O tym, co kogo wyraża

DSCN9316Cytrynna i Mąż przegapili wiosnę. Poza zeszłotygodniowym dwugodzinnym spacerem nie zobaczyli ni skrawka wiosny. Mąż indywidualnie mijał się z wiosną w drodze do pracy, którą ma daleko, ale Cytrynna tkwiła w więzieniu z chorym Staszkiem przez całą wiosnę. Wiosna minęła, a Staszek może wyjść z domu tylko w razie braku wiatru, więc nie może, bo na brak wiatru nie da się narzekać.

Wczorajsza prognoza pogody na pewnym portalu pogodowym nastraszyła, że od dziś będzie ujemnie i coraz zimniej, a odczuwalnie zawsze o kilka stopni mniej niż odczują termometry. Trzeba się więc było rekreować dziś zamiast jutro. Pogoda niespodziewanie dopisała i mimo chłodu świeciło słońce. Wiało też trochę mniej niż na Uralu. Cytrynna i Mąż popędzili więc na dalekie Przymorze do Leclerca po herbatę, którą pija Cytrynna, a której w całym mieście nie ma. Zatankowali tam paliwo dla Lanosa tracąc cenne pół godziny w kolejce na bardzo źle zorganizowanej stacji z tanią benzyną. DSCN9300Kupili też auteczku 3 gąbki do szyb, a synowi konewkę dla małego ogrodnika, koszulkę w twarzowe smerfy w kolorze czerwonym, który wyraża Staszka* i herbatkę o smaku rumianku co by pił. Następnie pojechano w kierunku Jelitkowa, czyli jeszcze dalej, lecz nie dojechano do morza, bo po drodze zatrzymały ich łabędzie na wyspie i dużo innych ptaków. Zaparkowali w parku przy dawnej siedzibie uniwersytetu, a jeszcze dawniejszym Dworze Przymorze i obdzielali ptactwo suszonym chlebem od dawna wożonym w samochodzie.

Cytrynnę karmienie ptactwa tak rozgrzało, że zrzuciła wszystko oprócz sukienki i karmiła zwiewnie niczym gęsiareczka. Niestety kolejne już zdjęcia ukazują, że sukienka wcale nie jest taka fajna jak się wydawała, więc być może problem leży w sukience, a nie w otoczeniu. Sukienka dostanie oczywiście jeszcze swoją szansę na zielonym tle i na szczuplejszej Cytrynnie. Bo sama Cytrynna od wtorku w ramach wuefu dla studentów pierwszego roku będzie skakać w wodzie i zostanie to nazwane aqua-aerobikiem. Mąż akąto szczuplenia kupił żonie wyrażający ją czepek*.

DSCN9379Karmienie skończyli w samą porę i w jeszcze lepszą porę zapakowali się do samochodu, a ruszyli już zupełnie idealnie, bo zza płotu, z terenów o nieznanym zastosowaniu, które kiedyś należały do uniwersytetu, nadchodził zataczając się człowiek o wyglądzie nietrzeźwym. Nadchodził i rozmawiał, lecz nie wiadomo czy do telefonu, czy w przestrzeń. Lanos ledwo zdążył uciec przed jego na boki krokami. Mąż twierdzi, że pojedynczy człowiek pijany nie jest zdolny do agresji, natomiast Cytrynna ma obawy, iż jest przeciwnie. Dojechali do pobliskiego ronda i krążyli po nim chwilę zastanawiając się co dalej, a następnie zdecydowali, że jadą w kierunku, który obrali, czyli tam skąd przyjechali. Znów w samą porę, by mijając przystanek tramwajowy zobaczyć, że niezdolny, lecz skłonny do agresji pijany człowiek tłucze szybę na przystanku. Być może to właśnie go wyraziło*. Cytrynna widziała tylko kątem oka, bo musi się skupiać na przedniej szybie, a rzecz się działa w bocznej, ale postąpili jak obywatele i bezzwłocznie zadzwonili na 112 oraz zawrócili na pobliskim skrzyżowaniu. Numer 112 odpowiedział natychmiast jak to się jeszcze nigdy w potrzebie nie zdarzyło, wypytano Męża o DSCN9465szczegóły, a następnie poproszono o wykonanie jeszcze jednego telefonu- bezpośrednio na policję (widocznie dyspozytor w centrum zgłoszeniowo-interwecyjnym nie ma prawa przyjąć skutecznie zgłoszenia). Żenada. Zawrót na skrzyżowaniu pozwolił się przekonać, że człowiek pijany i skłonny do agresji mimo stanu nietrzeźwego bez problemu oddalił się z miejsca zbrodni. Kolejny zawrót na rondzie pozwolił zaś podjechać pod przystanek i sfotografować.

Cytrynna i Mąż są z siebie bardzo zadowoleni, z policji i służb nie są wcale zadowoleni, zaś Cytrynna ma zupełnie okiełznane duże skrzyżowanie. W drodze powrotnej zatrzymano się na całotygodniowym zielonym rynku w Oliwie i zakupiono jajka prosto ze wsi. Stasiaczek uwielbia jajecznicę na szynce. Cytrynna wykonała przy parkowaniu kilka trudnych manewrów, które mocno popchnęły ją do przodu w kunszcie kierowniczym. Kolejnym przystankiem był sklep Wojtka. To tam Cytrynna zrobiła swoje pierwsze parkowanie w zatoce- takie z wjazdem na krawężnik celem wycofania się z krawężnika i schowania kuperka w zatoce. Nie wyszło może zbyt profesjonalnie, ale kuperek nie wystawał.

DSCN9423Sklep Wojtka jest najfajniejszym miejscem w mieście. Lepszym niż Madison, restauracja Macdonalds, Vision Express i wszystkie gdańskie Lidle oraz zoo w sezonie razem wzięte. To w sklepie Wojtka Cytrynna i Mąż spędzali każdą wielogodzinną randkę w ciąży- nawet na miesiąc przed porodem, gdy Cytrynna ledwo się toczyła i wcale nie zginała. Po porodzie poszli raz ze Stasiem, ale on nie docenił i nie chciał spać w wózku, gdy rodzice randkowali. Potem kilka razy wyrwali się sami na króciutkie mini-randeczki. Być może wkrótce będzie można awansować/przywrócić Staszka do roli pełnoprawnego chodziciela z rodzicami do sklepu Wojtka. Wojtek sprzedaje tam klocuszki. Ale nie byle jak. On ma je w skrzyniach i można grzebać i wyszukiwać. Dzisiaj wystarczyło wejść na chwilę by poczuć spływające szczęście. Ono się tam unosi. Rodzice Staszka, jak to typowi myślący tylko o dziecku rodzice, kupili mu drewniane misie. Już miał podobne, ale utopił jednemu łepek w kibelku, więc dostał nowe, a stare musi oddać. Musi oczywiście oddać też nową wersję utopionego łepka.
Staszeczek jest rozkoszny i DSCN9455podaje gościom kapcie, a gdy słyszy domofon, to bezbłędnie zgaduje, kto idzie i które kapcie należy przygotować, a gdy je obiad, to gmera palcem w talerzu po to, by odsłonić misia z siatką na motyle, bo sam ma podobną. Do Staszeczka przyszli dziś wieczorem wujkowie i nie wyrobił z kapciami. Ale za to na wiadomość, że telefon się wyłącza, bo bateria jest słaba i trzeba naładować, poszedł do pokoju i przyniósł dwie baterie aparatowe i zapodał. Matka mu się rozpływa gdy robi takie rzeczy.

DSCN9464A Staszkowa babcia zaobserwowała dziś na jego rączce rumień bądź odparzenie lub oparzenie. Rzecz wyglądała groźnie i babcia zachowała mnóstwo zimniej krwi nie dzwoniąc od razu do rodziców, którzy przecież po tygodniu wyszli na 3 godziny z domu. Rodzice wrócili, usłyszeli i też zachowali zimną krew, po czym wzięli syna do łazienki, włożyli rzekomo oparzoną łapkę pod kran i zmyli z niej ten soczek z buraczka.

*Cytrynna miała kiedyś koleżankę, którą wyrażały czubki jej butów. Koleżanka nie chciała jeździć citroenem c3, który był taki słodki i zapakowany jak cukiereczek, bo źle ją wyrażał. Koleżanka żyje teraz w stolicy i to pewnie też ją wyraża.

IMGP9510

DSCN9406

DSCN9467

Reklamy

One Response to O tym, co kogo wyraża

  1. Mąż says:

    Jejku, jakie to jest wszystko miłe! Musimy, ale to musimy mieć wycieczki, randki, spacery (WRS)! Z tego są takie sympatyczne foty i wpisy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s