O uchu van Gogha

DSCN2269Sukienka z październikowej Burdy podobała mi się od pierwszego wejrzenia. Wzdychałam do niej grubo przed ukazaniem się numeru, a posiadłszy magazyn, co kilka dni go otwierałam by spojrzeć i marzyłam. Całkiem niedawno (no, gdzieś na początku grudnia) Mąż wysłał mnie na duże zakupy tkaninowe do internetu. Kupiłam wtedy również fiołkowy kaszmir idealny na wymarzone cudo. Zrobiwszy wykrój, zaczęłam się zastanawiać, czy może jednak nie byłoby dobrze uszyć egzemplarz próbny z czegoś tańszego. Nie lubię jednak pracy niepotrzebnej i egzemplarz próbny musiał być z czegoś, co także bym nosiła. W efekcie pod nożyczki poszedł materiał wprawdzie tańszy, ale uznany przeze mnie za najładniejszy w plebiscycie na mój najładniejszy materiał. Były to kwieciste zasłonki złowione i grubo podlicytowane na allegro kilka miesięcy temu. Mi osobiście wzór na zasłonkach kojarzył się z „Gwieździstą nocą” van Gogha.

Wybrałam swój teoretyczny rozmiar,DSCN2083 skroiłam, pozszywałam zakładki, rozprasowałam i wielki klops! Miałam problem z zakładkami biustowymi, na przodzie oczywiście. Wtedy pierwszy raz zajrzałam do instrukcji w Burdzie. Okazało się, że moje pracowicie oszpilkowane i pozszywane fałdki są zupełnie źle! Najgorzej na świecie. Nie należało spinać kresek parami, lecz trójkami i każda środkowa kreska z trójki miała być linią pomocniczą do zginania. Wszytko, co pozszywałam (oczywiście turbogęstym szwem nie uznającym poprawek), należało rozpruć. W międzyczasie namalowane linie się utleniły, gdyż do ich zaznaczenia użyłam nowego nabytku- pisaka krawieckiego. Tak minęły pierwsze trzy wieczory szycia. Nauczyłam się wówczas żeby przynajmniej przeglądać instrukcje przed szyciem.

Etapem drugim było zszycie ze sobą przodu i dwóch tyłów. Wszyłam zamek pamiętając, że Burda w moim przypadku zapewnia garb na misiaka. Wszyłam go więc ściągając nieco górne części obu tyłów. Tym sposobem proste szwy, które miały biec pionowo przez całą sukienkę, przestały być proste. 2Przymiarka pierwsza. Mimo niezdjętej spod spodu bluzki, sukienka okazała się być wielka niczym wór na zimowy zapas kartofli. Zebrałam ogromne ilości po bokach, ściągnęłam więcej przy zamku i jeszcze w dwóch tylnych zakładkach. Lepiej. Rękawy początkowo wszyłam tak, jak wykrój nakazywał i zwisały, wtedy zebrałam co nieco w środkowej zakładce przodu, która również pozwalała zapakować misiaka/kangurka na przód oraz zwiększyłam podkrój ramion. Ruchy ręką stały się niekomfortowe. Przywróciłam wszycie rękawów zgodne z instrukcją. Wszyłam zamek odpowiednią stopką. Operacje prób i cofania błędów trwały niemal dwa tygodnie, frustracja sięgała przysłowiowego zenitu, opadała lekko i wznosiła się jeszcze wyżej. Do tego każde oznaczenia momentalnie znikały, bo materiał jest nieco oślizgły, eksperci pewnie nazwali by to satynowanym, ale jest oślizgły. Rozpaczałam zwłaszcza nad 3 metrami fiołkowego kaszmiru, który zdawał się być bezużyteczny. Bo na każdą inną sukienkę wystarczyłyby mi 2 metry, a na DSCN2271powtarzanie tego samego gotowa nie byłam.

Prawdopodobnie prace nad tą sukienką trwały od 7 grudnia, bo tak wskazują różne okoliczności. Pamięć już na nic nie wskazuje. Zakończyły się 31 grudnia! Gdybym miała jakiekolwiek skłonności do okaleczania się, każdego dnia obcinałabym sobie jakieś ucho albo palec. Nie mam jednak takowych, nie potrafię nawet się ukłuć inaczej niż przez przypadek. Próbowałam, bo pewnego wieczora zepsułam Mężowi nakłuwacz, a akurat miał zbadać krew w warunkach chałupniczych. Chciałam udowodnić, że mogę się ponakłuwać dowolną ilość razy, ale ani razu nie doszło do rozlewu krwi.DSCN2272

Gdy któryś z wieczorów przyniósł w końcu przełom i wszystko leżało akceptowalnie, rozpoczęła się faza wykończeń, wbrew pozorom wcale nie łatwiejsza ni nie szybsza, bo nie było już wcale a wcale zapału. Nadałam sukience pożądaną długość, jakimś cudem zrobiłam odszycie dekoltu tak, że odstaje on tylko bardzo lekko i prawie nie rozlazł się. Za to jest gruby, bo nałożyło się na siebie jakieś 17 warstw wcale nie cienkiego materiału. Skromnie mówiąc, jestem zachwycona, chociaż zdjęcia nie chcą tego oddać. Zachowały to dla siebie.

Oto model 108 z Burdy 10/2012. Zdjęcia, mimo że tym razem plenerowe, są  fatalne. Prawdopodobnie zawiniła pogoda – małosłoneczna i wybór miejsca – ponurego i szarego, zamiast żywego i kolorowego, jak na przykład Ikea. Ale fotograf i aparat są bez zarzutu. Fotografem jest Mąż, a aparat ma 5 lat i jest doskonały.

DSCN2121

Reklamy

10 Responses to O uchu van Gogha

  1. katya says:

    o widzisz, a ja tu regularnie zaglądam tylko że posty dajesz o takiej porze że ja już śpię i nie bardzo kontaktuję żeby komentować;) bardzo się cieszę, że nareszcie uszyłaś ubranie!:)) tym bardziej, że ta sukienka bardzo mi się podoba w gazecie i chętnie bym taką uszyła, tylko przerażają mnie kilometry materiału, jakich trzeba użyć, żeby powstała.. bardzo ładnie w tej sukience się prezentujesz a odstającego dekoltu nie widać!

    • cytrynna says:

      Mnie też kilometry przerażały, ale akurat miałam kilometry a tak strasznie mi się podobała… Niestety publikowanie postów w innych porach uniemożliwia mi skutecznie małe Stasio (nawet gdy już piszę w dzień, to zawsze wie, kiedy się zbudzić, żeby nie doszło do publikacji) 🙂

  2. AgnieszkaD says:

    Rzeczywiście ten sam wykrój. Byłam tu już kiedyś pamiętam:) Sukienka piękna pozdrawiam.

  3. No! Opłacało się! Świetnie wygląda 🙂 Opisałabyś kiedyś dokładniej, jak sobie radzisz z odstającym dekoltem z tyłu? Ja mam ten sam problem, staram się robić jakieś sprytne zaszewki, ale może Ty wymyśliłaś jakąś lepszą metodę 🙂

    • cytrynna says:

      Ja także robię to dosyć prymitywnie, bo zbieram z tyłu trójkąty nadmiaru,których szerokość i wysokość są warunkowane zapotrzebowaniem i tak wszywam zamek zamiast po prostej. Efekty mnie zadowalają.
      Dostałam kiedyś na forum poradę profesjonalną, ale wciąż wolę robić to po swojemu. Jeśli chcesz, spróbuję napisać o tym szerzej.
      pozdrawiam:)

  4. Pingback: O tym, co kogo wyraża | Świat Cytrynny

  5. O! Masz ten model! Właśnie sobie do niego wzdycham po cichu i przeszukuję internet, żeby zobaczyć, jak on wygląda na żywej osobie. Ładnie Ci wyszła, ale trochę mnie przeraża opis Twoich przygód…

    • Ok, właśnie przeszukałam oba Twoje blogi pod kątem frazy „kaszmir” (bo chciałam zobaczyć jak ci wyszła gładka). Co się stało z fiołkowym kaszmirem, hmm? ;D

      • cytrynna says:

        Nie szyłam gładkiej- uznałam, że model mnie pogrubia w obszernych i tak biodrach. Kaszmir leży w szafie i chyba prędzej doczeka się nowego właściciela niż mojego wykonania:)

      • hehe, trzeba było szyć od razu, nie na próbę:)
        Hmmm ja też mam szerokie biodra, ale przy tym modelu to nawet rozkminiałam, czy nie przydałaby się jakaś halka pod spód, żeby była bardziej rozkloszowana:) Bo te zakładki to jakoś chyba nie „rozkloszowują” jej jakoś za bardzo, prawda? Nie mam jeszcze materiału, a generalnie to mam tak, że zanim kupię, muszę mieć model. Zazdroszczę dziewczynom, co mają całe szafy tkanin, ja po prostu nie potrafię kupić, jak nie jestem zdecydowana na model na 100%

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s