Reisefieber

DSCN4010Jestem prawdziwą kierowniczką. Prowadzę auta po drogach. Średnio co trzy dni gdzieś jadę i prowadzę pojazdy. Ale od jutra zwiększam częstotliwość i dopiero będę jeździć.

Zaczęło się od zeszłosobotniego zawiezienia Lanosa na przegląd. We wtorek go przywiozłam z licznymi zawracaniami i tankowaniem po drodze. Minęły kolejne trzy dni i zwiększyliśmy ryzyko ładując dodatkowe dziecko na tylne siedzenie. Kolejnym etapem zwiększania trudności był sam cel podróży. Był to cel oddalony o pełne 32 kilometry ruchliwą drogą. Tą samą drogą, którą w dniu zakupu auta nie pozwolono jechać naszemu przyjacielowi z nami, bo podobno jeździ się tam 90 km/h. Ale ruchliwość drogi implikuje jej dobry stan, nawet w zimowych warunkach. Chociaż na tej właśnie drodze w kwietniu urwało nam koło, ale zimą to co innego.

Jechałam więc i wiozłam całą swoją rodzinę. Żeby mimo wszystko nie było za łatwo to jechałam na konkretną godzinę. Deadlinem była 18:30, a wiadomo, że wyjazd ze starówki w godzinie szczytu nie należy do łatwych. Miałam więc naprawdę trudne zadanie.

O 17:00 przyprowadziłam samochód pod dom. O 17:30 wyrwaliśmy dziecko z drzemki i zapakowaliśmy do auta. Ruszyłam. Widok przez zmarznięte szyby żaden, bo podczas przyprowadzania nachuchałam i zdążyło zamarznąć. Co by nie skręcać w lewo na Hucisku* pojechałam prosto. Potem 3 razy w prawo i już byłam na dobrej drodze- zupełnie jakbym jednak skręciła w lewo. Nasza matka chrzestna mi powiedziała, że na tej trasie nie muszę zmieniać pasów, więc trzymałam się prawego. Bardzo sobie cenię, że kobieta potrafi zrozumieć awersję do zmiany pasa, której żaden mężczyzna zrozumieć nie potrafił. Autobusy, do wyprzedzenia których nie jestem zbyt kompetentna póki co, grzecznie zjeżdżały na przystanki a ja jechałam i jechałam. Gdzieś w połowie drogi zupełnie bezczelnie do ruchu włączył się TIR. Nigdy bym go nie wpuściła przed siebie, ale on nie pytał, włączył się na siłę. Droga ma to do siebie, że chociaż jest prosta, to co chwilę są światła żeby piesi szli. TIR całym sobą zasłaniał widoki na światła, ale mało tego- on jechał 30 na godzinę! Żółwił się i ślamazarzył a ja nie wiedziałam jaki bieg wrzucać, bo Lanos wszystkie biegi ma do dużych prędkości. Nie lubi małych prędkości i gaśnie przy nich, a przecież  na jedynce nie pojadę. Czułam się zupełnie jak tata w lesie, który to tata w tym lesie nie przekracza 30-tki i DSCN4022nie używa biegów ponad dwójkę. Ale z czasem i TIR się do 60-tki rozpędził i mogłam używać niektórych innych biegów wsłuchując się w szum zieloniutkiego silnika i próbując gawędzić z Mężem co by dobrych nawyków nabierać i umieć gadać podczas prowadzenia. Zajechaliśmy w samą porę co do minuty, ale okazało się, że nie idzie zajechać pod blok dentystki, do której podróżowaliśmy. W blokowisku wszędzie zakazy i jednokierunkówki a za mną ustawił się już jakiś niecierpliwy trąbiciel i potrąbywał. Mąż wysiadł w pospiechu, a ja pojechałam dalej licząc na zawracajkę. Płonna była moja nadzieja. Skręciłam w drogę pierwszą lepszą licząc z kolei na pętlę i objazd, ale spotkały mnie tylko kolejne zakazy wjazdu. W końcu wmanewrowałam się w jakiś szeroko wyglądający parking. On tylko stwarzał pozory. Próbowałam wykorzystać dwa ukośnie położone i wolne miejsca parkingowe do zawrócenia, ale nie szło. Gruba warstwa śniegu pod kołami leżała. Otworzyłam drzwi żeby się wychylić i patrzeć, czy nie jadę tyłem prosto w audicę i wydawało się, że jestem idealnie skierowana by się wparkować tyłem w wolne miejsce obok niej, ale w tym czasie ktoś zatrąbił. Serce podskoczyło oczywiście do gardła. Okazało się jednak, że to tylko ja i całe skierowanie poszło się gonić. Wychylałam się i patrzyłam znów i znów ktoś zatrąbił, ale nikogo oczywiście tam nie było. Mimo trudności jednak dałam radę i zawróciłam na jakieś siedemdziesiąt! Ale zawsze. Staszek z tylnego siedzenia patrzył zaciekawiony i nic nie mówił cicho mi kibicując i  odezwał się krzepiąco dopiero gdy mi się udało!DSCN4018

Wyjechałam i pojechałam. Pod rodzinny blok w blokowisku. Miejsc oczywiście nie było i ja brnęłam coraz głębiej w to blokowisko, aż na samym końcu za wszystkimi okazało się świecić pustką jedno małe wąskie na skarpie. Śnieg nie ułatwiał zadania.  Wjechałam i okazało się, że nie mogę wjechać do końca, że moja prawa krawędź znajduje się niebezpiecznie blisko sąsiada, że skarpa, że ciasno, że źle, że blokuję mu wyjazd a sama ledwo drzwi mogę uchylić. Wtedy się okazało, że wykopany w pospiechu Mąż zostawił mi jednak telefon, wbrew moim podejrzeniom, że tego nie zrobił. Wysiadłam, obfociłam swoje ciotowate parkowanie i zadzwoniłam do mamy. Mama przyszła i powiedziała, że mogę cofać jeszcze całe półtora metra. Cofnęłam i to był strzał w dziesiątkę. Dzięki cofnięciu wjechałam w to samo ciasne i skarpowate miejsce po  mistrzowsku. Potem jeszcze facet stojący z tyłu prostopadle do mnie wyjechał i mój wyjazd to był już pikuś. Niestety w chwili wyjazdu znalazł się już przy mnie Mąż i po dwóch panicznych okrzykach hamujących mnie tuż przy słupku sam zasiadł za kierownicę  i podjął pierwszą tego dnia, ale jakże skuteczną próbę stłamszenia.

parkowanie profesjonalne

parkowanie profesjonalne

Odwiedziliśmy też dziadków i w powrotną drogę wyruszyliśmy tuz przed 22. Droga była już pusta i mogłam „grzać” 60-tką. Teoretycznie jadąc 60-tką można pokonać dystans 30 kilometrów w 30 minut. Zajęło nam to o wiele dłużej. Wprawdzie prawie wszystkie światła się zieleniły, ale siedzenie pasażera zajmował ktoś spanikowany, komu nie dość że 70-tka nie pasowała, to co chwilę sprawdzał, czy znam aktualnie panujące ograniczenie, sugerował zwalnianie, pytał czy aby nie za szybko i tłamsił, tłamsił, tłamsił. Sugerowałam niewdzięcznikowi, żeby sobie wysiadł i poszukał innego środka transportu, albo chociaż zamienił się miejscami, ale on nic sobie z tego nie robił, tylko dalej tłamsił. W pewnym momencie oskarżył mnie nawet o dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości, chociaż licznik wskazywał zaledwie 60. Owszem, było tam 30, faktycznie 30. Ale ton dopuszczalnego obciążenia na wiadukcie.

Pojechałam i przyjechałam ani razu się nie denerwując, nawet gdy silnik mi zgasł, co jednak dwa razy nastąpiło, ale z Mężem jak z dzieckiem- musi dorosnąć, by docenić wkładane w siebie wysiłki.

*Hucisko jest badziewne, ma za małą wyspę i jak tramwaj staje, to blokuje albo mój wjazd, albo mój zjazd ze skrzyżowania, a zawsze staje, bo pokonuje skrzyżowanie na dwa etapy świetlne, a nerwusy trąbią a inne tramwaje jadą, bo jak nie skręcają, to se mogą. I sama to kiedyś wymyśliłam, że tak można. Nie opatentowałam wprawdzie, ale chyba i tak bym na tym nie zbiła kokosów.

Reklamy

5 Responses to Reisefieber

  1. Maurycy Teo says:

    A więc to właśnie jest ta jutrzejsza przeprowadzka? 🙂 No cóż, moja Żona nie ma prawa jazdy, choć kiedyś próbowała je zdobyć. Ciężko mi jednak zrozumieć kobietę za kierownicą, a mój brak zrozumienia potwierdza różnice między mężczyznami i kobietami. Np. ten skręt w lewo. No zwyczajnie nie mogę zrozumieć, jak można tak jeździć, żeby przypadkiem nie skręcać w lewo? Jedziemy po pętli żeby zawrócić przez osiedle…? Do tego niby przecież mają to prawo jazdy zrobione, a zupełnie jakby jechały pierwszy raz…

    Mimo tego współczuję konfliktu z mężem w czas prowadzenia. Ja też nie lubię jak mi coś (ktoś) jęczy za uchem, że zwolnij, że uważaj, że to, że śmo. Zwłaszcza jak sytuacja jest już nabuzowana, wówczas nagle znajduje się sto tysięcy „źle”. W przypadku osoby, której wydaje się, że właśnie uczy się jeździć, to musi być szczególnie podkopujące ;).

    • cytrynna says:

      Wydawało mi się, że wyjaśniłam dlaczego akurat na TYM skrzyżowaniu i od TEJ strony jazda w lewo jest czymś czego w GODZINIE SZCZYTU chce się uniknąć. Z kolei na osiedlu było ciasno, że nawet nie na mijankę, a co dopiero na zawracanie, większość ludzi była w domach i miejsca parkingowe nie wakatowały i nie wiedziałam gdzie jest wyjazd, szukałam go, ale ciągle spotykałam zakazy. Jesteś gorszy od mojego Męża jeśli chodzi o krytykowanie zachowań kobiet za kierownicą.

      I mi się nie wydaje, że ja się uczę jeździć, ja UMIEM jeździć, tylko nie mam doświadczenia i łatwo się denerwuję, a trąbiciele temu sprzyjają. I komentatorzy też. ja rozumiem, że sesja, ale tak niemiły to Ty dawno nie byłeś, o!

  2. Maurycy Teo says:

    Daj spokój, złośliwiec ze mnie, to wszystko :). Gratuluję serdecznie dobrego powrotu za kółko, jestem z Ciebie bardzo dumny i współczuję niewspierania przez męża. Ja Cię bardzo lubię, dlatego pozwalam sobie czasem na odrobinę ironicznej złośliwości. Przepraszam, że Cię uraziłem, nie chowaj urazy :).

    A parkować na osiedlu to ja sam wcale nie lubię. Buziaki!

  3. Lolinka says:

    No jeszcze sobie buziakować będą, no nie… :/ To ja buziaki dla Piotra, o!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s