Niedzielny kierowca

DSCN4146Kiedy Cytrynna i Mąż poszukiwali wehikułu dla siebie, widzieli oferty niejednego takiego, którym „dziadek tylko do kościoła jeździł”. Cytrynna ze swojego dzieciństwa z kolei pamięta tłumy samochodów napierających na kościół i próbujących do  niego wjechać. Współcześnie cytrynnina rodzima parafia ma nawet frontowe wejście z parkingu. Ona sama nie ma aspiracji na jeżdżenie tylko do kościoła, jest taka fajna za kierownicą, że powinna jeździć cały czas za wyłączeniem jazdy do kościoła, bo kościoły są tak blisko, że nie ma co.

Wczoraj jednak, kiedy miała odbyć dwie podróże, okazało się, że ich zielony mustang nie odpala. Szczęśliwie zbiegło się to w czasie z propozycją najlepszego znajomego, że w jedną z zaplanowanych podróży zabierze on swoich przyjaciół. Już już mieli odmawiać i się wdzięczyć, że może to oni jego, bo przecież po drodze i och, ach, ale chcąc nie chcąc musieli skorzystać z tej jakże miłej oferty. Tym sposobem znów jechali turkusową limuzyną z beżowym wnętrzem.DSCN4119

Celem wczorajszej wyprawy było położone na obrzeżach mieszkanie W., w którym regularnie odbywają się spotkania planszówkowe. R. przywiózł Smallworld, a W. miał Bang. Gdy chłopcy grali w to pierwsze, Cytrynna sprytnie wycofała się do opieki nad Stasiem, bo gra miała mnóstwo zasad i była bardzo kolorowa, zbyt skomplikowana jak dla matki małego dziecka. Później, gdy jeden chłopiec sobie poszedł a postanowiono grać w Bang, musiała Cytrynna wziąć udział w rozgrywce jak ten przysłowiowy dziadek do brydża czy innego pokera. Tym sposobem Staszkowi pozwolono być samopas i to okazało się zgubne. Cwaniak wziął się za żucie jednego kafelka growego i zdestruował go. Przez to nieszczęsne wydarzenie małżeństwo czuje się zobowiązane odkupić właścicielowi grę.W efekcie posiądzie własną grę, a odda tylko jeden kafelek. Właściciel wprawdzie zapewnia, że kafelek jest nieistotny, ale wiadomo- nie można folgować i korzystać z kurtuazyjnych zapewnień. Staszek wczoraj sprzeniewierzył 6 dyszek i tylko faktowi, że małżeństwu gra się nawet spodobała, DSCN4145zawdzięcza, że nie sprzeniewierzył ich bezpowrotnie. W ferworze około-Stasich wydarzeń nikt nie zauważył, że wszystkie rozgrywki we wszystkie gry wygrał Mąż.

Z kolei poranną wycieczkę z dnia wczorajszego musiała rodzina zamienić na przejażdżkę tramwajową, która Staszkowi do gustu nie przypadła. Marzł biedaczek tak, że poliki mu  purpurowiały a na ręce łaskawie pozwolił wsunąć niekrępujące ruchów rękawiczki. I nawet dwa czisy w Maku jedzone przez każdego z większych i oddawane także DSCN4086mniejszemu nie uratowały sytuacji w drodze powrotnej. Podróż z wujkiem to był jednak o niebo lepszy komfort. Zwłaszcza, że Stasiaczek ma sympatyczną zabawkę kupioną na wagę przez mamusię. Jest to lusterko śpiewające, które rozjaśnia ciemność dziecka w ciemnym samochodzie. I mama śpiewa razem z lusterkiem. „Mirror, mirror, help me find…”.

Dzisiaj, gdy Staszek był u babć na obiedzie tak zdrowym, że mama by nigdy takiego nie zrobiła, bo mama wierzy, że większość zdrowia zapewnia duża ilość snu, a dopiero resztę te obiady u babć, rodzicom przyszło zająć się zmarzniętym akumulatorem zieloniutkiego. Jest to wyjątkowo dobry akumulator, bo zieloniutki dobrze używa swoich akumulatorów. Z pierwszego korzystał niezawodnie przez 12(!) lat, a teraz ma drugi, który państwo sprawili mu na swoją pierwszą rocznicę ślubu. Drugi akumulator też nigdy nie zawiódł, bo państwo, żyjąc na wsi,  wyjmowali skrzyneczkę zawsze, gdy nie planowali podróży i trzymali ją w cieple. Cytrynna opanowała wykręcanie do perfekcji. Tym razem jednak wyglądało na to, że w końcu i ten nowy niezawodny zawiódł. A nie mógł sobie stać taki zawiedziony, bo nadchodził poniedziałek a miejsce zaparkowania było miejscem płatnym poza weekendem.

DSCN4299Tutaj na scenę wchodzi sama Cytrynna i resztę opowie w pierwszej osobie jako uczestniczka opisywanych zdarzeń.

Żal mi było moich zgrabiałych łapek, które są takie suche, bo nie lubię ich smarować, gdyż kremy się nie wchłaniają. Łapki marzły na samą myśl o zdjęciu rękawiczek i wykręcaniu nieszczęsnego akumulatora. Już nawet zaplanowaliśmy gdzie akumulator umieścimy, żeby Stasia nie skusił. Już zaczerpnęliśmy informacji, skąd zdobyć prostownik (z samochodu taty na parkingu u pana Leszka, prawe drzwi). Nie posiadamy własnego prostownika, ponieważ nigdy nie był nam potrzebny i uważamy go za rzecz zbędną. Pomyślałam jednak, że wsiądę i spróbuję odpalić, bo przecież stoi już pół dnia na słońcu i to nie kosztuje i a nuż odpali. Odpalił oczywiście. Za pierwszym razem, jak zawsze. Być może miał wczoraj grypę jako i mama moja oraz mama matki chrzestnej, obie zupełnie niezależnie. Nikt nie ma do zieloniutkiego pretensji, ale na wypadek gdyby wczorajsze niedomaganie było niedomaganiem akumulatora należało jechać go rozjeździć.

Należy jeszcze czytelnikom wiedzieć, że akurat mieliśmy prawie 3 godziny, bo mieliśmy iść do kina na randkę małżeńską jak nasi znajomi z Warszawy. Pozakinowe miejscaDSCN4227 randkowe także znajdują się w promieniu 5 minut pieszo. Innych, średnio odległych miejsc randkowych nie znamy, bo nie bywamy. Znamy jeszcze tylko Sopot, który znajduje się 14 km od celu do celu. Skoro samochód odpalił, to ruszyliśmy bez zbędnego zastanawiania. Lanos próbował mnie zniechęcić do siebie tak jak w dniu zakupu, gdy na dużym skrzyżowaniu nie chciał dać sobie wrzucić trójki, ale zatrzymałam się i dwa razy przećwiczyłam WSZYSTKIE biegi i on zrozumiał, że ja wiem, co robię i był już posłuszny. Jechałam i jechałam, zmieniałam pasy, rozpędzałam się, by zdążyć na zielonym lub turlałam się powoli na widok czerwonego, by w efekcie nie redukować biegu do jedynki, lecz ruszyć za ślamazarną kolumną z dwójki. Delektowałam się pustymi pasami i możliwością ich płynnego zmieniania. Mąż się trochę utemperował i tez rozumiał, że należy chwalić. Gdzieniegdzie bąkał, że chyba zmieniam pas choć nie zmieniałam, ale na drogach zwężonych o pokłady śniegu mogło mu się zdawać. Było bardzo sympatycznie. Bez trudu znalazłam drogę na której już raz pilotowałam, a którą ze dwa razy jechałam też jako nie-pilot (jechaliśmy potocznie zwanym pasem nadmorskim, bo inaczej-po prostej to żadna atrakcja).

Okazało się, że nie będzie żadnych problemów z parkowaniem i nie musimy się skrycie zakradać na tyły urzędu miejskiego, w które wtajemniczył mnie dziadek-geodeta i stały bywalec DSCN4149tegoż urzędu. W niedzielę nawet w Sopocie parkowanie nie kosztuje. Zrobiłam pętelkę by wrócić na przeoczone miejsce i wysiedliśmy. Odwiedziliśmy Carrefour, w którym kiedyś kupiliśmy multum wody, gdy Stasio był jeszcze świeżynką nieujawnioną. Poszliśmy na Monciak. Szliśmy prędko w dół chcąc szybko osiągnąć pijalnię czekolad, ale zatrzymały nas gofry w atrakcyjnych cenach. Pożywieni popędziliśmy na molo, bo wydawało się, że jest ciepło. Rzeczywiście było cieplej niż dwa tygodnie temu i cieplej niż w kwietniu, bo nie wiało. Wiatr od morza (znany z „Ludzi bezdomnych” słynnego pisarza erotycznego) nie wiał, bo morze zamarzło. Zamarzło do połowy. Połowy mola. Ptaki szlachetnych typów siedziały i czekały na zostanie nakarmionymi. Ludzie szli przez molo prosto w morze, a im głębiej w morze, tym bardziej jednak wiało. Gdy moje policzki zrównały się kolorami z czapeczką, zawróciliśmy. Poszliśmy do Montblanka na czekoladę. Ja wzięłam oczywiście białą, bo deserową to robię w domu i nie jest gorsza, biała to taki niby frykas. Następnym razem muszę pamiętać, by jednak zasknerzyć i wziąć czystą, bo dodatki przyćmiewają czekoladzie smak.

Wróciliśmy do domu, bez przeszkód, bez ani jednego zgaśnięcia i z jednym tylko zaszarżowaniem na łuku i wirażu gdy się światło zmieniało na niekorzystne i DSCN4077szkoda było tracić pęd. W domu oczywiście syn nie spał, bo podobno nikt poza nami go nie potrafi uśpić. Z czasem zaobserwowaliśmy też, że magnetyczny miś z lodówki został zrzucony, a następnie pozbierany z kawałków i ukryty, ale osoby odpowiedzialne nie przyznają się i zrzucają winę na grawitację. Niemniej jednak jest bardzo sympatycznie. Staszek zdążył już zasnąć, obudzić się niezadowolony i ponownie zasnąć. A my mamy wszelkie szanse na publikację posta przed północą i rozegranie rozgrywki małżeńskiej w upragnione od wielu dni Carcassonne.

A bycie niedzielnym kierowcą polecam każdemu, kto chce nabrać pewności siebie. Ja jestem już tak pewna siebie, że bym i do Warszawy nas zawiozła, albo, nie bądźmy skromni, do Zakopanego też.

DSCN4240

DSCN4262

DSCN4225

Reklamy

3 Responses to Niedzielny kierowca

  1. katya says:

    hahah no niedziela jest dobra do nabierania pewności:D do Zakopanego też można w niedzielę, wszyscy stamtąd wyjeżdżają więc byłaby szansa na spokojne łażenie po Krupówkach;) znowu dałaś post z bitą śmietaną, mój mózg wysyła mi sygnały że bita śmietana to dobro konieczne w tej chwili!;) no cóż, będę musiała przeboleć bo chociaż u mnie lodówka pustkami nie świeci to śmietany nie uświadczysz. eh!

  2. Maurycy Teo says:

    No to my zapraszamy do tej Warszawy. A jeśli Wy zapraszacie do Gdańska, to dajcie znać czy macie gdzie nas przenocować, to ja też nas dowiozę, bo w sumie to ferie mam, a można by z kimś zagrać w Carcassonne na więcej niż 2 osoby ;). Pozdrawiam i dziękuję za wspomnienie nas u Was!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s