O jaszczurkach i innych zielonych stworzeniach

DSCN2705Od trzech tygodni cierpię na strach przed niedzielą. Zaczyna się to zazwyczaj w niedzielę wraz z wystawieniem pierwszej nogi z łóżka i trwa aż do późnego popołudnia a czasem nawet średnio późnego wieczora*. Zważywszy, że pierwszą nogę z łóżka wystawiam dość wcześnie, przychodzi mi cierpieć przez wiele godzin. Prawdopodobną przyczyną cierpień jest strach przed własnym Mężem. Mąż jest owrzodziały, o czym dalej. Żeby Mężowi mogły przejść wrzody, musi się dużo relaksować na powietrzu. Ja osobiście najlepiej bym się relaksowała z książką Marcina Wolskiego na puchowych poduszkach i pod puchową kołderką, zakłębuszkowana jak to niegdyś bardzo sympatycznie określiła Lolinka. Ja preferuję optymalne nie za ciepłe ciepło  i słońca nie znoszę. Mąż potrzebuje słońca, nie musi nawet być ciepło. Pod wpływem słońca Mąż dostaje spida i gazuje. Istnieje nawet hipoteza, że Mąż jest jaszczurką. Odmienne wizje sposobów spędzania wolnego czasu generują u nas wiele konfliktów. Zawsze spędzamy czas po mężowsku, a moje grymaszenie tylko psuje atmosferę nie wpływając wcale a wcale na sytuację ogólną. Jestem jednak dobrą żoną i staram się grymasić po cichu, niezauważalnie. DSCN2514

Gdy przychodzi weekend, od samego świtu jestem żwawa. Wystawiwszy pierwszą nogę z łóżka, mam już na sobie pełen ekwipunek i gotowam odpalać silnik i ruszać na wycieczkę dokądkolwiek. No, przedtem napiłabym się W SPOKOJU herbaty, bo to mi koi żołądek i nerwy. Mamy jednak Stasio i ono, chociaż samo rusza widelcem, nie wyrychtuje się samo. W efekcie nie wypijam NIGDY herbatki w spokoju i żołądek nie bywa ukojony. Nerwom nie pomaga nawet niezawodna od pokoleń neospasmina. Mąż, który zaczyna się przygotowywać do wyjścia dopiero gdy ja ze Staszkiem już wyszłam, ma pretensje. Nie jestem w stanie sprostać jego wygórowanym wymaganiom i cierpię.

DSCN2396Z perspektywy Męża sprawy przedstawiają się zgoła inaczej. On pragnie wyzdrowieć i cały tydzień czeka na weekend w nadziei, że może tym razem się uda. Wcale nie zauważa, lub szybko zapomina, że co tydzień się udaje**. Nieśmiało bąka „ale słuchaj, trochę się spieszymy, bo właśnie jest mój jedyny wolny dzień w tygodniu… może mógłbym Ci pomóc?”. Wtenczas żona mówi coś w stylu „ależ oczywiście Mężu, przenoś proszę te rzeczy z jednego miejsca w drugie i z powrotem aż ja będę gotowa”. Półtorej godziny później, czując, że nie zrobił nic owocnego, Mąż w końcu wyrusza z domu wraz z resztą rodziny, do której zalicza się Staszek i żona, jakaś dziwnie niezadowolona. Jadą gdzieś. Mąż pyta i proponuje, co można zrobić,DSCN2693 by następnym razem poszło lepiej. Na ogół chodzi mu to, by wszystko było gotowe do wyruszenia dzień wcześniej.

Tu znów wracamy do żony. Jak mam przewinąć Staszka i zrobić mu picie dzień wcześniej? Nie wspomnę o zawiązaniu bucików. Staszek wyprowadzony w pośpiechu z domu jest niezadowolony i daje to odczuć innym. Co wrażliwsi odczują.

Dzisiaj mieliśmy niedzielę handlową, gdyż co roku tydzień przed świętami jakoś tak wypada, że DSCN2664jest handlowa. W związku z tym, że zapowiadano mrozy i pochmurności, nie byliśmy na wsi. Było jednak ciepło a słońce waliło prosto w umęczone gałki oczne i odbijało się od śniegu i waliło też odbite. Pojechaliśmy do mojej rodzinnej wioski, która tak naprawdę jest miastem. Staszek, zmęczony okazywaniem niezadowolenia, usnął w aucie. Lulał tak słodko, że zajechawszy na miejsce spaceru nie mieliśmy serca budzić maleństwa. Zostawiwszy mu elektroniczną nianię (model nokia 2710 ne+ nokia 6070 plus darmowe minuty i głośniczek), wymaszerowaliśmy sami. Nie było nas około 25 minut, przy czym cały czas słyszeliśmy spokojny oddech potomka i widzieliśmy go z daleka, jak poleguje w puszeczce zieloniutkiej. Gdy wróciliśmy, usłyszawszy gwar, nasza dzidziunia otworzyła swe śliczne niebieskie oczka. Zobaczyła, że jesteśmy i wszystko gra, a silnik nawet buczy i że jednak nikt nie zamierza opuścić auteczka, więc uspokojona usnęła dalej. Mężowi kojarzy się to z pewną sceną z Kilera.

DSCN2621Odwiedziliśmy mój panieński dom i podczas porządkowania notatek ze studiów wydobyłam kartkę z notatkami z ćwiczeń, na które spóźniłam się, ponieważ akurat umawiałam się na pierwszą randkę z moim aktualnym Mężem! Kartka trochę Męża ocuciła i przypomniała mu, że o żonę się dba w każdym stanie, że nie generuje się u żony lęków przed niedzielą i że kiedyś było romantycznie i w ogóle. Zostawiwszy Stasio jego babci, udaliśmy się na randkę. Była to pierwsza BEZTROSKA randka od mniej więcej roku. Byliśmy w lokalu, w którym byliśmy także 22 MARCA 2009 na jednej z naszych wówczas w miarę licznych randek. To takie romantyczne trafić do tego samego lokalu po równych 4 latach. Mieliśmy PRAWDZIWĄ randkę, taką z macaniem się po kolanach i udawaniem, że nie ma problemów. A do tego mieliśmy też randkę samochodową. Gdy byłam młoda i głupiutka, imponowały mi randki samochodowe, ale mój wybranek zdał egzamin na prawo jazdy dopiero po ślubie by uzyskać pewność, że nie wiążę się z nim dla randek samochodowych na jakie by mnie zabierał. Dziś to ja jestem kierowcą, zresztą coraz lepszym i mogę wybranków zabierać na randki samochodowe i ślizgać się na zakrętach (kocie łby potrafią zapewnić niezły ślizg). Na zakończenie randki Mąż kupił pamiątki, które sobie wybrałam. Jest wśród nich herbata czekoladowo-miętowa, dwie szklanki, puszeczka na herbatę oraz uwaga, uwaga: TERMOMETR DO HERBATY. Od dziś (od jutra raczej) będę wiedziała, ile stopni liczy sobie moja ulubiona temperatura herbaty.

DSCN2794Jeśli chodzi o Lanos, to ostatnio jest jakiś dziwny. Przełącza się na gaz bardzo szybko, co akurat jest bardzo ekonomiczne. Często też gaśnie przy gwałtownym hamowaniu (mimo stosowania sprzęgła, chodzi o hamowanie z wysokiego biegu). Nie gasłby często, ale często zdarzają się jełopy na drogach, które blokują cały pas by skręcić w lewo (a nie zawsze starcza pobocza na wymijanie) oraz jeszcze gorsze jełopy, które celem skręcenia w prawo się zatrzymują, po czym wrzucają jedynkę i dopiero ruszają. Jeszcze gorsi są tacy, co siadają na zderzaku gdy ja mam akurat ruszyć pod stromą górkę po lodzie (ale z takimi to ja sobie radzę i to bez dydaktycznego cofania z impetem).  Innym dziwactwem Lanosa jest, że aż do osiągnięcia czwartego biegu bardzo głośno pracuje. Nie wiem czy pracował tak wcześniej, czy od niedawna, bo dopiero od niedawna wsłuchuję się w niego ze zrozumieniem. Ale fakt ten jest dla mnie bardo krepujący przy ruszaniu, bo gdy ruszam z gazem z mojego zawsze-prawego pasa, to zwracam na siebie uwagę innego rodzaju niż bym chciała. Czuje się jak kierowca golfa trójki. Przy okazji pozdrawiam kierowców volkswagenów. Ponadto praktycznie bez naciskania pedała gazu spokojnie rozwija nasze auteczko prędkość 80 km/h i nie wiem, czy ten kompleks objawów świadczy o wzroście czy o spadku jego auteczkowej formy.DSCN2505

*Kiedyś na niedzielę chorował zawsze Staszek i miał podobne objawy- on akurat robił WSZYSTKO, by nie dopuścić do wyjścia z domu przed zaakceptowaną przez niego odpowiednio późną porą. Odpowiednio późno było wtedy, gdy wszystkie Msze we wsi już odprawiono, czyli w południe.

**Mąż twierdzi, że owszem- pamięta, że było dobrze, ale roszczeniowiec jeden jest przekonany, że przy odrobinie żoninej dobrej woli mogłoby być znacznie lepiej.

Reklamy

5 Responses to O jaszczurkach i innych zielonych stworzeniach

  1. Wiola says:

    No, takie randki to fajna sprawa:)))
    Za to w sprawie leczenia owrzodziałego męża i związaną z tym koniecznością wychodzenia na dwór, to ja proponuję wystawiać samego męża tak na godzinkę na balkon, celem kuracji. Po dwóch razach mu się znudzi i sam polubi kanapowe klimaty wraz z resztą rodziny 🙂

    • cytrynna says:

      Nie wiem, czy to szczęście, czy nie, ale my nie posiadamy balkonu:) Zresztą ja na tą „przymusową rekreację” bym nie narzekała, gdybym na każde takie wyjście miała nową sukienkę do obfocenia.

  2. Beata says:

    A kiedy Ty masz wolne?

    • cytrynna says:

      Teoretycznie- cały czas, bo nie pracuję. W praktyce codziennie przez dwie godziny, gdy dziecię śpi (ale jest to wolne w domu). Poza tym dwa razy w tygodniu, gdy idę na studia (ale muszę wracać prosto z zajęć i jest to wolne bez możliwości relaksującego chodzenia po sklepach). Nie mam prawdziwego wolnego, dlatego muszę robić wszytko by czuć się dobrze z resztą rodziny:) Dziękuje za to pytanie, moja pierwszą myślą było, że nie mam wcale wolnego, ale jednak mam:)

  3. Pingback: Sarny nadal mają białe pupy | Świat Cytrynny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s