nie przejmuj, ja nie mam pojęcia co to jest i dlaczego miałoby się kojarzyć – jak na przykładnego informatyka „bo to się może opłacić” przystało.

    Co do jeżów pigmejskich to odnośnie naszej dyskusji na temat przyjęć komunijnych i prezentów na komunię pragnę zaznaczyć, że jeż pigmejski był bodaj dwa lata temu bodajże prawdziwą modową plagą prezentową. Mnóstwo rodzin nie miało pojęcia, co zrobić ze zwierzakiem po przyjęciu komunijnym, bo nie byli gotowi na taki prezent, a nikt z nikim tego zazwyczaj nie dogadywał…

    Do hałasów/życia nocnego zwierzaka można się przyzwyczaić. Wprawdzie w początkach naszej króliczej kariery, jeszcze w studenckim mieszkaniu na Bródnie, opracowywaliśmy różne sposoby na spanie w nocy. Przeszliśmy przez pakowanie zwierza do nosidła i zamykanie go w szafie, ale szafa dawała dodatkowy pogłos. Ostatecznie król lądował w kuchni, zadziwiając o poranku naszych wcześniej wstających lokatorów. Dziś, jak wiecie, Pasztet ma swój własny kącik i nawet szafka w przedpokoju została zaprojektowana specjalnie pod niego. Niestety, rzeczywiście gryzie kable. My go rzadko wypuszczamy, ale jak był na przechowanie z moim bratem, to zjadł siostrze myszkę (do komputera) i podziabał lampę – potem był problem z klejeniem. Ja zresztą też kleiłem w tym roku lampki na choinkę, które leżały już odłogiem ze dwa lata.

    Gabrol zaginął mi raz, w Leclercu, przy stoisku z gazetami. Zatrzymałem się na chwilę, ale już go nie było… Pognałem na bułki, bo przypuszczałem, że poszedł się dokarmiać, ale go nie zastałem. W panice zbiegłem pół sklepu, krzycząc, aż wyszedł mi naprzeciw w głównej alejce. W dłoni trzymał bułkę, rzecz jasna.

    Zdjęcie małej Cytrynny jest niewiarygodne. Mówiłem już o podobieństwie Stasia do Mamy. Teraz, gdyby nie czarno-białość zdjęcia, matki od syna bym nie odróżnił…

    • cytrynna says:

      Tych tagów nie dodawałam w celach zbierania wejść. Zresztą nikt jeszcze przez szukanie linuksa nie zaszedł do mnie. Na ogół daję tagi dotyczące słów kluczowych, chyba, że robię inaczej. Staszek rzeczywiście zdarł ze mnie całą urodę i teraz dumnie ją obnosi, ale on jest łysym osiłkiem, a ja wciąż jeszcze mam burzę poplątanych włosów.

      Bardzo się cieszę zawsze na Twoje komentarze, a ten ze swoją długością i w ogóle nadszedł w samą porę by nas ucieszyć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s