Przechodniu beknij sobie

DSCN7882Przyjechaliśmy na wieś i stopniowo rozgrzewamy dom z temperatury przeraźliwie niskiej do znośnej po to, by jutro odjechać. Już wczoraj wieczorem dałam znać, że mam zatoki i nie zamierzam ich wystawiać na mróz, bo będą chorsze. Mąż  z kolei zresponsował, że on nie zamierza zużywać weekendu na siedzenie w domu i jeśli ja nie zamierzam być całego dnia na podwórku, to on pójdzie sobie do pracy na dzień cały, bo ma co robić, a weekend służy do zwiększenia wydajności a nie do jej zmniejszenia. Wydajność można zwiększyć wykonując pracę lub regenerując siły na powietrDSCN7955zu. Zmniejsza się ją siedząc w domu i gnuśniejąc. Zasypialiśmy w atmosferze konfliktu, ale rano zbudzeni dzieckiem zgodnie wstaliśmy i znieśliśmy plecaczki do samochodu, gdyż bagażnik wypchany był nowymi komodami na klocuszki, samochód stal już pod oknami jak to w weekend tylko może, a pogoda była ładna i głupio nie jechać. Zanim osiągnięto zgodę Mąż przedstawił swoje roszczenia dotyczące planu dnia i okazało się, że są akceptowalne. Jechałam ładnie. Raz laska w małym samochodzie, co to jest tak mały, że nie widać go nawet w lusterkach, wjechała mi w martwy punkt, ale ja miałam refleks i Mąż ani pisnął. Jechałam tak ładnie, że nie zazrzędził ani razu i tylko w okolicach fotoradarów przypominał o ich istnieniu. Potem nawet  stwierdził, że się wyrobiłam. Albo rzeczywiście, albo ma wyrzuty sumienia po wczorajszych studentkach i dlatego jest taki miły.

Spędziliśmy leniwe przedpołudnie w Kościerzynie jedząc pizzerki z salami i szwendając się. W najlepszym mieście świata ktoś życzliwy dał poradę zdrowotną (zdj. 1), którą Mąż i Staszek próbowali uskutecznić. Zaszliśmy do Lemon Tree na barszcz i on był ekstra. CDSCN7818hociaż regularnie powtarzam barszcz z przepisu, nie udaje mi się tego efektu osiągnąć. Pani Kasi było bardzo miło, gdy zamówiliśmy drugi. Zamawialibyśmy do oporu, ale czekały nas spacery za jasności, a i Staszek nie współpracował za dobrze. Przy pierwszym barszczu stanął tyłem do nas na skórzanej kanapie i gapił się w przestrzeń. Skwapliwie korzystaliśmy z chwili spokoju, chociaż jednocześnie niepokoiliśmy się bardzo. Przy drugim barszczu trochę pochopnie wyrwaliśmy go z osowienia i zaczął sprawiać trudności. Mogliśmy byli dać mu kilka minut więcej.

Wieś powitała nas śniegiem po kostki. Ktoś DSCN7938(ratrak, pług, jak zwał tak zwał) odśnieżył nam drogę zasypując cały podjazd. Żeby wejść na teren działki długonogi Achilles musiał przeskoczyć płot, wziąć z szopy łopatę i wytorować drogę do furtki oraz zrównać z ziemią jej bezpośrednią okolicę, bo nie latała ani wte ani wewte. Po zmianie pieluch ruszyliśmy dalej. Niedokładnie naprędce odśnieżone hałdy śniegu utrudniały zawrócenie. Koła utknęły w zaspie, Mąż spytany jak kręcić odparł: „tak tak tak tak i tak” wykonując jednocześnie ruch ręką jakby skreślał błędnie napisane słowo. Spytany o kolejność tych „taków” zaoferował, że może on zawróci. Ze dwa razy się tak oferował, ale ponieważ pod maską mamy setki konia ja jestem tak wyśmienita i mam tak dużo wyobraźni przestrzennej, to konie sobie poradziły ze śniegiem i pojechaliśmy do Juszek drogą przez las z głębokimi koleinami.  Staszek zaczął przysypiać i musieliśmy szybko wysiadać. Ale nie mogliśmy wysiąść, bo jechaliśmy. Znaleźliśmy inną drogę nad nasze Strupino i na szczęście ktoś tamtędy już jechał, więc była przejezdna. Szybko zabrakłoDSCN8051 miejsca na aparacie, bo ktoś zdjął tylko dwa foldery. Przeglądaliśmy, co można by usunąć. Był już nawet wyznaczony do usunięcia film sprzed trzech tygodni, w którym Staszek chodzi po błocie a ja nieświadoma, że to film mówię, żeby Mąż focił, to naszym znajomym z Warszawy wypadną gałki z orbit, że nie przyjechali na roztopy, ale Mąż stwierdził, że gdzieś była seria pięciu filmów i żebym spośród tamtych jeden usunęła. Staszek, który czekał na zrobienie fotki nurzając gołe łapy w śniegu się wówczas wkurzył i skończyło się na bezfociu i małej furii. Wróciliśmy do domu i Stasio usnęło otulone termoforami, a my zajęliśmy się tym, po co tu przyjechaliśmy, czyli segregowaniem klocków Lego, które kupiliśmy na Święta a myliśmy przez cały wyjazd ślubny i suszyliśmy przez całą ostatnią nieobecność. Złożyliśmy 3 nowe DSCN7994komody na klocuszki. Było wybornie, uroczo i rozkosznie. Mąż bardzo chwali sobie integrację sensoryczną poprzez klocki Lego. Z obudzonym Stasiem obejrzeliśmy film na diwidi*. Próbowaliśmy jeden film, ale nie dość, że miał napisy, to zacinał się. Zmieniliśmy na „Narzeczoną dla geniusza” i to jest od dziś mój ulubiony film. Oglądaliśmy go do końca trzymając Staszka siłą na dole i powyżej pory usypiania, bo ja odmówiłam zostawienia sobie części na śniadanie. Trzymany siłą Staszek zainteresował się suwakiem własnej bluzy i już kuma jak to działa.

Muszę jednak pozostawić drogich czytelników z pewnym niedosytem informacji o naszym sielskim życiu, gdyż noc jest krótka, a nie dość, że mamy kuriozalne ilości klocuszków do rozsegregowania, to jeszcze chcemy się oddać odśnieżaniu, bo to wywołuje endorfiny i tak spędzaliśmy podroż poślubną, więc wiadomo.

*Film był tak naprawdę na fałcede i trzeba było w połowie zmienić płytkę. Gdybyśmy byli w kinie studyjnym, to byłby na dyskietkach i je trzeba byłoby zmieniać co 10 sekund. Stąd nazwa- studyjne, bo to studenci zmieniają te dyskietki.

   DSCN8124

DSCN8123

DSCN8010

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s