Najlepiej wydane 8 złotych

DSCN8579W dawnych dobrych czasach, dokładnie 7 września 2012 zrobiłam zakupy za 20 złotych w mieszczącym się pod nami sklepie prowadzonym przez koleżankę. Na te zakupy złożyły się kurtka, spodnie, piżama z supermenem i dwie bodzianki dla naszego synka. Każda z tych rzeczy była super i każdej używa wciąż, ale chciałam skupić się na kurteczce, która ważyła tyle, że kosztowała 8 z tych 20 złotych i jest świetna.

Kurteczka jest zielona i ma bardzo fajne mankiety, które znajdują się na przedłużeniu z podszewki, co pozwala osłonić ręce maluszka przed chłodem. Kurteczka podszyta jest polarem i ma naszywkę w kształcie samolotu i drugą w kształcie gwiazdki. Niby jest zimowa, ale jednak cienka. Robione przez nas zdjęcia dowodzą, że co najmniej od 30 września kurteczkę stosowaliśmy.

Przed zimą starszy kuzyn podarował kurteczkę brązową, bardziej puchową i lepszej firmy, ale kurteczka brązowa była krótsza i nie miała takich mankietów osłaniających ręce. Synek w kurteczce zielonej przechodził całą zimę zakładając ją na bluzę z polaru. Nigdy nie zmarzł. DSCN1685

Obecnie nosi kurteczkę wieczorami gdy jest chłodno, czasem nie zakłada pod nią nic. Bardzo lubi to ubranko, bo jest zielone jak Lanos, który nazywa Lanią i który także bardzo lubi. Kurteczka sprawia wrażenie, że jeszcze przyszłej zimy posłuży. Chyba, że osiłek nam wyrośnie.

Jako, że kurteczka służyła nam całą zimę i całą wiosnę, to za każdą wizytą w Lidlu właśnie ją miał na sobie synek. A na blogu o Lidlu było niemało. Nie jest więc dużym zdziwieniem, że gdy Lidl wyprodukował w Bangladeszu (nie w Chinach!) spodenki dla dzieci marki Lupilu, uwzględnił Staszka i jego zapotrzebowanie na zieleń.

Niedawno dostaliśmy poniekąd w prezencie a poniekąd do przetestowania spodnie z Lidla dla synka i są  super, a wiem co mówię, bo to nie pierwsze nasze nowe. Spodnie regulują się w pasie gumeczkami, co jest istotne, DSCN7062bo wiemy od doświadczonych matek dzieci starszych, że nie każde spodenki tak mają. Te nadałyby się nawet dla grubasa, a wcale nie spadają z naszego osiłka. Ponadto, spodnie potraktowane pralką nie straciły nic a nic ze swego koloru. Kolor jest zaś granatowy, a nogawki wąskie, co wygląda lepiej od nogawek szerokich i wcale nie jest niewygodne. I nie przemokły na wilgotnej łące. I nie są za krótkie. I nie przecierają się na kolanach, a były prane naprawdę dużo razy. I pasują do synkowej lali, która także ubiera się na zielono-granatowo. Przedtem nie mieliśmy granatowych spodni (poza niezbyt ładnymi zimaczami po kuzynie) i nie pasował synek do lali. A co najistotniejsze, obszycia na spodniach są zielone, co wygląda bardzo ładnie i tym bardziej pasuje. Staszek uwielbia swój zielono-granatowy komplecik i ze spodniami rozstaje się tylko na czas prania. Jeszcze nigdy prezent ubrankowy nie był taki udany.  Paradoksalnie, gdyby nie kurteczka, spodnie nie stanowiłyby kompletu i zielone przeszycia nie byłyby w nich tak pożądane.

DSCN8584

DSCN8580

DSCN7043

Reklamy

6 Responses to Najlepiej wydane 8 złotych

  1. Maurycy Teo says:

    No i popatrz, jaki to ten Lidl nie jest tani! A w ogóle to ześwirowałem na punkcie tego sklepu, zwłaszcza jak się dowiedziałem jakie tam fajne i niespotykane przekąski sprzedają. I teraz jem i tyję.

    A Lupilu brzmi jak Jupila. Też nie wiem, co znaczy,

    • cytrynna says:

      Spróbuj ciastek amerykańskich z kawałkami czekolady i wafelków polanych w połowie czekoladą. I sera gorgonzola. I w Lidlu są wszystkie składniki tiramisu. I soki marchewkowe. I kręciołki boczku na grila. I chipsy dla diabetyka (ale te akurat w Biedronce lepiej kosztują). A najlepsze jest to, że każdy Lidl ma taki sam układ i w każdym możesz czuć się jak w domu. I polub koniecznie Lidla na fejsie. I ciastko z morelą i krusant maślany! I dżem jeżynowy. Cały połóg jadłam budyń z dżemem jeżynowym. Pobyłabym znowu w połogu, ale chcę tej jesieni jeść swobodnie grzyby. Jedna foczka z wuefu ma brzuszek. A znajomi zaczęli nowe dziecko.

  2. Lolinka says:

    O matko, budyń z dżemem jeżynowym… Nigdy nie jadłam, ale na samą myśl się rozpływam :). Chciałam również powiedzieć, że psujesz mi, Cytrynno, plany dzieciowe, które jakby nie patrzeć są niejako w toku i nie można ich psuć, bo nie wiadomo… Ale te grzyby to istotnie jest pewien mankament :/.
    A jeszcze dzisiaj obżeraliśmy się serkami na ciepło z Lidla i były boszcze!

    • Maurycy Teo says:

      Aj tam grzyby! Przecież dla grzybów nie będziemy odsyłać dzieciaków na świętego Nigdy! Wiem, że kobitki lubią grzybki, ale bez przesady. My jeszcze nie wiemy co i jak w tej kwestii dzieciowej, ale damy znać jak się dowiemy :).

      • cytrynna says:

        Nie ma takiego świętego! I niech Maurycy mi tu nie każe publicznie pisać o prawdziwych powodach, myślałam, że grzyby są dość przekonujące.

    • cytrynna says:

      Przywoził mi ciepły budyń do szpitala! Taki był dobry ten mój Mąż. Owinięty (budyń, nie Mąż) w najgorszą gazetę jaka była w domu co by nie wystygł. Z jeżynowym i porzeczkowym dżemem budynie są najlepsze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s