Kalendarz Pirelli

DSCN1234Sąsiad, ten od majówki forczem, trzyma w piwnicy kalendarz forcza z laskami. Postanowiliśmy sobie też zrobić kalendarz z laskami i samochodami, zwłaszcza, że mamy kierowniczkę i ona często występuje na fotkach z samochodem. Nie używamy wprawdzie opon Pirelli, lecz Misielin (jak ładnie się nazywają!) i Matadora (jak groźnie się nazywa!) oraz Barum po poprzednim właścicielu (jak nijako się nazywają!), ale nie słyszałam o kalendarzu Misielin.

Nasze zielone auteczko jest jak dziecko. Daje dużo radości, ale wymaga szczególnej troski i opieki. Bardzo przypomina Staszka, który jest tak ciekaw wszystkiego, że nieupilnowany zwiałby w okamgnieniu. Od jakiegoś czasu potrafi zejść samodzielnie po schodach i zaprezentował także umiejętność otwarcia drzwi od klatki. Zdarzało mi się go łapać już na dworze. Wczoraj jednak pokonał ostatnią barierę- zaprezentował umiejętność samodzielnego otwarcia zamkniętych drzwi mieszkania. Podszedł, DSCN7793otworzył i wyszedł. Żaden zamek nie stanowi dla niego problemu i groźba, że uda się boso przez świat jest jak najbardziej realna. Zatrzymać go w domu może już tylko czekolada. I picie jagodowe, którego nie ma w pobliskim sklepie. I które to picie się nie opłaca, bo nie robią go w dużej puszce. Nader realne jest, że wyjdzie z domu i wcale nie stanie obok, lecz uda się do babci na sąsiednią ulicę. Tamtejsza klatka się nie zamyka, więc może Staszek dojść pod same drzwi i zapukać. Wtedy… będzie po nas.

Zieloniutki Lanos jest nie mniej od synka wyrywny. I ma tę przewagę, że sam nie zrobi nic. Ale umiejętnie prowadzone auteczko rozpędza się do 90 kilometrów w mieście i to w chorobie- wiem, bo wczoraj wiozłam go do doktora (a dziś przywiozłam- znów osobiście i samodzielnie). Podobnie się rozpędza gdy świeci słońce i przez otwarte okna zawiewa wiatr. Nic z tym nie można zrobić, on już taki jest. DSCN7926Moja prawa noga (ta od gazu) jest silnie umięśniona, gdyż nie mogę jej po prostu wyprostować i docisnąć, muszę napinać mięśnie na bardzo bardzo lekkim nacisku. To jak aerobik, pilates i siłownia w jednym. A jednocześnie delikatne i precyzyjne jak snooker i szachy. Jak domek z kart. To jak próba płynięcia krałlem przez szklankę wody. Sztuka poprowadzenia Lanosa tak, by było mu dobrze i by jednocześnie nie urazić nikogo, kto ułożył przepisy, jest sztuką naprawdę.

Nic więc dziwnego, że gdy nikt nie ułożył akurat żadnego przepisu, pozwala się Lanosowi pędzić. Pozwoliłam mu jechać tak jak chciał drugiego maja przez gorszą część Kaszub, mniej malowniczą i bardziej dziurawo-drożną. Jechaliśmy na strusie, a za nami jechali goście, którzy mają nowy samochód i nie chciałam trzymając zbyt duży rygor ukazać siebie jako kierowniczki albo co gorsza Lanosa jako niezbyt nowego samochodu w złym świetle. Jechałam DSCN7946zatem tak, jak tylko pozwalał Mąż. Mąż akurat tym razem pozwalał na więcej niż pozwalały drogi. W efekcie Maurycy powiedział mi, że dobrze prowadzę, ale Lanos na strusiach miał już flak, co zauważyli inni odwiedzający farmę.

Z oczywistych względów nie wozimy koła zapasowego. Oczywiste względy to te, że w zbiorniku na koło zapasowe wozimy pojemnik z gazem, bo Lanos woli gaz od benzyny, a dzieciom zapewnia się to, co wolą. Z kolei w bagażniku wozimy wózek dzidziusia, a dzidziuś wkrótce przestanie potrzebować wózka, więc nie ma co kupować mniejszego. Wózek zajmuje cały bagażnik.

Po strusiach jednak ruszyłam z tym niby-flakiem i jechałam ostrożnie. Omijałam DSCN7949dziury i wszystko było dobrze do czasu wyjechania na drogę prawie bez dziur. Na niej flak wypuścił resztę powietrza i każdy krok Lanosa to był ból odkrytej kości uderzającej w asfalt. Zjechaliśmy do lasu, a nasi niezrównani goście zabrali naszą kierowniczkę do swojego kobaltowego auteczka. Na straży Lanosa został synek śpiący i Mąż, który także wkrótce zasnął. W niezbyt odległym (ok 14 km) domu kół był dostatek i jedno przywieźliśmy. Koło było bardzo mocno przykręcone, ale Cytrynna dała radę, bo chodzi na wuef i jest siłaczką. W drodze do domu postanowiliśmy odwiedzić ojca chrzestnego w środku lasu i to był błąd. Nasz gość pojechał do domu spędzać czas ze swoją rodziną. Podczas naszego powrotu, jakieś 16 lub 18 kilometrów od domu niesforny zieloniutki znów wjechał w dziurę tym samym nieszczęsnym kołem i już chwilę potem uszu naszych dobiegł dobrze znany dźwięk uciekającego przez otwór w wygiętej feldze powietrza. Dwie felgi jednego dnia to rekord Cytrynny. Na szczęście znów mieliśmy do kogo zwrócić się o pomoc i wkrótce nadjechało koło, tym samym kobaltowym autkiem. Niestety właściciele kobaltowego autka nie mogli dotrzymać towarzystwa podczas zmiany koła i Cytrynna nie miała widowni. Nie miała żadnej DSCN7950widowni, ponieważ Mąż też odkręcał, a synek wlazł w oponę i taplał się w smarze. Dodatkowo prawie nie działał aparat, gdyż powrót do domu opóźniał się już wiele godzin i padły wszystkie baterie. Powstało bardzo mało zdjęć i są tak chaotyczne, że nie wiadomo, kto tak naprawdę kręcił śrubkami i czy to aby na pewno była Cytrynna*. Jedyne, co wiadomo, to że gdyby nie nasi niezrównani goście, musielibyśmy wszystkie te odcinki do domu pokonywać pieszo w dwie strony, a z kołami to by się nie dało.

*Istnieją zdjęcia, na których gość skacze po kluczu oraz zdjęcia, na których po kluczu skacze Mąż, co wskazywałoby, że być może oni kręcili śrubkami, ale są to zdjęcia zbyt słabej jakości jak na profesjonalny blog. Pozostańmy więc przy wersji, że to Cytrynna jest siłaczką.

Zdjęcie gorszej jakości przeczące faktom

Zdjęcie gorszej jakości przeczące faktom

Reklamy

6 Responses to Kalendarz Pirelli

  1. Maurycy Teo says:

    Istnieją też zdjęcia, na których gość trzyma w ręce klucz, który ma udawać łom, co obrazują tagi do poprzedniej notki, które mnie powaliły na ziemię i kwiczałem umierając. Ale oczywiście gość odda honor Autorce Bloga, ponieważ naprawdę dobrze prowadzi i jeszcze cudowniej odkręca śrubki. Oraz jako jedyna na świecie wie, jakiego koloru gość ma autko.

    Jak napisałaś u mnie, że Ci wzruszenia przeszły, to się ucieszyłem, bo to znaczyło, że zaczniesz opisywać z większymi szczegółami. Tak właśnie myślałem i się nie zawiodłem :).

    • cytrynna says:

      W zasadzie to jest kolor pudełek od Karkason. A ja wciąż nie mogę zrozumieć Waszego fenomenu. I nic mi nie przeszło, tylko kontroluję.

  2. Pingback: Maślaczek | Świat Cytrynny

  3. Pingback: Kozia mama czyli satyriatis | Świat Cytrynny

  4. Pingback: Wietnamskie sajgonki | Świat Cytrynny

  5. Pingback: U nas Wiele i niewiele | Świat misiów, stworzeń i pobratyŃców

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s