Mama gęś i uparta gąska

DSCN8461Gdyby Staszek miał dłuższe łapy, to mógłby się od tyłu złapać za plecy i szarpać z tym, kto go ciągnie. Wczoraj na przykład usłyszawszy jakieś darcie mordy koło ucha odpowiedział jeszcze gorszym wrzaskiem. Biedaczek nie mógł sobie uświadomić, że on sam to zainicjował.

Dziś z kolei odmówiwszy jakiegokolwiek jedzenia, położył się na glebę i udawał, że go nie ma pochlipując tylko co jakiś czas. Dziecka leżącego na glebie faktycznie nie ma, toteż nieco się martwiliśmy, gdzie ono może być, ale nie szukaliśmy wychodząc z założenia, że odnajdzie się gdy uzna za stosowne. Bardzo długo się nie odnajdywał, aż w końcu postanowiliśmy pójść na górę, co ogłosiliśmy donośnie. Wtedy odnalazło się dziecko i momentalnie pojawiło się przy schodach gotowe iść na pięterko.

króliczy ogonek

króliczy ogonek

Od rana funkcjonował na kilku herbatnikach i butelce mleka. Usiłował opóźnić wyjazd na wycieczkę chowając klucze od domu a następnie, co jeszcze skuteczniejsze, rozsypując zawartość puszki z herbatą po piętrze. Podczas wycieczki gonił kota i usiłował mu wyrwać ogon. Na tej samej wycieczce usiłował zasnąć grubo przed swoją standardową porą, a wiadomo, że czas jego spania jest kluczowy dla rozrywania się rodziców. Trzeba się było zatrzymywać na popasy co 3 minuty, żeby jakoś do domu dojechać z jeszcze nieśpiącym. W domu, po otrzymaniu mleka kategorycznie odmówił spania. Jedzenia obiadu z rodzicami też odmówił. Nie dało się dojechać wózkiem do płotu, a przez furtkę przepchnąć tym bardziej nie. Wyruszyliśmy na typowo usypiającą podróż samochodem. Nie miał nawet butów, co by ich zdejmowanie go potem nie rozbudziło. Po 2 kilometrach zrezygnowaliśmy, bo był bardzo zainteresowany zamkiem w drzwiach, a na spanie wcale a wcale się nie zanosiło. Wróciliśmy, przerzuciliśmy wózek nad furtką i zabraliśmy obutego w kapcie na spacer usypiający. Po około 10 minutach DSCN8525zasnął i dał się nawet przenieść do łóżka po powrocie. Spał aż do momentu, gdy rodzice postanowili odśnieżyć okno dachowe poprzez rozhuśtanie śniegu na nim. Nie było przy tym ani trochę hałasu, ale wiadomo- mądra książka mówi, że dziecko wyczuwa atmosferę w ciągu milisekund. Widać ówczesna atmosfera była zbyt radosna. Obudzony znów odmówił jedzenia. Jechaliśmy na Mszę do miasta, więc został ostrzeżony, że będzie głodny i chwycił flipsa(!).

Pojechaliśmy, przyjechaliśmy mijając po drodze zupełnie niewidocznego rowerzystę pacana oraz goniąc zająca, który biegł drogą przed nami, a synek dalej nic. Nadeszła godzina 21, o której normalnie już śpi i postanowiono rozszerzyć obfity i tak wybór posiłków o mannę. Manna nigdy nie zawodzi. Oczywiście odmówił.

zdjęcie ze strony http://www.shopmaggies.com

zdjęcie ze strony
http://www.shopmaggies.com

Nie ma bardziej rodzinnych stworzeń niż gęsi. Mama gęś słynie nawet z opiekowania się misiami. A jednak gęsi nie jedzą delikatesów, lecz kluskuje się je. Postanowiliśmy wzorem mamy gęsi skluskować naszą upartą gąseczkę. Tata wziął maleństwo na kolana i unieruchomił jedną z wierzgających łapek, mama zaś zajęła się drugą łapką i czułymi słówkami. Nieuruchomione łapki wyjmowały kaszkę z buzi i rozsmarowywały ją po oczkach. Tata nurzał palec w kaszce i ocierał go o jamę ustną synka. Synek był początkowo bardzo nieufny, potem przekonał się i otwierał pyszczek sam. Potem znów był nieufny. Czynność kluskowania wyczerpywała bardzo obytrzy strony, ale ciepły posiłek na maleńkim żołądeczku był bardzo istotny dla komfortu jego maleńkiego właściciela. Zwłaszcza, że wbrew planom przedłużyliśmy pobyt o jedną noc i może być krucho z mlekiem. Gąseczka jednak doceniła starania rodziców i mimo wylanego morza łez, zasnęła z błogim uśmiechem rozkoszy na swej facjatce.

DSCN8322DSCN8620

DSCN8449

Reklamy

Przechodniu beknij sobie

DSCN7882Przyjechaliśmy na wieś i stopniowo rozgrzewamy dom z temperatury przeraźliwie niskiej do znośnej po to, by jutro odjechać. Już wczoraj wieczorem dałam znać, że mam zatoki i nie zamierzam ich wystawiać na mróz, bo będą chorsze. Mąż  z kolei zresponsował, że on nie zamierza zużywać weekendu na siedzenie w domu i jeśli ja nie zamierzam być całego dnia na podwórku, to on pójdzie sobie do pracy na dzień cały, bo ma co robić, a weekend służy do zwiększenia wydajności a nie do jej zmniejszenia. Wydajność można zwiększyć wykonując pracę lub regenerując siły na powietrDSCN7955zu. Zmniejsza się ją siedząc w domu i gnuśniejąc. Zasypialiśmy w atmosferze konfliktu, ale rano zbudzeni dzieckiem zgodnie wstaliśmy i znieśliśmy plecaczki do samochodu, gdyż bagażnik wypchany był nowymi komodami na klocuszki, samochód stal już pod oknami jak to w weekend tylko może, a pogoda była ładna i głupio nie jechać. Zanim osiągnięto zgodę Mąż przedstawił swoje roszczenia dotyczące planu dnia i okazało się, że są akceptowalne. Jechałam ładnie. Raz laska w małym samochodzie, co to jest tak mały, że nie widać go nawet w lusterkach, wjechała mi w martwy punkt, ale ja miałam refleks i Mąż ani pisnął. Jechałam tak ładnie, że nie zazrzędził ani razu i tylko w okolicach fotoradarów przypominał o ich istnieniu. Potem nawet  stwierdził, że się wyrobiłam. Albo rzeczywiście, albo ma wyrzuty sumienia po wczorajszych studentkach i dlatego jest taki miły.

Spędziliśmy leniwe przedpołudnie w Kościerzynie jedząc pizzerki z salami i szwendając się. W najlepszym mieście świata ktoś życzliwy dał poradę zdrowotną (zdj. 1), którą Mąż i Staszek próbowali uskutecznić. Zaszliśmy do Lemon Tree na barszcz i on był ekstra. CDSCN7818hociaż regularnie powtarzam barszcz z przepisu, nie udaje mi się tego efektu osiągnąć. Pani Kasi było bardzo miło, gdy zamówiliśmy drugi. Zamawialibyśmy do oporu, ale czekały nas spacery za jasności, a i Staszek nie współpracował za dobrze. Przy pierwszym barszczu stanął tyłem do nas na skórzanej kanapie i gapił się w przestrzeń. Skwapliwie korzystaliśmy z chwili spokoju, chociaż jednocześnie niepokoiliśmy się bardzo. Przy drugim barszczu trochę pochopnie wyrwaliśmy go z osowienia i zaczął sprawiać trudności. Mogliśmy byli dać mu kilka minut więcej.

Wieś powitała nas śniegiem po kostki. Ktoś DSCN7938(ratrak, pług, jak zwał tak zwał) odśnieżył nam drogę zasypując cały podjazd. Żeby wejść na teren działki długonogi Achilles musiał przeskoczyć płot, wziąć z szopy łopatę i wytorować drogę do furtki oraz zrównać z ziemią jej bezpośrednią okolicę, bo nie latała ani wte ani wewte. Po zmianie pieluch ruszyliśmy dalej. Niedokładnie naprędce odśnieżone hałdy śniegu utrudniały zawrócenie. Koła utknęły w zaspie, Mąż spytany jak kręcić odparł: „tak tak tak tak i tak” wykonując jednocześnie ruch ręką jakby skreślał błędnie napisane słowo. Spytany o kolejność tych „taków” zaoferował, że może on zawróci. Ze dwa razy się tak oferował, ale ponieważ pod maską mamy setki konia ja jestem tak wyśmienita i mam tak dużo wyobraźni przestrzennej, to konie sobie poradziły ze śniegiem i pojechaliśmy do Juszek drogą przez las z głębokimi koleinami.  Staszek zaczął przysypiać i musieliśmy szybko wysiadać. Ale nie mogliśmy wysiąść, bo jechaliśmy. Znaleźliśmy inną drogę nad nasze Strupino i na szczęście ktoś tamtędy już jechał, więc była przejezdna. Szybko zabrakłoDSCN8051 miejsca na aparacie, bo ktoś zdjął tylko dwa foldery. Przeglądaliśmy, co można by usunąć. Był już nawet wyznaczony do usunięcia film sprzed trzech tygodni, w którym Staszek chodzi po błocie a ja nieświadoma, że to film mówię, żeby Mąż focił, to naszym znajomym z Warszawy wypadną gałki z orbit, że nie przyjechali na roztopy, ale Mąż stwierdził, że gdzieś była seria pięciu filmów i żebym spośród tamtych jeden usunęła. Staszek, który czekał na zrobienie fotki nurzając gołe łapy w śniegu się wówczas wkurzył i skończyło się na bezfociu i małej furii. Wróciliśmy do domu i Stasio usnęło otulone termoforami, a my zajęliśmy się tym, po co tu przyjechaliśmy, czyli segregowaniem klocków Lego, które kupiliśmy na Święta a myliśmy przez cały wyjazd ślubny i suszyliśmy przez całą ostatnią nieobecność. Złożyliśmy 3 nowe DSCN7994komody na klocuszki. Było wybornie, uroczo i rozkosznie. Mąż bardzo chwali sobie integrację sensoryczną poprzez klocki Lego. Z obudzonym Stasiem obejrzeliśmy film na diwidi*. Próbowaliśmy jeden film, ale nie dość, że miał napisy, to zacinał się. Zmieniliśmy na „Narzeczoną dla geniusza” i to jest od dziś mój ulubiony film. Oglądaliśmy go do końca trzymając Staszka siłą na dole i powyżej pory usypiania, bo ja odmówiłam zostawienia sobie części na śniadanie. Trzymany siłą Staszek zainteresował się suwakiem własnej bluzy i już kuma jak to działa.

Muszę jednak pozostawić drogich czytelników z pewnym niedosytem informacji o naszym sielskim życiu, gdyż noc jest krótka, a nie dość, że mamy kuriozalne ilości klocuszków do rozsegregowania, to jeszcze chcemy się oddać odśnieżaniu, bo to wywołuje endorfiny i tak spędzaliśmy podroż poślubną, więc wiadomo.

*Film był tak naprawdę na fałcede i trzeba było w połowie zmienić płytkę. Gdybyśmy byli w kinie studyjnym, to byłby na dyskietkach i je trzeba byłoby zmieniać co 10 sekund. Stąd nazwa- studyjne, bo to studenci zmieniają te dyskietki.

   DSCN8124

DSCN8123

DSCN8010

O Mężu zazdrosnej żony

DSCN7764

Żywa ilustracja postu

Mąż został wykładowcą. Nie jest to nijak płatne, ale na drodze do swojej profesury musi wypraktykować pewną pulę godzin i dziś właśnie zaczął. Zaczął wdzięcznie, bo zajęciami projektowymi, które są jednocześnie konsultacjami i na których 4 razy będzie miał okazję wyłożyć teorię. Na swoim przedmiocie ma zupełnie wolną rękę, bo on jeden decyduje o ocenie delikwenta. Tylko delikwentów ma mało. Większość jego studentów jest kobietami. Młodymi kobietami poniżej 20-tki. Gdybym sama nie była studentką pierwszego roku, poczułabym się zagrożona.

Mąż zapiera się jakoby mu się ktoś tam już podobał. Ale majle od wszystkich zebrał. Od wszystkich dla niepoznaki. Teraz zamierza się ze swoimi student(k)ami kontaktować i twierdzi, że napisze do jednego z nielicznych facetów spytać o starostę. Mnie to zupełnie nie przekonuje. Zazdrosna nie jestem, ale swoje wiem. Mi na pierwszym roku też podobał się ćwiczeniowiec i dla niego uczyłam się analizy (wszak Męża jeszcze nie znałam)*. Mąż swoim student(k)om nawet powiedział, że jego przedmiot jest lepszy niż analiza, bo analiza przyda się niektórym, a z tego to będą mogli, tfu mogły wyżyć już na studiach.

DSCN7578

Laluś-fircyk

Mąż planował ogolić się specjalnie na swoje pierwsze zajęcia. Nie pozwoliłam oczywiście, ale poprosiłam by w miarę możliwości mimo zarostu spróbował wyglądać schludnie. Niestety ja szłam na laborki wcześniej, a on został w domu i szedł później. Nawet spotkaliśmy się na przystanku. Nie wyglądał ani trochę schludnie. Był rozchełstany i miał dwie koszule na sobie. Każda miała kołnierzyk. Wydawało mu się, że ma własny styl, a wiadomo, że laski lecą właśnie na pewność siebie i sobie mniemanie. Czasem lecą też na faceta z dzieckiem, ale to raczej jako kuriozum. Taki z dzieckiem to nie za majętny. Ale pewno ma otyłą żonę, to w sumie na romansik się nada**. Był też radośnie bezczelny*** i kozaczył. A ja akurat miałam okienko. Nie powinnam go była puszczać samego na te zajęcia. Twierdził, że moja obecność go peszy. Poszedł sam. Spotkany już po tym pierwszym razie stwierdził, że było bardzo sympatycznie i że bardzo lubi prowadzić zajęcia. To o lubieniu prowadzenia zajęć to powtarza jak mantrę przez cały dzień.

W zajęciach numer dwa mogłam już towarzyszyć jako robi żona profesora B. Profesor B. zabierał żonę na każdy egzamin i plotkowano, czy ona nie jest aby zazdrosna (on nie był za atrakcyjny dla studentki, ale może dla studentki nie umiejącej DSCN7580zaliczyć uczciwie to już tak). Także żona szefa**** jest zawsze przy szefie. Jednak my z Mężem, którzy rozumiemy Miłość, uznaliśmy, że zapewne żona towarzyszy profesorowi by nie rozstawać się z nim. Żona jeździła tez z profesorem na zajęcia i przynosiła mu herbatę.

Na drugie zajęcia poszłam więc z moim Mężem, gdyż akurat miałam godzinę dziekańską. Nie były to już zajęcia kobiece, gdyż kierunek grupy popołudniowej był bardziej męski. Ponieważ to było już piątkowe popołudnie, a każdy przykładny student jedzie w piątek po południu do domu, nie zjawiło się zbyt wielu słuchaczy. Konkretnie przyszło siedmiu chłopa i dwie laski. Trzech chłopa zmyło się od razu, a ci, którzy zostali, wypytywali, czy pan będzie mówił coś od siebie. Musieli widzieć innych wykładowców wyglądających bardziej pro niż Mąż, który w swoich dwóch niedopiętych koszulach prezentuje się nieco niechlujnie i może nie zachęcać. A jak nie zachęca, to nie wiadomo, czy nauczy dobrze. Ja akurat widziałam, że akurat laskom Mąż przypadł do gustu.

DSCN7768

Zaroślak*****

Dzięki małej liczebności grupy popołudniowej Mąż będzie mógł  wracać  do domu przed żoną i usypiać Stasio. Tylko Mąż to potrafi prawie tak dobrze jak żona. Opiekunowie się dwoją, troją i kręcą w kółko. Naśladują rodziców we wszystkim, a nigdy im nie wychodzi. Nie było dnia, w którym spałby Staszek w dzień pod opieką pozarodzicielską. A ZAWSZE na oficjalnej przeszkodzie staje to samo. KUPA. Staszek ZAWSZE robi KUPĘ na skutek nieumiejętnego usypiania. Potem, nie najsprawniej przewijany, ucieka z łoża operacyjnego i z gołym tyłkiem lata rozbudzając się już zupełnie.

Owrzodziały Mąż zabrał dziś swoją niezazdrosną żonę na mini-randkę do pizza hutu w porze lunchu, bo też wypadło mu wyjątkowo okienko, gdyż z tymi studentkami to był dziś tylko rekonesans i ogląd a nie pełne dwie godziny. Pierwszy raz my, z których każde zwykło zjadać średnią na grubym, nie mogliśmy się uporać z małymi pizzami.

*Jestem na pierwszym roku ponownie, jestem tam to po to by odjąć sobie lat.

**Tak sobie tylko dywaguję z tej mojej niezazdrości. Tak naprawdę nie wiem na co leci laska wdająca się w romansik z żonatym. Pojęcia nie mam.

***Zdaniem Męża radosna bezczelność jest idealną metodą uwodzenia. Przeczytał o tym w książce i wydaje mu się, że zdobył tak żonę, ale to akurat nieprawda. To żona się nim ZAJĘŁA. Mąż swego czasu bardzo cenił sobie środowisko uwodzicieli. Jeden jego nieporadny kolega z liceum jest obecnie gwiazdą tefałenu w tej dziedzinie. Mąż kiedyś też był teoretykiem, ale potem wypadł z obiegu.

****Chodzi o obecnego szefa, którego Mąż bardzo poważa i który bardzo troszczy się o mężowskie wrzody.

***** A Zaroślak to taka ulica w naszym mieście.

Wykwintne danie wieloskładnikowe

DSCN7721Wczoraj, nie zrealizowawszy się przy maszynie, Cytrynna podjęła próbę realizacji w kuchni. Wzięła ekskluzywną książkę za 8,50, którą Staszek wynalazł na półce swojej babci i wybrała z niej przepis, który nęcił ją od dawna, a konkretnie od chwili, gdy Staszek zrzucając książkę z półki, otworzył ją na tymże. Przepis dotyczył kuskusu, który Cytrynna uwielbia ogólnie. Zawierał też jakieś 50 innych pozycji żywieniowych. Skimowanie treści całego składnikospisu przyprawiało o oczopląs, wyłowiła jednak Cytrynna co większe rzeczy i spisała na karteczkę. Zostawiła Stasio ze swoją mamą, która właśnie przyszła i pobiegła na pobliską halę targową, która właśnie się zamykała. Cudem zdobyła ostatnie pół kilo mięsa ze zmielonego indyka, które to stosuje jako mielone. Przepis mięsa wprawdzie nie zawierał, ale była to środa, a Cytrynna zawsze koło czwartku powinna mięso zjeść, co by jakoś przetrwać piątek, który jest jedynym dniem, w który ma na mięso ochotę. Wybiegłszy z wnętrza hali na stragany warzywne złowiła kilka nieprzychylnych spojrzeń od ekspedientów już zamykających, ale jakoś udało jej się trafić na stragan_jeszcze_czynny i tam poprosiła o paprykę, czosnek, cebulę, pora, zieleninę i mandarynki. Z zamykającej się hali poszła jeszcze do delikatesów, czyli z francuska- sklepu, w którym są frykasy. Nie zdobywszy żadnych frykasów, zapakowała do koszyka mrożoną marchewkę, kuskus i szczypiorek oraz słoiczek z „młotkowanym pieprzem z kolendrą” i saszetkę samej kolendry, DSCN7711której w swojej kuchni jeszcze nie miała przyjemności stosować.

 W domu nieco się zdruzgotała, bo wczytawszy się szczegółowiej w przepis, odkryła, że nie ma liści selera, że zieleninę robi się w kuskusierze bądź tez na parze, że czosnku powinno być ze dwa łebki, a nie jeden, że kminek się pojawił na liście w międzyczasie… Ogólnie przepis złożony z fajnych składników został tak skomplikowany, by go nie realizować. Cytrynna postanowiła zrobić po swojemu. Na szczęście miała w domu (ostatnią) puszkę pomidorów, która także w przepisie widniała, a która wcześniej się nie ujawniła. Ignorując przepis podjęła Cytrynna wyzwanie zutylizowania składników.

 DSCN7717

Oto procedura opisana skrótowo, co by osoby zainteresowane mogły ją powtórzyć bez łowienia treści z odmętów formy:

Cebulę jedną średnią zmielić w blenderze i na oliwie grzać. Zalać pomidorami z puszki i grzać dalej. Dodać mięso mielone (ok 300 g) i dusić. Przyprawić dwiema małymi łyżeczkami soli i jedną łyżeczką kolendry z pieprzem (względnie pół łyżeczką pieprzu i pół lub więcej łyżeczką kolendry, najlepiej mielonej lub młotkowanej). Zalać niecałą szklanką wody i przykryć.

 Umyć paprykę jedną normalną słodką, najlepiej czerwoną. Połowę zmielić w blenderze i dodać do duszonego, resztę pokroić i też dodać. Pół pora pokroić i umyć i dodać. Dusić. Gdyby parowało i gęstniało to nawadniać. Marchewkę mrożoną w ilości pożądanej ugotować i dodać.

 Zieleninę (pietruszka, koperek, szczypior) umyć i posiekać. 5-6 lub 3 ząbki czosnku posiekać, np. w blenderze i dodać na sam koniec. Około 200 gramów kuskusu przygotować tak jak się kuskus przygotowuje i wmieszać. Koniec.DSCN7646

 Kubki smakowe Cytrynny aż drżały z rozkoszy. Odkąd jej pamięć sięga, nie jadła czegoś tak dobrego. Wersja pierwsza była bardziej pieprzna (2 razy bardziej), ale też wspaniała. Wersja druga powstała później dla owrzodziałego Męża, którego kubki smakowe nie pracują i była łagodniejsza. Obie się sprawdziły. Obie podeszły i Staszkowi. Cytrynna je dziś cały dzień i wciąż jej mało. Mąż , którego kubki smakowe nie czują, że coś jest dobre, nie docenia, ale Cytrynna jest chwilowo zrealizowana. Dla Męża w posiłku jest za dużo smaku. Zdjęcie nie oddaje oczywiście istoty posiłku ani jego wspaniałości, bo zdjęcie powstało mimochodem nad trzecim talerzem kolacji, gdyż akurat się przypomniało.

 Cytrynna jest też zrealizowaną matką, która dba o swoje dziecko. Nie oddała go dziś ani przedwczoraj nigdzie ani na minutę i znosiła przez cały dzień dziecięcą nadpobudliwość. Dziecko nie pozwoliło matce na materacu na ziemi dospać i prędko wlazło na stół, co było oczywiście sygnałem do wstania. Ze stołu wskakiwało na parapet. Co chwilę pokazywało na wieżę widocznego przez okno kościoła Mariackiego i mówiło „bam” i matka starała się pilnować pełnych godzin, kiedy to otwierała okno, co by amator „bam-bam”, lepiej bam słyszał. Podzieliła się swoimi winogronkami z niewdzięcznikiem, który preferował zabawę durszlakiem i garnuszkiem zamiast jedzenia prozdrowotnych owoców. Z kolei amatorowi pluskania się w wannie napuściła wody do miski i postawiła na DSCN7708podłodze. On chlapał, a matka na bieżąco wycierała powstającą powódź. Umyła także włosy nieznoszącemu kąpieli rozkoszniakowi, który nie pachniał wcale rozkosznie. Zabrała go również do piwnicy, gdzie szła i pokazała mu piwnicę, której nie widział jeszcze. Z piwnicy zabrała go na pocztę, gdzie czekały na niego kapcie, których listonosz nie chciał przynieść do domu. Przyszły w samą porę, gdyż dotychczasowe kapcie pomoczyły się akurat chwilę wcześniej w łazience. Poszła z synem na szczyt klatki, gdzie przez okienko mógł podziwiać dach. Niedawno idąc obładowana obiecała mu że pójdą, więc poszli, bo nie była obładowana. Wygoglała także, że na wieżę Mariacką można będzie wchodzić dopiero w kwietniu. Wniosłaby go i dziś, taka była energetyczna po swoim kuskusie. Włączyła także dziecku telewizor na bajkę edukacyjną o samochodach Tonka, która była bardzo mądra i niosła taki przekaz, że jak się wysypie piach i zaleje wodą, to powstanie błoto, które zmniejsza tarcie. Żeby było edukacyjniej, zapodała telewidzowi wszystkie jego Tonki, sztuk 7. Jako idealna matka słusznie się nad sobą rozpływała.DSCN7712

Nadszedł jednak wieczór i do dziecka przyszła z pracy babcia. Idealna matka wykorzystała sposobność, by udać się do Rossmanna na promocję pieluch bez majtającego się między nogami dziecka chcącego WSZYSTKO z półek, a zwłaszcza to, co rozpoznaje. Akurat dziś startowała promocja 10% rabatu na rzeczy dziecięce, dla którego to rabatu matka się sprzedała i upubliczniła swój adres domowy w ankiecie. Gdzieś wcześniej w telewizorze mignęło matce, że na pampersy trwa dodatkowa promocja 52,99 plus chusteczki za 1 złoty. Uwzględniając regularny rossmannowy rabat wychodziło nieziemsko tanio. Matka pochwyciła tyle pieluch ile uniosła, a jednocześnie tyle, ile było w sklepie. Było tego 6 paczek. Chusteczek już nie było. Potrącona paczkami i przeproszona pani ekspedientka wykładająca towar zaproponowała, że przyniesie chusteczki z magazynu i tak tez zrobiła. Zaoferowała też kolejne paczki pieluch i Cytrynna poprosiła jeszcze o dwie. Zapłaciwszy za swoje drobne zakupy skromne niecałe pińćset, skonstatowała, że nie poniesie. Skorzystała z uprzejmości pana ochroniarza, który przechował połowę zakupów i zaniosła pierwszą z połów do domu. Zaniosła i drugą. Syn może bezkarnie lać w pieluchy jeszcze przez 3 miesiące. Cytrynna jest taką dobrą matką.

Jak ja szyję?

DSCN7640Szyję mistrzowsko… Wszystko, co wychodzi spod mojej maszyny jest idealne, dopracowane w każdym szczególe i tłumy się zabijają o to, kto będzie mógł nosić kolejne sukienki Cytrynny. Nie, tak nie jest. I nawet nie zależy mi na tym, aby tak było. Chciałabym tylko sama być zadowolona ze swoich prac. Nie jestem, bo i nie mam prac. Co wcale nie znaczy, że nie szyję.

Szyciu poświęcam wszystkie myśli i całe miejsce w szafie oraz czas, którym dysponuję. Mam materiały, mam sprzęt, od niedawna mam wyśmienitą deskę do prasowania (kupiona oczywiście okazyjnie dzięki obitej podstawce pod żelazko), a wkrótce dostanę także manekin. Manekin stoi w kąciku od rocznicy ślubu, ale Mąż nie ma kiedy mi go wręczyć, a nie wyjmę z pudełka sama, bo to takie nieuroczyste… DSCN7638Na nieszczęście jednak moje problemy wcale nie wynikają z braku manekina.

Mam także zapas materiałów, nad którymi rozpływam się, bo są cudowne. Większość moich materiałów to kwieciste bawełny, ale mam też kilka jednobarwnych dzianin.

Mam odmalowane wykroje, które przykładam do materiału i odważnie tnę. Potem je obrysowuję starannie czym popadnie i odpinam. Staram się pilnować szpilek, bo mam małe dziecko, a małe dzieci podobno połykają szpilki i giną. Moje czasem jakąś znajdzie, bo szpilek nie da się upilnować i wtedy mi oddaje. Mi osobiście kiedyś weszła w nogę gigantyczna szpila, ale to nie było w żadnej pracowni krawieckiej, tylko na plaży w Jantarze. Tnę więc, rysuję i zszywam na mojej wypasionej maszynie. Idzie jakoś. Zabezpieczam końce, szyję po narysowanych liniach. Przymierzam. DSCN7641Pierwsza chwila prawdy. Na ogół zwisa i jest do niczego, ale w tej dobrej wersji bycia „do niczego”, że można uratować, bo gdyby opinało, to PO PTAKACH. Zupełnie ostatnio jednak używałam wykroju w mniejszym rozmiarze i prawie nie zwisało. Ponadto użyłam dzianiny rozciągliwej we wszystkie strony i okazało się, że nie trzeba wszywać zamka. Wszystko zapowiadało się tak optymistycznie, jak jeszcze nigdy. Przerwałam szycie w momencie pozytywnym, by wrócić do niego w momencie bardziej sprzyjającym.

Zapomniałam dodać jeszcze rzeczy bardzo istotnej- szyję głównie wieczorami, gdy padam na twarz a moje nerwy aż rwą się z postronka i są podrażnione niczym ząb u nieumiejętnego dentysty. W dzień czasem miewam czas, ale wtedy na ogół zmywam DSCN7639naczynia, których przez noc w tajemniczych okolicznościach urosła fura i przywracam resztę do domu do stanu, w jakim bywa on przez tą chwilę po przywróceniu zanim dziecku stan względnego uporządkowania nie wyda się nieprawidłowy. Biorąc pod uwagę czas bycia naczyń czystymi i czas bycia mieszkania uporządkowanym, to robię BEZ SENSU. Jeśli dodać do tego jeszcze fakt, że moje nerwy w dzień, chociaż nieco podrażnione, nie rwą się jeszcze nigdzie, o wiele lepiej zrobiłabym szyjąc właśnie w dzień.

Wczoraj wieczorem, po całym dniu uganiania się za wskakującym na łóżka i podchodzącym niebezpiecznie blisko do ich brzegów synem, który uparcie odmawiał zjedzenia czegokolwiek nieczekoladowego, zasiadłam do maszyny i do przerwanej sukienki, która zapowiadała się idealnie. ByłDSCN7645 to krój wyszczuplający i udało mi się idealnie spasować wszystkie szwy tak, by schodziły się w jednym miejscu. Każda przymiarka zachwycała. Należało jeszcze tylko przyszyć starannie przygotowane odszycie dekoltu i rękawy, także przygotowane. Minęło wiele godzin, popłynęło wiele autentycznych łez, nadszedł jeden moment odzyskania utraconych nadziei i jeszcze bardziej druzgocąca chwila klęski po tym momencie. Dekolt zupełnie nie wyszedł. Dzianina w trakcie prucia gubiła swoje dziane oczka, dekolt powiększony celem zakrycia tych pogubionych oczek też nie wyszedł. Można jeszcze odpruć całą górę i zmienić na jednokolorową z JAKIMŚ ŁATWIEJSZYM dekoltem. Ale nie ma w domu NIKOGO, kto podjąłby się odprucia tegoż.

Jestem ofiarą złudzenia, że dzianina jest łatwiejsza. Każde takie złudzenie, kosztuje mnie dodatkowe centymetry gdzieś (na szczęście nie wiem ile, ani gdzie dokładnie). Po każdym takim złudzeniu trudniej szyć, bo i figura już nie ta, co przed nim i wiara we własne możliwości mniejsza. Nie mogę się jednak poddać, bo bardzo potrzebuję sukienek. Za którymś razem jakaś wyjdzie…

DSCN7642

Dlaczego ja nie robię komiksów?

DSCN7547

(Można powiększać.)

O kinie, egzaminie i świeceniu oczami

DSCN7223Cytrynna dziś, po pełnym roku, poszła do kina i to z własnym Mężem. Mieli prawdziwą randkę! Dzień zaczął się niezbyt sympatycznie, bo migreną, a migrena trwała od wczoraj i była bezpośrednim skutkiem mało satysfakcjonującego egzaminu oraz przygotowań do niego, ale blog Cytrynny nie jest ciekawym przypadkiem Benjamina Buttona  by pisać tu tak retrospektywnie.

Cytrynna pożera w nocy kaszę jaglaną co by nie miewać migren i udaje jej się mieć je rzadko. Tym razem jednak uczyła się do egzaminu i jadła czekoladę, więc przed snem nie miała już spustu na kaszę, w dodatku mało spała, a potem jeszcze zaszły różne czynniki jak głód i stres, które zapewniły zagwarantowany głowoból. Za to spała sama, bo Mąż czuwał nad Staszkiem, aby ten nie zbudził studentki. Śpiąc sama zabawiła się rano w budzik. Zabawa w budzik polega na nastawianiu budzika dużo wcześniej niż to absolutnie konieczne z DSCN7274nadzieją, że coś się rano jeszcze zrobi i stopniowym przestawianiu go co 10 minut. Z czasem zaczyna się przestawiać go co 15 minut myśląc, że to już naprawdę ostatni raz. W efekcie wstaje się w zupełnie ostatniej chwili wcale niewyspanym i nic nie zrobiwszy, ale jakieś uczucie błogości i dodatkowe wspomnienie czasów panieńskich towarzyszą całej akcji. Mąż po ślubie stanowczo sprzeciwił się takiej zabawie.

Egzamin sobotni był egzaminem ustnym po piątkowym egzaminie pisemnym. Egzamin pisemny sprawdzano dyskretnie, to znaczy, że albo cała strona była dobrze, albo źle. U Cytrynny tylko połowa stron była dobrze, ponieważ jedna z pozostałych stron była dobrze tylko w połowie, a druga zawierała tylko połowę tego, co zawrzeć miała. Ta, na której połowa była źle, była zaś skutkiem złego nauczenia się poprzez dostanie oczopląsu przy znaczkach. W efekcie egzamin pisemny oceniono na 3,5, chociaż był blisko piątki. Z ćwiczeń była piątka. Gdyby nie oczopląs DSCN7294przy znaczkach, byłoby cudownie. Na egzaminie ustnym była duża obsuwa czasowa. Cytrynna czekała prawie godzinę na swoje wejście mimo precyzyjnie określonych godzin wejść. W efekcie weszła zestresowana i głodna. Zadano jej pytania. Spodziewała się losowania pytań. Była gotowa powiedzieć coś na każde z około 200 zagadnień. Zapytano jednak o takie jedno jedyne, które w ogóle pominęła, bo nie było fajne.  Ale nie mogła była na ten egzamin pójść w pierwszym terminie i musiała iść teraz i została gorzej potraktowana, gdyż był to tak zwany drugi termin. A ponieważ piździło jak na Uralu i padało jeszcze, to Staszek nie mógł towarzyszyć matce i świecić oczami. Skutkiem tego było otrzymanie oceny dobrej. Zupełnie nie satysfakcjonującej. Jednak zmęczenie i zaczynająca się migrena sprawiły, że Cytrynna nie miała dość śmiałości by wzorem swego Męża sprzed lat rzec, że chce więcej. Mąż przed laty wybronił się na pełną piątkę w niecałej trójki. Bo Mąż pisze tak, że nikt go nie rozumie, a potem zawsze się wybrania. Ale on jest fizykiem, a Cytrynna tylko fizyczką. Mąż każe jeszcze dodać, że w owym czasie bezczelne żądanie nagannie ubranego DSCN7301studenta, by zamiast trójki dać pięć i pół tak zatkało ówczesnego profesora, że kazał przyjść dopiero po kilku godzinach. Dostał w końcu 5, ale tylko dlatego tylko tyle, że profesor nie chciał zafirmować swoim nazwiskiem tak wysokiej oceny u takiego dziwaka.

Dzień z migreną jest ogólnie stracony. Mąż bezczelnie twierdzi, że dla Cytrynny dzień stracony to tylko 14%, a dla niego to aż 50%, bo przecież pracuś jeden ma tylko dwa dni w tygodniu na rozrywanie się, a Cytrynna się rozrywa każdego dnia tak samo, a właściwie to nie musi się nawet rozrywać, bo jest rozrywana przez dziecko. I kopana. Tym razem Cytrynna ledwo żyła, a Mąż dopytywał się, czy i kiedy pójdą na spacer. Staszek niezbyt współpracował, bo stresował. A stresował tak, że sam sobie przysuwał krzesło do biurka w kuchni, by wejść na krzesło, z krzesła na biurko a na biurku stanąć i zdjąć z Bardzo Wysokiej Półki pilotDSCN7312 do telewizora. Następnie bez demolki schodził w dół, ale czynność powtarzał pokonując nawet zgrzewkę wody mineralnej chroniącą biurko przed najeźdźcą.

Migreny Cytrynny zwykle kończą się po nocy, ale ta nie. Ta trwała jeszcze rano i dopiero o 11:30 udało się w jako-takim stanie opuścić dom. Zaplanowano, że rekonwalescentka powiezie rodzinę nad morze, na Zaspę, gdzie mieści się miejski parking przy miejskim spacerniaku. Powiozła. Jazda po mieście w niedzielę jest wspaniała. Także zielony rumak spisywał się wyśmienicie i nie gasł wcale. Być może jemu temperatura otoczenia odpowiadała. Rodzinie nie. Spacerowano, stręczono Staszkowi plac zabaw, ale nie wywarło to na nim wrażenia, chyba że ujemne. Spotkano koleżankę z rowerem i dała się karnąć. Do samochodu wrócono relatywnie szybko z fioletowymi twarzami (Cytrynna) i odmrożonymi dłońmi (Cytrynna i Staszek, który od niedawna nosi rękawiczki). Na miejsce rozgrzewki obrano restaurację Macdonald’s, do której rodzina DSCN7411posiada kupony zniżkowe. Jest to nad wyraz ekskluzywna restauracja, która w toalecie posiada nawet przewijak! Posiada i krzesełko do karmienia dzidziusiów, ale tej rodzinie nie było ono już potrzebne, bo synek jest już duży i bardzo dobrze siedzi na kanapie.

W Maku, czekając na tatę i zamówienie, synek podzielił się karteczką ze zniżkami z siedzącym nieopodal bardzo modnie ubranym chłopcem wyglądającym na czterolatka (jak Staszek). Chłopiec zauważył Stasią koparkę z plejmobilu i spytał co to za zabawka licząc zapewne, że z zestawu, na który i on czekał. Cytrynna odparła, że zabawka jest z domu, a chłopiec pytał dalej, jaką zabawkę wybraliśmy z zestawu, na co z kolei Cytrynna odparła, że żadnej. I wtedy chłopiec postanowił zabić ćwieka pytaniem: DLACZEGO? No bo dlaczego nie wzięto zabawki z zestawu? Cytrynna jednak świetnie wybrnęła z opresji i usatysfakcjonowała swą odpowiedzią chłopca, co było widać: „bo jeszcze stoimy w kolejce”.DSCN7430

Przyjechawszy do domu, podano nieśpiącemu jeszcze Staszkowi mleko i on od razu zasnął. Rodzice zjedli gotowane warzywa i zostawili synka babci, a sami poszli do kina. Było to ich pierwsze wyjście do kina od roku i drugie od poczęcia synka, gdyż w ciąży nie chodzili najpierw z powodu zimy i awersji do marznięcia, gdyż Cytrynna wyjątkowo marzła, później zaś z niemożności usiedzenia. Rok temu wzięli Staszka z gondolą i poszli do kina wszyscy wraz, gdzie dzidziuś najpierw spał, a potem się przyssał i dał doobejrzeć film nie przeszkadzając ani rodzicom, ani widzom. Filmem sprzed roku była Róża i ani Cytrynna, ani Mąż nie wiedzieli wówczas kto to reżyserował. Dowiedzieli się dopiero dzisiaj, gdy po obejrzeniu DSCN7340Drogówki się zainteresowali. Nie zamierzają z kolejnym pójściem do kina tak długo zwlekać, ale raczej długo pozostaną pod mocnym wrażeniem nowoobejrzanego filmu. No i mieli randkę. Taką zupełnie tylko we dwóch. Bez dziecka i z kinem, które przecież jest typowo randkowe. Może nie było typowo randkowe, jeśli chodzi o dobór filmu, ale jeśli chodzi o formę spędzania czasu, to nikt im tego nie odmówi.

Ponadto Cytrynna zrobiła dziś wyjątkowo smaczny gulasz na jutro. Już wie, że Mężowi pewno nie zasmakuje, bo jest pyszny, a Mąż ostatnio gustuje w jedzeniu bez smaku. I byli wujkowie u Staszka. Wujkowie są ekstra. Jeden wujek foci Staszka tak, że ludziom gałki z orbit wypadają a serca kobiece płyną, drugi wujek zaś jest ojcem chrzestnym i trzyma Staszka na kolanach, a tu z  kolei sam Staszek się rozpływa.

Stasz