Jakaś sobota wieczór, czy co?

DSCN2980Odkąd pamięć sięga nie mieliśmy tak przyjemnego dnia. Mąż wynegocjował z rodzicami, że od 11:30 do 15:00 oraz od 17:30 do 19:30 zajmą się Stasiaczkiem. Godziny powrotów były twardo ustalone, gdyż rodzice twierdzą, że nie potrafią synka uśpić oraz, bardzo wygodnie, że nie potrafią sporządzić kolacji. Dopołudniowe 3 i pół godziny to bardzo niewiele, ale jeśli dobrze się je zaplanuje, mogą być wystarczające. Wstępny plan przewidywał jazdę do Feszyn Hałs w Szadółkach, gdzie nigdy jeszcze nie byliśmy w okresie przecen, a miałam szansę dostać wiele tanich sukienek i może kubraczek na zimę, który nie byłby płaszczem po mamie ani po teściowej. Jedyny autobus odjeżdżał o 11:29 z przystanku odległego o około 10 minut drogi. Wybiegliśmy z domu o 11:27 ignorując informacje o przyniesionych nam zakupach. Szybko jednak przypomniało się nam, że bieganie robi Mężowi podobnie źle jak mi robiło na miesiąc przed porodem. Postanowiliśmy nie biec i zmienić plany. Przypieczętowaniem zmiany planów okazał się być brak karty pamięci w aparacie. DSCN3012Mąż wrócił się po kartę, bo lepiej nie pojechać i móc robić zdjęcia niż pojechać i nie móc robić zdjęć.

Pomyśleliśmy, że możemy pojechać pociągiem skm, skoro Mąż i tak ma bilet miesięczny a ja mam zapas bilecików w portfelu. Nie wiedzieliśmy, gdzie wysiądziemy, ale pojechaliśmy. Pojechaliśmy najdalej jak bilety pozwalały, bo aż do Sopotu. Sopot jest bardzo randkowy, mimo że Mąż tam pracuje, bo pracuje po stronie lewej, a wszystko inne odbywa się po prawej stronie (torów i głównej przelotówki). W Sopocie byliśmy tuż przed zrobieniem testu ciążowego i było bardzo fajnie. Miałam wówczas szarą kurteczkę, którą bardzo lubiłam, a w której wkrótce później zepsuł się zamek. Z powodu przedłużającej się reklamacji oddano mi pieniądze i mogłam sobie kupić kurteczkę niebieską, niby ten sam model, ale nowszy, tańszy i gorszy. Nostalgiuję za szarą kurteczką, a ponieważ motywy chodzą parami, to mijaliśmy sklep indyjski o nazwie Nostalgia, który w mojej wczesnej młodości bardzo mnie kręcił. Mimo upływu lat miałam jednak dziś tę samą czapeczkę, co przed laty. Czapeczka jest z Zakopanego i chociaż posiadam wiele nowszych, tę faworyzuję. I Męża też miałam tego samego, co wówczas.

DSCN3060W Sopocie poszliśmy do Maka na czisy, bo ja rano nie zdążyłam zjeść śniadania. Potem zaczęliśmy wędrówkę Monciakiem w dół. Pierwszym przystankiem była pijalnia czekolady Wedel, gdzie się grzaliśmy i gdzie pani będąca z mężem i córeczką wskazywała swemu mężowi mego męża za wzór do naśladowania gdyż ten mój zdjął ze mnie płaszcz. Tam też, korzystając z internetu w telefonie, przejrzeliśmy repertuar kin by zdecydować, że nie ma nic, co by nas mogło uraczyć. Powędrowaliśmy dalej w dół. Chcieliśmy pić kolejną czekoladę w belgijskiej czekoladowni, ale nikt z nas nie miał spustu na takie kalorie. Wsiedliśmy do windy w budynku informacji turystycznej, gdyż winda chroni od wiatru i roztacza widoki. Wjechawszy na trzecie piętro wysiedliśmy i okazało się, że jest tam lokal z tanią herbatą i widokami. Obserwowaliśmy morze, które nie zamarzło, lodowisko i wyświetlacz informujący o reklamach oraz dacie i pogodzie. Zastanawialiśmy się, DSCN3144czy jest -1,7 czy -17, bo wyświetlacz był częściowo ośnieżony. Wkrótce później jednak inny wyświetlacz poinformował, że według niego na dworze panuje -2, ale odczuwa się -9. Było to zgodne z moimi odczuciami. Rozgrzawszy się, zdecydowaliśmy nie iść nad morze, bo jednak zapas polarków z plecaka wyczerpał się a dalej wiało i przewiewało. Powędrowaliśmy w górę i akurat był czas wracać.

Sopot nie jest może miejscem idealnym na randki, bo ilekroć tam jesteśmy, to albo jest zimno, albo są tłumy jak latem, ma w dodatku brzydkie stojaki na rowery i  gorsze choinki niż u nas. Choinka na głównym gdańskim deptaku jest duża i prawdziwa i można ją zmacać. Choinka z Sopotu jest ogrodzona i tylko ktoś tak długoręki jak Mąż może przechylić się przez barierkę. Wtedy jednak poczuje, że jest to choinka sztuczna, z najpodlejszych trocin sztucznochoinkowych i nawet nie jest drzewem, lecz sznurami trocin spuszczonymi wzdłuż drucianego stelaża udającego drzewo. Ale broni się Sopot sankami. U nas sanek nie widziałam, u nas śnieg momentalnie zamienia się w błoto, w Sopocie zaś jest tak zimno, że mają i śnieg i ludzie mogą wozić dzieci sankami. Maurycyteo pisał niedawno o sankach dla dzieci. DSCN3022My dziś widzieliśmy dzieci w sankach z kocykami, z pokrowczykami i do pociągania i do popychania. Nie znałam sanek do popychania. To jest super, że można dzidziunię popychać i nie trzeba włazić w zaspę ilekroć się spojrzy na taką dzidzię. Kupimy Staszkowi sanki do popychania i pojedziemy z nim do Sopotu.

Dojechawszy do Gdańska weszliśmy po drodze do Madisona, gdzie można kupić ciabatty z suszonymi pomidorami. Akurat ich nie było, ale miały dojść za 10 minut. W tym czasie poszliśmy do kapucynów, z którymi było ustalone, że zależnie od stanu synka możemy potwierdzić lub odwołać chrzest w zupełnie ostatniej chwili. Kapucyni są naprawdę w porządku, ale ich nadrzędna parafia- kościół pw. Świętej Brygidy to dopiero jest w porządku a nawet super. Wprawdzie kancelaria pracuje w nie najdogodniejszych porach, ale gdyby każdy tak pracował jak ta kancelaria to byłoby cudo. Spotkaliśmy się już z uprzejmością pań w urzędach, gdy towarzyszył nam Stasio, ale kancelaria była rozumiejąca, wyrozumiała i idąca na rękę w każdej sytuacji, nawet bez Stasia i żaden ze spotkanych tam księży nie był tak protekcjonalny jak nasz domowy proboszcz czy proboszcz ze wsi. Zaczęlibyśmy regularne DSCN3113chodzenie do Brygidy, ale chodzimy już do kapucynów, którzy są jej kościołem rektorskim i bardzo ich lubimy. Ponadto kapucyni mają sympatyczną i nieszkodliwą scholę dziecięcą, a wiem z doświadczenia, że w Brygidzie śpiewa pani organistka, która nieco nie najlepiej rezonuje z moimi bębenkami.

Skończywszy z sympatycznymi kapucynami wróciliśmy po bułki i zakupiliśmy ich 13. Większość została zamrożona. Tak rzadko się trafiają. W domu Stasiaczek Lulaczek został uśpiony, a my zjedliśmy obiad i zaplanowaliśmy, co zrobimy, gdy wstanie. Po przebudzeniu Lulaczka mieli wrócić rodzice na dalsze dwie godziny opieki.  Rozważaliśmy pójście do Cafe Południk 18, gdzie graliśmy raz w Carcassonne, gdy jeszcze nie mieliśmy własnego, ale uznaliśmy, że mają za mało dodatków na zaspokojenie naszych wyuzdanych już potrzeb. Wzięliśmy więc własną grę i poszliśmy szukać innej kawiarni. Chcieliśmy sympatycznego lokalu z dużym stolikiem, jednak z nieznanych przyczyn DSCN3174(jakaś sobota wieczór czy co?) wszędzie były tłumy i tłumy potrafiły nawet dwuosobowo zajmować duże stoły. W sympatycznym Cafe Retro, gdzie kiedyś oblewaliśmy (herbatą) przyjazd mojej maszyny nie było dużych stolików. Oferowano nam, że zadzwonią, gdy się jakiś zwolni, ale nie mogliśmy czekać. Nasz zegar tykał. Nie grymasząc więcej zdecydowaliśmy się na sprawdzoną Pikawę, gdzie jest najlepsza znana szarlotka i gdzie wprawdzie nie było dużego stołu, ale mogliśmy za to wybrać między jajowatym oraz nieco mniejszym-kwadratowym. Wzięliśmy ten jajowaty na samym środku głównej sali, bo Mąż łaknął zgiełku. Graliśmy póki starczyło kart, inicjując dziś kolejny dodatek-rzekę i spóźniając się nieco na żądaną godzinę. Wygrałam oczywiście ja, bo Mąż buduje długie drogi zamiast skupić się na odbieraniu mi miast jako ja czynię. Niestety jaki stół taka gra- była jajowata. W wielu miejscach trzeba było rezygnować ze wspaniałych DSCN3165możliwości, bo nie było gdzie dokładać kart. Ale za to całość była zwarta w przeciwieństwie do naszej klasycznej gry na dywanie.

Stasiaczek po powrocie nie chciał jeść ani jaglanki, ani kanapki ani nawet przygotowanej przez nas manny. Dziadkowie z kolei nie chcieli pójść nie pomógłszy przy kąpieli, której nasze dziecko nie znosi. Obiecaliśmy im jednak, że najpierw nakarmimy Stasiaczka. Akurat nagrywał się sympatyczny stary polski film, który mieliśmy oglądać dziś wieczorem, jednak około 20:50 zdecydowalismy się dołączyć do lecącego już „masz wiadomość”. Żadne z nas nigdy tego filmu nie widziało, chociaż też jest bardzo stary i  pewnością leciał w niejednym autokarze pędzącym przez noc ze szkolną wycieczką. Synek również chętnie oglądał, gdyż od czasu swej choroby jest zapalonym telewidzem. Natomiast film nagrany zostanie nam na jakiś inny wieczór, w którym telewizja nie zapewni takich miłych atrakcji.

DSCN3042

Reklamy

3 Responses to Jakaś sobota wieczór, czy co?

  1. Maurycy Teo says:

    Rozumiem, że w dniu chrztu Waszego dziecka poszliście rano na randkę, a wracając z randki poszliście do kościoła, żeby odwołać chrzest…? To znaczy: nic nie rozumiem… Kurczę, czy to w ogóle jest możliwe? Co na to chrzestni? Nie byli zdziwieni? A dziadek który miał wyjechać? Setki pytań mam w głowie, a oczy mam takie niebieskie (i jedno o drugim nic nie wie). Rozumiem, że żadnego obiado-przyjęcia w planach nie mieliście?

    Nasz szkrab natomiast wyjechał do babci na ferie :). Tęsknimy za nim, ale spokój jakby większy w domu, przez chwilę chociaż. To miło, że dziadkowie pozwalają Wam wychodzić na randki. Szkoda, że nie udaje się wypełnić tym sposobem całego dnia.

    Ale że akurat jak chrzest…? :/

    • cytrynna says:

      To, że pozwolili nam pójść na randkę (pierwszą od 4 miesięcy, kiedy to miałam urodziny) jest takim świętem, że trzeba było odwołać cały chrzest, bale, lokale i chrzestnych.

      A poważnie, to Staszek wczoraj skończył 40-stopniować, a kapucyni, mimo licznych zalet, nie grzeją. W czwartek w kancelarii liczyliśmy, że jeszcze wszystko pójdzie zgodnie z planem, kancelaria zaś powiedziała, żeby albo przyjść o 17 na katechezę jeśli chrzcimy, albo nie przychodzić wcale. My zaś poszliśmy przed 17 w godzinach pracy kancelarii (w piątek nie pracowała), o! Wszyscy od wczoraj rana wiedzieli, że nie dziś, tylko kancelarii nie było jak zawiadomić wcześniej. Dziadek zaś zostaje jeszcze tydzień, bo tak to już z marynarzami jest.

  2. Maurycy Teo says:

    Teraz już rozumiem ;). Odetchnąłem z ulgą – acz jak widzę konsekwentnie żadnego przyjęcia w restauracji nie zamierzacie robić :). To nawet dobrze, choć ja bym się łysawo czuł. Ale to moje własne podejście, każdy ma inne – równie dobre.

    Chciałem jeszcze powiedzieć, że to WCALE nie jest dodatek „Rzeka”! To jest akurat dodatek „Rzeka 2”! To jest diametralna różnica. Np. Rzeka jest dostępna tylko w mini pudełeczku (lub wraz z angielskim wydaniem gry), zaś Rzeka 2 jest dostępna także z dużym dodatkiem „Hrabia, Król i Rzeka”. To tak btw i na marginesie :).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s