Wypisz, wymaluj

DSCN8320Żyjemy w rodzinie żyjącej od lat w strachu przed grypą. Babcia co roku szczepi się przeciw grypie. Mama chowa pod poduszką homeopatyczny „lek” z wątroby kaczki. Trzeba uważać na grypę, unikać jej i bacznie wypatrywać objawów nadchodzenia, by w porę rozwiesić kaczo-wątrobiane zasłony i zatrzasnąć choróbsku drzwi przed nosem. My sobie po cichu kpimy z chorób, szczepionek i całego okołogrypowego biznesu. Spotka nas za to zasłużona kara.

Właściwie już spotkała. Zachorował nam synek, roczne zaledwie niemowlątko. Nic tego nie zapowiadało. Wyszedł z domu rano zupełnie zdrów, a po niedługim czasie wrócił zupełnie nieswój. Ledwo dychał i spać chciał bardzo. Wypisz, wymaluj grypa! Poszedł spać, lecz lulał niespokojnie, na brzuszku, cicho pojękując co i raz. Zbudził się szybko i patrzył na mnie swoimi maleńkimi oczkami pełnymi cierpienia, lecz nic nie powiedział. Patrzył tak i patrzył, a w ustach trzymał paluszek i po pewnym czasie lulnął znowu i lulał jeszcze trochę.

Gdy obudził się ostatecznie, wstał i dzielnie usiłował utrzymać pozycję pionową, lecz widać było, ile go to kosztuje. Ledwo pił, ledwo jadł i ledwo bawił się. W porze kolacji twardo odmówił kolacji, swoimi ulubionymi żurawinami częstując jedynie babcię. Na przyjście taty ledwo się ucieszył. Przy okazji wyszły na jaw niedopatrzenia do jakich doszło pod nieobecność matki- synek nabawił się odparzeń. Podczas smarowania odparzeń płakał tak rzewnie, że aż nos mu się oczyścił i mógł odetchnąć pełną piersią. Wieczór z wczesnego zrobił się późny i Lulątku zaczęło ocieplać się wszystko, co wcześniej ciepłym odczuwała jedynie matka. Skądinąd ta matka jakiś czas wcześniej zmierzyła temperaturę synka termometrem bezdotykowym i ów zanotował 40 stopni! Taki wynik z tego akurat termometru nie niepokoi tak jak powinien, gdyż ten termometr lubi zawyżać Stasiaczkom gorączki i już nie raz w podobny sposób straszył.

Zupełnie przerażeni stanem wnusia dziadkowie zupełnie niechętnie poszli, wymógłszy obietnicę, że rodzice nie zaniedbają ich wnusia. Wnusiowi zmierzono gorączki ponownie i znów zanotowano 40 stopni. Ojciec w tym czasie mógł poszczycić się 38,5 stopniami a matka zaledwie 37,7. Pod pachą synka jednak działy się niewiele niższe cuda i w ruch poszedł Ibufen. W samą porę, gdyż parę minut później wróciła martwiąca się babcia i mogła już obserwować pierwsze efekty działania leku. Synek wypił wodę słodzoną, wypił mleczko, po czym matka posmarowała zęby smarowidłem do zębów i wykryła przebicie się zaległej od dawna dwójki, prawdopodobnej przyczyny dzisiejszego ataku. Synek stygnie i grzeje rodzicom łóżko, ale wciąż co jakiś czas przypomina, że nie skończył. On się dopiero rozkręca. Jest słodki i rozkoszny, ale jeśli postanowi, że dziś nie śpimy, nie będziemy spali.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s