Zbrodnia, kara, litr wina…

DSCN0930Mój Mąż jest bardzo fajny i kto go zna, ten o tym wie. Jeśli nie wie, to znaczy, że zna go za mało. Najfajniejsze w moim Mężu jest to, że nigdy nie ma czasu, w związku z czym nie da się mieć go dość. Nie ma go dość (w sensie wystarczająco) nawet własna żona.

Żona jednak ma pierwszeństwo do tego czasu Męża, którego nie ma on sam. Z racji bycia żoną żona dostaje czasem podarki. Ostatnio Mąż postanowił sprezentować żonie film, na który z racji posiadania małego dziecka nie mogli pójść razem do kina, chociaż bardzo chcieli. Są podstawy przypuszczać, że ma w zanadrzu jeszcze dwa filmy z podobnych przyczyn nieobejrzane. Tym razem jednak filmem-podarkiem była Anna Karenina.

W wieczór następujący po wręczeniu podarku Mąż wrócił do domu już o 20. Gdy jechał pociągiem, rozmawiali o planach na wieczór i o wspólnym oglądaniu filmu. Żona nie wiedziała, a Mąż się nie spodziewał ale rozmowa prowadzona z pociągu była świetnym sposobem na podryw.

Dziewczę siedzące nieopodal po skończonej rozmowie zagadało, że zazdrości zonie takiego męża i że Kareninę uwielbia i Mąż dał się zagadać i każde z nich wie o tym drugim, czym ono się zajmuje, ale Mąż nie przyznaje się do wymiany numerami telefonów a żonę dziewczę pozdrowiło.

DSCN00012Cóż, jeśli chodzi o film, jesteśmy w trakcie, bo trzeba było iść spać o sensownej porze. Bardzo ładny jest i spektakularny, ale… no właśnie. Nie jestem już głupiutką dziewczynką sprzed lat i zamiast się podniecać i przeżywać jak by wypadało największym klasykiem, prawdziwą historią miłosną o ponad stuletniej tradycji, gorszę się i bulwersuję, a przezywam jedynie tego biednego męża. I jeszcze o Annie mówię „ma za swoje”. Mój Mąż bardzo się cieszy z tej mojej postawy, a mnie ona nieco zaskakuje.

Przecież nie dalej jak wczoraj (to wczoraj było w czerwcu 2008, ale to rzut kamieniem w kalendarzu) oglądaliśmy wspólnie „Co się wydarzyło w Madison County”. Mama moja własna nauczyła mnie zachwycać się tym filmem, czytałam książkę też w liceum jeszcze i kiedy telewizja puściła ten „wspaniały” obraz, postanowiłam podzielić się nim z narzeczonym, a narzeczony, burak jeden, nie dość, że nie docenił i nie zrozumiał, to jeszcze się przyczepił i chyba z miesiąc nie dawał spokoju. Bulwersował się filmem mocno a moim zachwytem jeszcze mocniej. Ja potem oczywiście przeczytałam książkę znów i drugą część też (do dziś stoją one w moim panieńskim pokoju- nieprzywiezione od lat jakby nie były wcale  ważne!) i płakałam  łzami wzruszenia i przeżywałam wielką miłość utraconą i to jak biedna żona została z tym czystym mężem, którego nie chciała skrzywdzić zamiast być ze swoją wielką „miłością”, przystojnym jak strach na wróble Clintem Eastwoodem.

DSCN0009
Nie wiem, czy dziewczynka, którą jestem dziś, dalej by płakała nad książką (skłonność do wzruszeń mi pozostała). Próbujemy rozmawiać o Annie nie znając jeszcze zakończenia, bo w końcu tłumaczy się, że nie z miłości szła za mąż. Ale małżeństwa innych panien z tamtych czasów i sfer nie są aranżowane przez rodziców, więc i nic nie tłumaczy bohaterki. Gdyby miłość, taka prawdziwa ją spotkała… Z porozumieniem dusz i w ogóle, coś chociaż trochę podobnego do mojego małżeństwa… ale ona ma tylko dziki seks, prymitywny, chociaz oczywiście ładnie ukazany i śmie to miłością zwać… No ja się słusznie bulwersuję.

Reklamy

4 Responses to Zbrodnia, kara, litr wina…

  1. Maurycy Teo says:

    Wspaniałe to, co piszesz. Przypomniał mi się idealny bulwers który przeżyłem po zaprezentowaniu mi przez Żonę „cudownego” filmu „Szkoła uwodzenia”. Pod jego wpływem i pod wpływem ówczesnej kłótni z Żoną na temat cudowności i sensowności filmu również napisałem notkę. Później i Żona przyznała mi rację odnośnie powodów wzruszeń. Bo jednak jak tak może być, że „ta prawdziwa miłość” może doprowadzić do porzucenia wszelkich zasad?

    Co do filmów to niestety my teraz jesteśmy na etapie nieobejrzenia kolejnego filmu i będę pewnie też kupował Żonie jak wyjdzie na DVD. Nie możemy się wybrać na randkę, ciocie się ukruszyły… A jeszcze mam grupon do wykorzystania na restaurację i czas się kończy. O tempoła, o mołes!

    • cytrynna says:

      My się bardzo chętnie zajmiemy Waszymi dziećmi jak je nam przywieziecie lub jak się Wam zwalimy na tydzień (jeszcze nie wiem kiedy dokładnie). A dziś u nas w kinie studyjnym jest podobno maraton Batmana.

      Miło mi, że trafiłam w Twój gust swoim pisaniem, ale akurat nie pisałam tego pod publiczkę, lecz niszowo. Wpis zaś znam już z kiedyś (a teraz przeczytałam znów), ale przez komentarze nie przebrnęłam. Mogłabym dużo się wypowiadać w temacie, chociaż akurat tej części szkoły uwodzenia nie znam.

  2. Mąż says:

    Misiec, wybrałeś najlepsze zdjęcia w ogóle!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s