Kulig

DSCN8768Nasze nigdy do tej pory nie chorujące dziecko właśnie zachorowało. Tak naprawdę jest to jego drugi raz, bo za pierwszym razem miało trzydniówkę. Ponieważ dziecko nie chorowało, to nie mamy w tym doświadczenia i nie znamy się i samo dziecko nie toleruje aspiratora , bo też się nie zna i nie kuma. Od poniedziałku siedzę podminowana na poduszce pełnej szpilek i czekam na rozwój sytuacji. Nie czekam jednak bezczynnie. Poniedziałek powitał nas lekką gorączką i mikro-katarkiem, a akurat byliśmy na wsi, pojechaliśmy więc do naszej pani doktor, która jest bardzo dobrym lekarzem. Pojechaliśmy do niej jednak właściwie bez objawów, chcąc uniknąć rozwoju sytuacji, który to rozwój musiał jednak nastąpić. Sytuacja była umiarkowana. Synek mało jadł, był wesoły, czasem cieplejszy, czasem nerwowszy, po syropie od pani doktor ruszyły mu gile z nosa. Ale były to gile subtelne jak on sam-białe. I tak trwała ta sytuacja aż do dziś. Dziś natura kaszlu, do tej pory wilgotnego i aż miło zmieniła się w lekko niepokojącą. DSCN8785Lekko niepokojące były też gorączki trwające z przerwami na podanie ibupromu. Przechodziły i wracały a synek korzystał z życia wcale nie wyglądając choro. Tylko matka, znana z  żelaznych nerwów Cytrynna, niepokoiła się.

Mąż powrócił dziś już o 20, czyli nadzwyczaj wcześnie po to by zabrać dziecko do lekarza. Wszak jutro matka ma zajęcia i musi na nich być, a w dodatku niepokoi się. Nasza chęć powiezienia biedaczka samochodem spotkała się z lekkim oporem babci dzidziusia, która wie, ze w samochodzie zawsze jest zimno. Poza tym już planowano sprowadzenie znajomej pani doktor na jutro. Jednak babcia dzidziusia wie, że pragniemy jego dobra równie bardzo jak ona, a nie miała ochoty bawić dzidziusia w czasie gdy my byśmy rozgrzewali auteczko od środka, więc opór swój schowała do kieszonki i poszła do siebie. Po chwili do Męża zadzwoniła jego babcia i jęła przekonywać, że można jutro wieczorem DSCN8799zaprosić panią doktor albo w dzień pójść do przychodni, do której nie jesteśmy zapisani i tam zostać przyjętym przez bardzo sympatyczną panią doktor (tylko kto szedłby w dzień?). Mąż nie chce powtórzyć szczegółów tej rozmowy, bo je od razu wyparł. Ale z grubsza chodziło o coś takiego: „nie jedźcie do lekarza, bo to wasz pomysł, który przecież nic nie kosztuje”. Zdanie to najdoskonalej wyraża stosunek negatywny do idei i cele przeciwnika, czyli potrzebę kontroli sytuacji oraz potrzebę wydawania pieniędzy, które to jest jedynym widocznym sposobem dbania o dziecko. Zachowaliśmy się po męsku niczym trzech mężczyzn i szybko przywiozłam Lanos pod okno a pozostali dwaj zakutani w mięciutki kocyk zeszli i powiozłam. Okazało się, że nikt jeszcze nigdy nie zgłosił Staszka do ubezpieczenia, ale to nic. Zajęła się nami bardzo miła pani doktor i słuchała bardzo szczegółowo co miał do wycharczenia Staszek. Staszka w tym czasie tuliła matka i głaskał ojciec i dziecko zapomniało, że przy osłuchiwaniu zawsze płacze. Po skończonym badaniu to nawet się uśmiechało i zagadywało i machało i robiło papa. Tym niemniej werdykt brzmiał jak wyrok śmierci: zapalenie oskrzeli. Mało tego, jeśli nie mamy inhalatora, to musimy do szpitala. Co prędzej w najbliższej aptece kupiliśmy tą drogą gwarancję leczenia domowego i w kolejnej aptece zdobylismy leki. Do wszystkich wiozłam po nocnym mieście niczym zawodowy taksówkarz.

DSCN8805Wróciliśmy do domu i rozpoczęliśmy leczenie. Tak naprawdę to Staszek, który od samej wizyty u lekarza poczuł się zadbany i lepiej, poszedł spać i wstanie o dogodnej godzinie na antybiotyk co by wszystkie pory były dogodne. Inhalatora nie udało się od razu uruchomić, bo jak tu wprowadzać nowości chcącemu spać dziecku? Ale możemy sobie winszować i gratulować, bo jednak zareagowaliśmy szybko i zrobiliśmy wszystko.

Nie gratulujemy i nie winszujemy, bo jest fatalnie. Różne leki i inhalacje mają być w sumie jakieś 17 razy na dobę a nikt się tego nie podejmie poza nieszczęsną matką. Ja mam jutro dwie laborki. I nie pojedziemy w weekend na żadną wieś. A mielibyśmy po co jechać. Na wsi na pewno leży jeszcze śnieg, a do nas dziś przyjechały sanki. Wszystko mające sanki z pchaczem, ciągnikiem i śpiworkiem. Nasz synek potrzebował sanek i oto ma. I już je lubi. Początkowo nieufny, gdy ujrzał na sankach Kubusia, pozazdrościł i też zachciał. Zaradnej matce udało się zorganizować nawet kulig przez dywany, których pełno leży w całym domu. Podczas kuligu spadał Kubuś, następowała zamiana miejsc, dołączała małpka i tylko jeden jedyny miś powszechny* przez całą trasę zachował swoje miejsce w koszu na piłeczki. Sanna była oczywiście pyszna i tylko biedny chorutki rozkoszniak nie miał apetytu.

*Trzeba wiedzieć, że każdy miś powszechny nazywa się tak samo i jest sobie równoważny. My mamy ich 4 i kilka mniejszych, a ten jest piąty z takich samych i obecnie dzierżawi go Staszek.

DSCN8816

Reklamy

7 Responses to Kulig

  1. Lolinka says:

    A miałam Ci w poprzednim poście napisać, że jak Gap się w taki sposób zachowuje to nazajutrz jest chory, tylko krakać nie chciałam, żeby potem nie było na mnie…

    • cytrynna says:

      Lolinko należy się zachwycać kuligiem, którego dotyczą zdjęcia a nie krakać:) Stan odmawiania jedzenia jest bardzo normalny u Staszka i nigdy jeszcze nie zaowocował chorobą, co najwyżej źle przespaną nocą.

      • Lolinka says:

        Bardziej chodziło mi o to, że odmówiwszy jedzenia położył się na glebie i udawał, że go nie ma. Tak mi się skojarzyło z jedną z bardziej widowiskowych chorób Gabrysia, sprzed nieco ponad roku. Nieważne. A kulig był wspaniały i się zachwycam, z tym, że introwertycznie :).

      • cytrynna says:

        Ja bardzo bym się cieszyła, gdybyś się zachwycała chociaż do mojej wiadomości, ale skoro napisałaś, że introwertycznie, to ja już mam tą wiadomość i bardzo się cieszę:)

  2. katya says:

    U mnie Majka też podziębiona, od tygodnia ma 37-38 ale w życiu byś nie powiedziała, że dziecko ma temperaturę. Sprawdzałam nawet termometr, czy działa, no ale działa, u mnie jest 36,6:) Młoda fika, wygłupia się, rozłożyłam jej namiot w pokoju (wy kuligujecie a my biwakujemy:D) a dzisiaj to nawet myślimy czy by wieczorem na wieś nie wyruszyć, jeśli będzie poniżej 37 to nawet lepiej. Dostała antybiotyk, ale się wstrzymałam z podaniem, bo ona w ogóle nie bierze takich rzeczy (raz 2 lata temu) i wolę ją przed tym uchronić. Trzymajcie się tam w zdrówku!

    • cytrynna says:

      Jest taka wiosna, że nic tylko się wybierać i jeździć. My z Mężem to też lada chwila się sypniemy i zlegniemy. Oboje niezależnie to poczuliśmy. Ale w ogóle to myślałam, że chore dziecko to leży w łóżeczku, a to ani leży, ani je, ani odpoczywa… Ja byłam inna…

  3. Pingback: Zabawy na śniegu | Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s