Zabawy na śniegu

DSCN9509Kiedy dwa tygodnie temu kupiliśmy sanki, wyśmiano nas. Wszak wydawało się, że sanki w tym roku już się nie przydadzą. Źródła bardziej profesjonalne i lepiej obeznane w tym, co należy dziecku kupować, to miast wyśmiać, skrytykowały. Sanki, które zakupiliśmy, mają metalowe płozy, a takie łatwo się wywracają. Ponadto są krótkie i nie dość, że w tym roku się nie przydadzą, to za rok będą zupełnie za krótkie. Oparcie jest za niskie, same sanki za wąskie, śpiworek do nich dołączony za cienki. Oparcie ponadto na pewno gniecie. No i wiadomo- sanki to nie środek transportu- nie nadają się do przemieszczania, bo my wprawdzie tego nie wiemy, ale na sankach jest bardzo zimno.

Kiedy więc niespodziewanie spadł śnieg i powróciła zima, złamaliśmy wszystkie przepisy bhp i inne i wyrwaliśmy się z więzienia, w którym tkwimy od dwóch tygodni. Poszliśmy ze Staszkiem na śnieg by przekonać się, czy sanki są rzeczywiście kompletnym bublem i do niczego.  Wyjście na świeży śnieg w ciepły zimowy dzień to coś równie naturalnego jak kąpiel w jeziorze w ciepły letni dzień. A jednak obie te aktywności obciążone są stekiem zabijających wszelką radość restrykcji i ostrzeżeń, które twierdzą, iż można się przeziębić, nabawić dokuczliwego i DSCN9513bolesnego zapalenia ucha, zmoczyć sobie pupę i zachować dożywotnio na nerki. Oczywiście w obu przypadkach Staszek nijak nie będzie winien. On tylko zaczerpnie profitów i się ucieszy, winna będzie zawsze matka, która z niewinnego dziecka uczyni niewinną ofiarę dla własnej(?) przyjemności.

Podźwignęłam ten przykry ciężar odpowiedzialności i wystroiłam Stasio w jego starą kurteczkę i stare spodnie. Mamy wprawdzie dwa nowe kombinezony (7,53 za dwie sztuki w sobotę), ale widać po nich skąd są, więc przyłapanie nas w nowym kombinezonie mogłoby być gorsze w skutkach niż przyłapanie nas w ogóle. Wyjęliśmy z kartonu nowe sanki, jeszcze nieśmigane, chociaż brały udział w domowym kuligu. Pierwsze zeszły sanki, drugi zszedł Staszek. Otworzyliśmy nieotwierające się drzwi na podwórko (klamka wypada) i wytoczyliśmy się z całym sprzętem i przychówkiem. Syn wsiadł do sanek i… nie było szału. Pchacz kapitalnie się sprawdza przy popychaniu sanek, dziecko kapitalnie wygląda z perspektywy popychającego rodzica, wszak jest dużo niżej niż w wózku. Wyjątkowo emocjonujący był moment staczania się z krawężnika. DSCN9543Objechaliśmy podwórko dookoła delektując się bezkresną bielą i wyjątkowo mało industrialną przyrodą. Sanki jechały przez najgłębsze zaspy ledwo zanurzając płozy w śniegu, a Staszkowi się chyba podobało. Jeszcze bardziej spodobało mu się, gdy został wypuszczony celem samodzielnego dreptania. Samodzielnie wdreptywał na schody. Pokazałam mu nielepiący się wcale śnieg i strząsał rękawiczką śnieg z płotów. Z czasem wydreptał na ulicę i zrobiliśmy duże kółko z przystankiem w najbliższym sklepie spożywczym na zakup bananów dla tych z nas, którzy banany jadają. Zaspy po drodze były głębsze i synek nurzał w nich całe buty, gonił też spotkane gołębie, a one uciekały tylko pieszo, zamiast odlatywać. Gdy wracaliśmy, małego człowieka śniegu zaczęła męczyć czkawka. E, widziałam, że go nie męczyła. Ona po prostu była z nim, nie doskwierała, nie dokuczała, była i się odzywała, ale nie na tyle często by męczyć. Dreptaliśmy za ręce tempem małego żółwika i było nam względnie dobrze, aż z jakiegoś okna wychyliła się staruszka i pokomentowałaDSCN9552 „no no no jaki mały” (niegroźnie), a potem „na rączki go wziąć” (potencjalnie bardzo groźnie). To jak Staszek idzie, nie jest sprawą staruszki, więc zignorowaliśmy komentarze, co by nie być bezpośrednio niemiłymi.

Wyprawa dobrze nam zrobiła i starła z ust synka przewijające się irytująco często słowo „baba”. Przyszedłszy do domu, syn spałaszował banany oraz obiad sporządzony z gotowego makaronu, mrożonych warzyw i pomidorów z puszki, które są najbardziej zakazanym produktem. Synek lula i jest uroczy. Wczoraj chciał mi podać kubek po herbacie, lecz potknął się, przewrócił a kubek mu odleciał. Synek zapłakał krótko i uspokoił się szybko, gdy podałam mu kubek proponując, był dał mi go raz jeszcze.

DSCN9522

bezkresna biel

DSCN9517

krajobraz wcale nie industrialny

Reklamy

One Response to Zabawy na śniegu

  1. Mąż says:

    Jak sympatycznie, i to na własnym podwórku! Na wieś, Misiec, na-WIEŚ!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s