Pojezierzem przez Pomorze

DSCN2739Wyprawiliśmy się dziś na daleką wyprawę. Musieliśmy jechać do mojej rodzinnej wioski, czyli niejako do korzeni, aby znaleźć tam matkę chrzestną dla naszego dziecka. Pożegnały nas porady rodziców Męża dotyczące wyboru- aby nie wybierać osoby obcej- lepiej wziąć kuzynkę lub kuzynkę (do wyboru kuzynki z dwóch stron). Odrzuciliśmy propozycję powiezienia nas w obie strony, z żalem nie skorzystaliśmy z mojej własnej oferty poprowadzenia samochodu. Trasa do rodzinnej wioski jest prosta jak drut i trzeba tylko stawać na światłach, ale Mąż nie wpuszcza Żony za kierownicę samochodu bez ważnego OC, czyli mówiąc kolokwialnie tłamsi ją! Nie pozwala własnej żonie pokonywać jej słabości i strachów, bo boi się, że będzie musiał bulić grubą kasę, gdy stłamszona żona zacznie cofać się na światłach w tył i rozwali wszystkich stojących za nią.

Wyruszyliśmy zatem pociągiem. Każdy wiózł plecaczek. Jednym plecaczkiem jechały pieluszki i napoje słodzone dla syneczka, drugi plecaczek zawierał jednostkę centralną komputera kupionego dla teściowej wiele miesięcy temu i przysposobionego do podłączenia. Przyszliśmy na peron, odczekaliśmy odpowiedni czas i nadjechał pociąg, w którym zajęliśmy przedział gastronomiczny zwany również służbowym ze stołem i miejscami na wózek, DSCN2744Staszka, plecaki i nas samych. Były tam też kozetki na wypadek gdyby co chorsi z nas zapotrzebowali zlegnąć, ale akurat nie zapotrzebowali. Biesiadaliśmy jedząc banany i popijając napojem słodzonym. Pociąg pędził niczym rumak przez stepy, ponieważ lata uniedogodnień, napraw, popraw i restrukturyzacji oraz modernizacji w końcu przyniosły efekt i pociąg pędzić może jak przed tymi latami i nieco tylko wolniej niż przed wojną.

Przyjechawszy, wsiedliśmy w autobus, którym jechała także pani od angielskiego. Pojechaliśmy, przyjechaliśmy i zjedliśmy w pośpiechu obiad i już, już mieliśmy się udać na wizytę, która była celem wyprawy, gdy okazało się, że Mąż w ogóle nie jest reprezentatywny, bo musi leżeć i pokładać się. Został się pokładać, a my ze Staszkiem poszliśmy. Staszek wcale nie spał, ale nie miał o to pretensji i dzielnie robił najlepsze wrażenie, na jakie było go stać. W ramach dobrego wrażenia nawet sturlał się z lekkiego fotela, którym następnie przykrył się niczym namiotem nie przygniatając się wcale. Chował się także za zasłonką, chociaż  był za malutki, by go zasłoniła. Był Staszkiem wybornym i nie ma co się dziwić, że nowo wybrana matka chrzestna wpadła w szał radości na wieść o nominacji. Wszystko przemawia DSCN2756więc za tym, że nasz synek zostanie ochrzczony w sobotę, 12 stycznia, w wigilię wyjazdu swojego dziadka, który bardzo pragnął być obecny przy owym sakramencie oraz w wigilię Niedzieli Chrztu Pańskiego, co jest w sumie w sam raz, bo Staszek jest bardzo mały i skromny i nie przystoi, żeby chrzcić go w takie duże święto. Nie da się oczywiście zadowolić wszystkich i np. moja mama, choć bardzo lubi nowo wybraną matkę chrzestną, nie uważa aby było to stosowne nie wybierać kuzynki, która akurat chwilowo jest w kraju (i której wprawdzie nie widzieliśmy od października i o której nie wiemy nawet czy chociaż do kościoła chadza). Moja mama uważa, że matka chrzestna to po prostu najbliższa osoba płci żeńskiej, która zaopiekuje się dzieckiem w razie naszego wypadku, np. podczas jazdy nieubezpieczonym samochodem po prostej drodze.

Tuż przed godziną 18 nastąpiła rotacja- żonie doprowadzono Męża, któremu teść jego podarował sweter i ciepłą kurtkę, a odebrano Staszka, co by nie szedł do zimnego kościoła, w którym w dodatku jest około 50 schodów w górę do pokonania celem wejścia. Byliśmy więc na Mszy w mojej panieńskiej parafii i uczestniczyliśmy w Mszy odprawianej przez proboszcza, który przez lata mojego mieszkania poza parafią zestarzał się bardzo i zmalał jeszcze bardziej. Ale wciąż pozostaje imiennikiem Staszka.

Odebrawszy Staszka i zjadłszy nasty posiłek (w przypadku Męża), chcieliśmy jeszcze odwiedzić dziadków, DSCN2775ale Staszek zasnął po drodze i udaremnił plany. Udaliśmy się więc prosto na dworzec i przybyliśmy tam około godziny 20:15. Okazało się wówczas, że pokrywa śnieżna w ilości śladowej spowodowała poważne opóźnienia WSZYSTKICH pociągów o około 20 minut, mimo że każdy pociąg nadjeżdżał z innej strony i zadziałało również prawo Marfiego dla pociągów, które brzmi tak: „nie spóźniają się tylko te pociągi, którymi i tak byś nie jechał”. W naszym przypadku pociąg odjeżdżający o 20:06 odjechał punktualnie, ale pociągi o 20:21 i 20:49 oraz inne pociągi odjeżdżające w inne strony miały spóźnić się o 20 minut. Nie wiadomo było, co z pociągiem o 20:57, który planowo przyjechałby do Gdańska wcześniej niż ten o 20:49, gdyż jeden był pospieszny a drugi nie spieszył się. Rozważaliśmy zakup biletu z dopłatami za rezerwację na najwcześniejszy z pociągów i już już mieliśmy to zrobić, gdy okazało się, że Staszek i wózek wprawdzie rezerwacji nie potrzebują, ale żeby nie płacić za przewóz wózka, należałoby go złożyć, a jak tu składać wózek z lulającym w nim dzidziusiem? Ponieważ przy kasie byłam sama, bo Mąż akurat jadł zapiekankę, to trudna decyzja spadła na mnie i całkowicie samodzielnie postanowiłam zażydzić i kupić tanie bilety na najtańszy z pociągów. Spotkany kolega zagadnął przyjaźnie: „co? 50 minut później w Gdańsku?” i odjechał spóźnionym DSCN2804pociągiem z Warszawy około 20:50. Tuż po jego odjeździe zapowiedziano pociąg TLK Pojezierze z Katowic (który swą apetyczną wakacyjnie brzmiącą nazwę zawdzięcza przejeżdżaniu w drodze z tych Katowic przez Giżycko). Był to ten pociąg, który miał jechać o 20:57. Równocześnie z nim zapowiedziano nasz spóźniony osobowy, ale mój głuchy słuch wyłowił z kakofonii zapowiedzi pewien obiecujący komunikat: „honorowane są bilety Przewozów Regionalnych” (czyli te osobowe). Upewniliśmy się w kasie, upewniliśmy się także u konduktora i wsiedliśmy do Pojezierza. Parę chwil wcześniej zbudził się dzidziuś, więc od biedy moglibyśmy go wyjąć i wózek złożyć. Podziękowaliśmy konduktorowi za opcję otwarcia dla nas specjalnego przedziału. Zostaliśmy na korytarzu i delektowaliśmy się dużą prędkością, jaką Pojezierze rozwijało jadąc przez Pomorze. Mąż jadł serek topiony kupiony w monopolu po drodze na wypadek nagłego ssania w żołądku a Staszek jadł kulki cieciorki wziętej od babci na wypadek gdyby chciał je jeść. Nasza cnota oszczędności została nagrodzona i w domu znaleźliśmy się przed standardową DSCN2777porą usypiania Staszka zamiast nieco po niej.

Standardowo Staszek zasypia koło 22, czasem wcześniej i jeśli mu akurat nie wypadnie jakiś nowy ząb albo inna bita śmietana, to daje pospać do 9 lub nawet 10. Ostatnio to my go budzimy, gdyż budzi się rano od razu gdy tylko usłyszy krzątaninę świadczącą, że rodzice nie śpią, a rodzice teraz nastawiają sobie budzik na dziewiątą(!). Wieczorem jednak uśpiony śpi i lula nawet gdy w kuchni miksuje mikser, zastanawiamy się więc czy wobec tego nie powinniśmy go przesunąć na doradzany powszechnie sen 19:00-7:00 i sami iść spać tak, by w nocy z czwartku na piątek i z piątku na sobotę nie zastanawiać się czy już/jeszcze należy pościć. Mąż się nawet ze mnie naigrawa, że piątek jest dla mnie najkrótszym dniem tygodnia, gdyż w noc czwartkowo-piątkową nie poszczę (za początek piątku uznaję moment wstania w piątek) a w nocy z piątku na sobotę czekam na północ by przekąsić plasterek szynki (piątek kończy się rzecz jasna z wybiciem północy).

DSCN2814Proboszcz z panieńskiej parafii obdarował nas kredą, którą schowałam do czapki. Później, o kredzie zapomniawszy, założyłam czapkę i zaskoczyło mnie coś gniotącego na czole. Ową poświęconą kredą napiszemy na naszych drzwiach oraz drzwiach klatki schodowej „C+M+B 2013”. Mąż mówi, że te plusy to zamiast krzyżyków, bo tak ludziom łatwiej zrozumieć, a to przecież pisze się dla ludzi, co by wiedzieli. Proboszcz nakazał wprawdzie pisać ‚K’ zamiast ‚C’, ale nie posłuchamy. Mąż dodaje także, że niektórzy piszą ‚=’ (słownie: równa się) . Dominikanie to już dwa lata temu powiedzieli, że literki wcale nie oznaczają imion Trzech Króli, lecz pewien łaciński napis, który tłumaczy się „Chryste mojemudomu błogosław”. W sumie to nawet mogę te plusiki zaakceptować, by odróżnić napis wypisany od świeckiego Coastal Motor Boat czy też Cosmic Microwave Background, przy czym ten ostatni jest tematem bliskim fizykowi, toteż gdyby fizyk chciał ogłosić, że tu mieszka fizyk,  mógłby użyć tego samego napisu.

A propos ujednoznacznień, to Mąż odczytał gdzieś na dworcu napis, że coś przeniesiono na poziom „-1”. Akurat w momencie czytania tego napisu byliśmy na poziomie zero, więc sprawa była jednoznaczna, ale Mąż jest poniekąd informatykiem i niektóre sprawy traktuje bardzo dosłownie i zaczął rozważać, czy chodzi o poziom bezwzględny zwany „minus pierwszym”, czy może o odjęcie jednego od aktualnego poziomu, co nie było absurdalne w kontekście przenoszenia. Gdybyśmy więc znajdowali się na poziomie piętra pierwszego i przeniesiono coś na poziom „-1”, to informatyk szukałby tego na poziomie zero.

Reklamy

2 Responses to Pojezierzem przez Pomorze

  1. Ania says:

    Poważna wyprawa! Do jeżdżenia autem zachęcam 🙂 Nie daj się. Na początku stresy, szczegółowe planowanie trasy, a potem przyjemność z niezależności!

  2. Pingback: Wyjadacz Zlodówek « Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s