O truskawkowym miglancu, nieszczerym mężu roszczeniowym i robieniu głupa z biednej żony

DSCN5179Staszek jest bardzo sympatyczny i mówi „pan” gdy widzi listonosza. Mówi też „mama” widząc mamę na fotkach. Oglądamy fotki często i gęsto bo ma taki miły ton gdy mówi „mama”. Mówi też „ksiś” na widok krzyża na Bazylice Mariackiej, który się świeci wieczorami, na widok krzyżyka na karetce i na widok różańca. Raz na spacerze zauważył krzyż na kościele Piotra i Pawła na dachu wymalowany i mówił. I krzyże widzi też między płytkami podłogi. I przedwczoraj sam narysował swój pierwszy krzyż i to nie byle co, nie dwie kreski, lecz pełny obwód krzyża. Jak nic rośnie nam mały ksiądz. Tego przynajmniej obawiają się niektórzy. Niektórzy są bardzo pobożni, ale uważają, że zasypianie z krzyżem w rękach to przesada i bulwersują się, że mu to robimy. Ponieważ zabierał tacie różaniec, oddałam mu swój krzyżyk, taki co po naświetleniu świeci w ciemności. Mam go od pokoleń. I nie jako zabawkę oddałam, lecz tylko do usypiania.

DSCN5202Ponadto Staszek robi ze mną w kuchni. Wygląda to tak, że około godziny 20, gdy mamy cynk, że tata już do nas jedzie, idziemy do kuchni. Ostatnio często robimy tam wątróbki, bo tata lubi. Umiem zrobić pyszne wątróbki, które smakują i mnie i pozbawionemu kubków smakowych Mężowi. A Staszek zajada się cebulką. W przygotowaniach syn pomaga jak potrafi, czyli otwiera szafkę z chemią i chce sypać mi proszek do pralki. A jak nie sypać do pralki to włożyć do niej z pudełkiem wraz. Wszak ma doświadczenie we wkładaniu pudełek do pralki. Wyjmuje z tej samej szafki cokolwiek i chce robić z tym cokolwiek. Otwiera też szafkę z mąkami i chce sypać je gdzieś. Wczoraj osypał mąkami różnymi podłogę. DSCN5200Prawie wcale się nie zdenerwowałam. Wczoraj też odnalazł się niebieski pięciokąt zagubiony około zeszłego lipca. No i wczoraj podczas robienia czegokolwiek z czymkolwiek zapakował (Staszek, nie pięciokąt) do szafki z chemią butelkę Ludwika o smaku truskawkowego lata, lekko uchyloną. W poziomie ją zapakował. A był to Ludwik o 30% droższy od innych smaków Ludwika. Dziś wypakował go z tej szafki i pokazał mi, że mu się łapka lepi. Wszystko się tam lepi. Katastrofa ludwiczana czeka w szafce na mnie, na mnie czeka! Ale i to mnie nie denerwuje, jestem ideałem cnót.

A Staszek jest taki milutki, że gdy dziś rano leżałam umierając na ból głowy i to płasko leżałam a jemu się znudziło to co akurat robił gdzie indziej i poszedł mnie szukać i obszedł wszystkie pomieszczenia nie odnajdując mnie, to chciał już wychodzić na klatkę. Z trudem przyszło mi artykułować słowa, bo naprawdę umierałam, ale żal mi było synka, który tak bezowocnieDSCN5169 a usilnie szukał. Ja w końcu też jestem w porządku.

Co innego Mąż. Gdyby nie był Mężem własnym, to bym go musiała objechać ze wszech stron co by się musiał wstydzić w przypadku rozpoznania przez czytelników bloga, ale jest jednak własny i taki kochany, że ograniczę się do przedstawienia faktów suchych jakimi są.

Mąż, po półrocznym dojeżdżaniu do Sopotu, co zajmuje mu 50 minut w jedną stronę, zaczął na dojazdy narzekać (pozdrawiamy Cytrynnę dojeżdżającą na studia przez 3 lata półtorej godziny w jedną stronę). Ma faktycznie okropnie (ten Mąż) i ja go bardzo dobrze rozumiem. Wszak musi iść na pociąg który jeździ co 15 minut, a idzie się też 15 minut. Zatem jak nie wyjdzie na jeden to ma 15 minut obsuwy. Idzie w stresie, czy zdąży. Potem jedzie 25 minut i nic nie czyta, bo musi cieszyć się jasnością (pozostałość po mrocznej zimie). A potem jeszcze 10 minut idzie (i to pod górkę, czego zdaje się nie zauważać jako utrudnienia a ja przecież widzę!). Wymyślił sobie, że jeździłby do pracy rowerem i przy okazji był na powietrzu. Rowerem to jest 13,3 km, ale on zdaje się nie widzieć w tym żadnego strasznego wysiłku i ośmiela się twierdzić, że nie jechałby dłużej niż idzie, jedzie i idzie. I, ponieważ jest roszczeniowy oraz nie ma na nic czasu bo znika z domu przed 9 rano by pojawić się na powrót o 21, żąda, aby mu skołować rower. Rower mamy w wózkarni, ale on (rower, nie Mąż) wymaga naoliwienia, obsmarowaniaDSCN5188 i popompowania a ja przecież jestem delikatną kobietą (mimo bicepsów) i stanowczo nie będę takich rzeczy robić.

Ponieważ biedaczek na dojazdy traci tyle czasu, to postanowił, że jeden dzień w tygodniu spróbuje chodzić do biblioteki i stamtąd pracować. Biblioteka mieści się 900 metrów od domu i ma ogromną zaletę, że żona może przynieść obiad. Z biblioteki można byłoby popracować 10 godzin i nie zużywać dwóch na dojazd. Ale… żeby pójść do biblioteki pracować trzeba mieć laptop. My mamy jeden dogorywający i w zasadzie mój (Mąż ma monitor wysokiej klasy tutaj oraz stacjonara jeszcze wyższej klasy a bez monitora na wsi, czyli jest poniekąd rozdarty). Ewidentnie tym, kto miałby interes w mężowskim powrocie do domu 2 godziny wcześniej jestem ja. Czy przekonanie stłamszonej stęsknionej żony do oddania swojego laptopa wygląda w obliczu powyższych na coś trudnego? Stanowczo nie! Oddałam swój laptop bez wahania, niech ma. I jeszcze pożałowałam, że jak on biedny popracuje na rzęchu gruchocie. On biedny stwierdził, że potrzebujemy nowego laptopa, żeby mógł pracować, ale nas nie stać. I o tym potrzebowaniu i niestaciu to słyszałam przez wiele dni.DSCN5209

Gdy dziś, tuż po 21 dzwoneczek domofonu zaanonsował mi i Staszkowi, że oto idzie nasz imperator i oboje pobiegliśmy na wyścigi do przedpokoju (Staszek biegnie, ale na szczęście drzwi nie otworzy, ja biegnę tylko po to by otworzyć), wręczono mi walizeczkę. Nikt jeszcze nigdy nie przyniósł do domu takiej walizeczki, ale nietrudno domyślić się jej przeznaczenia. A mógł se taką kupić po drodze z Bomi, gdzie kupował parówy, więc tylko kurtuazyjnie spytałam, co zacz, a on na to, że papiery i żebym zajrzała se. Nie jestem przecież ciekawska, ale zajrzałam, bo jak każe… I jak zajrzałam, to tam był nowy latop, służbowy taki i do tego 17-calowy i jeszcze z matowym ekranem. W sam raz do oglądania filmów. Mój laptop za 3 tysiące nie ma matowego ekranu. Jak kupowałam go na początku 2008, to pytałam szeregi ekspertów, na co zwracać uwagę i nikt mi nie powiedział, że na to właśnie. Oczywiście wszystko byłoby  fajnie i słodko, ale on mnie oszukał! Miał w pracy służbowy laptop od dwóch tygodni i nic  nie mówiąc, zagęszczał atmosferę w domu, żebym „bardziej doceniła, że mi nie zabierze”.

DSCN5210

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s