Coś niebieskiego, coś starego, coś nowego…

DSCN4455Lubię kwiecień, w kwietniu mamy mnóstwo rocznic, a Mąż, którego nie ma w domu całe dnie wykorzystuje je (rocznice, nie te dni, w które go nie ma) do obsypania mnie prezentami. Ostatnio się wyrobił i prezenty, którymi sypie są na poziomie, ale często też prosi mnie dyskretnie o radę i wtedy ma pewność, że i niespodzianki będą trafione. W kwietniu czuję się zawsze taka doceniona. A zupełnie razem to lubimy nasze rocznice, bo możemy pójść na randkę i chętni sami się zgłaszają z prośbą o możliwość zajęcia się naszym dzieckiem.

Wczoraj akurat mieliśmy rocznicę pierwszej randki* i nie mogliśmy się opędzić od chętnych opiekunów. Jako pierwsi się zgłosili się chętni ze wsi proponując DSCN4313opiekę do godziny 16. Również ochoczo zgłosiła się matka chrzestna z propozycją zajęcia się synkiem od godziny 18. Interwał w sam raz na transport na 73-kilometrowym odcinku. Na szczęście jednak zatrzymały ją inne sprawy, bo chyba bym nie dała rady pokonać dodatkowych kilometrów. Spędziłam wczoraj za kółkiem ponad 6 godzin i przejechałam prawie tyle kilometrów, ile dzieli nas od Warszawy, więc chyba już jestem doświadczonym kierowcą.

Udało nam się wyruszyć „już” o 10, chociaż o tej porze planowaliśmy być na miejscu. Po niezbyt płynnie przebiegający zostawieniu synka opiekunom popędziliśmy dalej. DSCN4367Celem były Kartuzy, w których wspólnie byliśmy tylko raz, półtora roku temu (co do dnia). Chcieliśmy tam kupić zestaw klocuszków Lego Paradisa z 1993 roku, który widzieliśmy za poprzednim pobytem. Niestety, półtora roku to około 450 dni roboczych i w międzyczasie pani sprzedawczyni zagarnęła zestawik dla siebie „bo był różowy”. Mam nadzieję, że nie do akwarium. To był nowy zapudełkowany zestaw i to w cenie bezinflacyjnej, za 3 dyszki, rarytas dla kolekcjonera! Poprzednim razem go nie wzięliśmy, bo byliśmy bez dochodu, w szoczku poporodowym, z płaczącym dzieckiem i jeszcze po moim porannym wjechaniu w płot owego dnia. Ja na pocieszenie dostałam różowy lakier do paznokci ze sklepu wielobranżowego, w którym zakupiono mi lakier poprzednim razem.DSCN4301

Zjedliśmy barszcz w jednym nowym lokalu (restauracja Kaszubska) i w jednym znanym lokalu. W lokalu nowym za plecami usiadł mi pan ochroniarz i przysłuchiwał się podglądając. Barszcz był tani jak barszcz i czysty kosztował tylko 3 złote, więc wzięliśmy zauszony za 5. Lokal znany (restauracja Rondo przy rynku) zaserwował gotowe uszka z miazgą niezbyt-mięso-podobną zamiast smacznych pierogów z poprzedniej wizyty. DSCN4477A na zupę czekaliśmy ponad 15 minut! Przecież wszyscy wiemy, że nikt pierogów nie lepi ani barszczu nie kisi, więc takie pozoranctwo to niech oni sobie do kieszonki fartuszka schowają. Pogoda była chłodna i deszczowa jak na początki wiosny przystało. Odwiedziliśmy większość odwiedzonych półtora roku wcześniej sklepów i prawie cały czas żałowaliśmy, że nie ma z nami Staszka. Z nim byłoby równie fajnie i tylko troszeczkę by przeszkadzał chcąc iść tam, gdzie akurat on by chciał (czyli wszelkie schody). Ponadto celem odtransportowania go nadłożyliśmy pełne 80 kilometrów w JEDNĄ STRONĘ (czyli 237% !!!!) w stosunku do bezpośredniego udania się w kierunku kartuskim i straciliśmy dwie godziny (wciąż mowa o jeździe w jedną stronę). Nie zyskał nic i on, bo zasnął dopiero po naszym powrocie, a obiad byśmy mu zafundowali (jeszcze nie dostaje kieszonkowego, bo nie w każdych spodenkach ma kieszonki).DSCN4357

Plan był bardzo napięty z powodu straconego w restauracji Rondo czasu, ale znaleźliśmy chwilę na romantyczne chwile w kawiarni Perełka, która była iście romantyczna. Delektowaliśmy się tam słodkimi deserami i kontemplowaliśmy pewien miły mail. Potem znów nabraliśmy tempa, gdyż Mąż nie miał dla mnie nic prócz lakieru do paznokci** i koniecznie chciał abym w odwiedzonym wcześniej sklepie z tkaninami (stacjonarny Textilmar!) wybrała sobie materiał na sukienkę. Wybrałam niebieski zwany kobaltowym, bo jest taki twarzowy, a różowy to jednak podkreśla róż na policzkach i nie zawsze jest twarzowy, a turkusowy już mam, o!

Następnie przyszło nam tankować na zapyziałej*** stacji, gdyż Orlę nie dysponował autogazem. Po tankowaniu popędziliśmy do naszego synka kręconymi kaszubskimi drogami w śnieżycy z deszczem. Dawno już minęła 16 i naszym kobietom dawno uciekł autobus DSCN4236do Kościerzyny, ale wówczas ja- bohaterka dnia- odwiozłam je naszym zielonym auteczkiem do miasta co by złapały sobie PKS o 17:15  do Gdańska (to dzięki mnie nie czekały na przesiadkę pół godziny na zimnym dworcu, lecz w domu z ukochanym wnukiem). W czasie mojej nieobecności Mąż spoił syna mlekiem i wyprowadził na spacer celem uśpienia. Syn stanowczo odmawiał spania nawet na przeznaczonym do spania spacerze do czasu aż ujrzał swoją matkę w zawracającym auteczku i przekonał się, że nie robi ona nic lepszego. Wówczas ze spokojem spuścił powieki i dał się nabrać, gdyż ledwo to zrobił, rodzice zawrócili i przenieśli go śpiącym do łóżka pozbawiając po drodze butów. Wcisnęli misia, puścili lulaczkową muzę i poszli segregować klocuszki i słuchać Libera.

Po pobudce wszyscy przystąpili do produkcji i spożywania jedynych w swoim rodzaju mężowskich frytek. Staszek, który przedtem zjadł kaszę, zadowolił się tylko jedną patelnią i DSCN4376został naszym królem keczupu. Jedliśmy frytki aż do 22, po czym wyruszyliśmy w podroż do miasta. Padało, panowała mgła, jechaliśmy przez nicość, nie było widać NIC. Jechaliśmy spiesząc się powoli. Bolały mnie plecy troszkę i musiałam się wiercić dużo. Chciałam utrzymać prędkość 60 km/h tam gdzie widziałam cokolwiek, Mąż chciał dojechać cały, syn dzierżył misia i mu zwisało. Sarna spotkana na poboczu nas nawet przepuściła. Była piękna i taka płocha od przodu. W Gdańsku czekała nas jeszcze jedna randka w lokalu czynnym do północy. Zdążyliśmy.

Złota myśl Piotra na koniec:

„Teraz lepiej pamiętam Kartuzy niż Bytów. Wczoraj było odwrotnie…”

*Dwa dni wcześniej była rocznica drugiej randki. Paradoks wynika stąd, że druga randka jest świętem ruchomym.

**Mąż nie miał nic, ponieważ poprosił o pomoc przyjaciela miesiąc wcześniej. Zamiast zamówionej paczuszki przyszedł Hubal na dvd, gdyż sprzedawcy pomyliła się jedna cyferka w numerze zamówienia i podmienił. DSCN4615Przyjaciel długo oponował przed słaniem zażalenia, gdyż jest tak zajęty, że nie ma czasu wysłać reklamacji własnego telefonu, ale w końcu sforłardował podesłany przez nas tekst. Nie znany jest dalszy przebieg sporu, ponieważ potem przyjaciel zachorował na różyczkę, co uniemożliwiło mu sprawdzanie poczty. Mąż po wskazówkach Żony zamówił sam inne prezenty, ale one jeszcze nie jadą, gdyż jeden z nich ma się ukazać dopiero w ostatniej dekadzie kwietnia, o czym sprzedawca zapomniał poinformować.

*** Zapyziała stacja to taka, która nie firmuje się, że jest znaną marką, nie przepadamy, bo nasze pierwsze tankowanie na takiej było i gaz szwankował po tym.

DSCN4596

DSCN4262

DSCN4177

Reklamy

3 Responses to Coś niebieskiego, coś starego, coś nowego…

  1. Mąż says:

    Żono moja Najdroższa, jak ja Cię uwielbiam!

  2. Mąż says:

    Powiedz Żono, kiedy, no kiedy mam najbardziej myśleć, o tym, jak bardzo jestem z Tobą szczęśliwy, jak nie w kwietniu?! A myślę przecież o tym przez cały rok! Zatem teraz, kiedy jest kwiecień, to jest to czas, aby myśleć tym bardziej! Cudna jesteś!

  3. Maurycy Teo says:

    Oj, gdyby nie to, że czasem sam się maślę do mojej Żony na blogu (najczęściej pod archiwalnymi notkami), to bym Cię nazwał Maślakiem, za takie publiczne wyznania :). Tak naprawdę do całkiem sympatycznie – chciałbym przeczytać tego typu wyznania pod notką, w której Żona Cię beszta za przewinienia sprzed pięciu lat :P.

    Uwielbiałem Paradisa jak byłem młodszy. Niby to różowe i dla dziewczynek, ale miało niepowtarzalny urok… Nie to, co teraz te Friends, czy nawet wcześniej: Bellville albo Scala…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s