Maślaczek

DSCN9593Nie będzie to wpis o moim maślanym Mężu ani nawet o maśle, którego nam zabrakło wczoraj późnym wieczorem. Będzie to jak zwykle wpis o dzisiaju.

Trzecia niedziela maja jest u nas od lat świętem barszczu. Konkretnie to od zeszłego roku. Przy czym rok temu jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Tym razem wypadła nam w tak zwane Zielone Świątki, które vox populi zwykł tak nazywać. Ponieważ jest to niedziela maja, to sama nazwa wskazuje, że restauracje wcale nie czekały na gości z barszczami, bo miały komplet swoich, porządnie ubranych. My też nie jesteśmy zbyt bogaci i celebrowanie barszczu na Kaszubach ograniczyliśmy do dwóch znanych, wypróbowanych i najlepszych restauracji.

Pierwszą z nich było oczywiście Wyczechowo, gdzie zamówiliśmy dwa barszcze i 3 paszteciki, co kosztowało dokładnie tyle co dwa barszcze z pasztecikiem. Jednego pasztecika mieliśmy więc za darmoszkę jako zorientowani lecz nie stali bywalcy. DSCN9726Zajęliśmy stół w altance i synek przerzucał kamyczki oraz chodził dookoła altanki. Przynosił też mlecze, lecz nie zrywał innych kwiatów, gdyż ma mnóstwo wyczucia. Nami się zainteresował, gdy na stół wjechało żarełko. Paszteciki były solidnie mięsne i bardzo smaczne, gdyż Wyczechowo słynie ze swoich mięs, co potwierdziła odręcznym podpisem sama Magda Gessler. Synek skuszał się na przydzielony mu pasztecik tylko po zanurzeniu tegoż w barszczu. Było bardzo sielsko i miło, aż nagle synek zaczął zwracać spożyte mięsiwo. Bardzo ubolewaliśmy nad straconym posiłkiem, na który każde z nas z osobna i oboje razem lecieliśmy, ale był to w końcu ten pasztecik za darmoszkę, więc jakoś to przeżyliśmy.

Jechaliśmy dalej a synek pił i było mu coraz lepiej (nie było mu wcale źle). Dano nam znaki, ze będzie policja i była. Chcieliśmy przystanąć w innym lokalu, ale pełen był wystrojonych ludzi. Dotarliśmy do Kościerzyny, w której skorzystaliśmy z kolejnego nie używanego przedtem parkingu. Poszliśmy do Lemon Tree, którego barszcz jest bezkonkurencyjny. Pamiętano nas oczywiście. Oddałam synkowi 80% moich kołdunów. Zjedliśmy i pojechaliśmy do domu po wózek i koc piknikowy.

DSCN9675Przejechaliśmy do „naszego” zagajnika w L. i stamtąd odbywaliśmy piesze wycieczki dopóki synek nie spał. Potem mieliśmy piknik, a potem synek zasnął i dalej wycieczkowaliśmy. Szliśmy przez las i rosły jagody. Prawdziwe jagody, które za kilka słonecznych dni dojrzeją. Przeszliśmy nawet koło ambony, na którą co niektórzy wdrapywali się dwa dni (!) przed porodem. Akurat ci co rodzili się nie wdrapywali. Synek spał i spał a my szliśmy i szliśmy. W pewnym momencie minęli nas kolesie w golfie dwójce puszczający techno, lecz podczas mijania jechali naprawdę powoli i wyciszyli techno zupełnie. To była kulturka.

Wróciliśmy do domu, gdzie byli już rodzice oraz mrówki które sobie w kuchni wyhodowali. Pożyczyliśmy od taty lepszy klucz i zagoniliśmy Cytrynnę do wymieniania kół w Lanosie, gdyż z powodu uszkodzonych felg nie można ich było wymienić wcześniej. Cytrynna jest jedyną osobą w całej rodzinie, która się do czegoś nadaje. Akurat kręciła śrubkami i z lewej strony przyglądał jej się Mąż, a z prawej teść, na plecach siedziała jej setka komarów i gryzła, a w tym czasie Staszkowa babcia powiedziała matce synka, że on brudnymi rękami dotyka twarzy i co robić? Tylko Cytrynna potrafi umyć ręce dziecka dokładnie i to bez krzesełka, DSCN9665na którym to dziecko by stało. Cytrynna zrobiła swoje z poświęceniem wielkim. Nogi ma całe pogryzione, a plecy swędzą też bardzo. Dzisiejsze powtórzenie zdjęć do kalendarza Pirelli przyniosło nową wiedzę teoretyczną o zmienianiu kół. Jeśli ktoś kiedyś straci koło w naszym towarzystwie, my wiemy jak je fachowo odkręcać.

Po zmianie kół zajęto się rozglądaniem. Wyrosło dużo niezapominajek i jest bardzo ładnie zielono. Królik miałby używanie. Kolejny rok pojawiają się dzwonki sadzone w 2010, które jednak mają tylko liście, od lat niezmiennie. Cytrynna, która zawsze dojrzy grzybka, dzis dojrzała maślaczek. Prawdziwy. Dzisiaj. Są dowody, że zdjęcie powstało dzisiaj. Za płotem rośnie taki jeden.

Z powodu obsuwy czasowej musieliśmy odwołać wspólny przyjazd do rodzinnej wioski Cytrynny i biedaczka jutro sama musi szurnąć pociągiem ze Staszkiem, a żadna to przyjemność szurać pociągiem, ale i szurać dzisiaj po nocy by nie było zbyt miło. Dzisiaj jechała do Gdańska przy zapadającym zmroku i panowie jełopy świecili jej w oczy swoimi światłami. W pewnej chwili jeden okropny jełop oślepił ją DSCN9759na zakręcie i Mąż twierdzi, że nieswoim pasem jechała, ale to nieprawda. Mąż twierdzi, że prawda i że jełop aż ostrzegł zapalając długie. Ale Cytrynna jest przekonana, że pasa nie zmieniła (Męża też oślepiło i mylić się może), natomiast długie światła jełopa były odpowiedzią na puszczone przez Cytrynnę światła, które miały jełopa przywołać do porządku, co by nie walił po gałkach. To prawda! Tak było.

Wjazd do miasta był oczywiście najgorszym elementem podróży. Mimo, że po wjechaniu do miasta droga robi się jak w stolicy i można sprawdzać ile fabryka dała (Cytrynna zawsze sprawdza) oraz poprawia się widoczność na drodze dzięki latarniom i jest naprawdę na poziomie, to jednak miasto daje odczuć, że jest miastem i to niefajnym miastem. Po mieście grasują Niemcy! Jeden Niemiec i to w autokarze znalazł się na Cytrynninym pasie, a było to zbyt blisko celu by opłacało się pas zmieniać i znów zmieniać. Zresztą nikt się nie spodziewał, że z Niemca taki słaby kierowca. Zasłonił widoczność, hamował zbliżając się do świateł (ledwo co zdążył na zielone on i Cytrynna), nie ruszał DSCN9807na innym zielonym zbyt żwawo, a przegiął, gdy na skrzyżowaniu, na światłach stanął i zapalił awaryjne (blokując widoczność i możliwość zmiany pasa) po to tylko by zgarnąć laskę. Ruszył z laską po to, by 300 metrów dalej stanąć pod hotelem (brał ją na 300 metrów prostej drogi!!!). Cytrynna gotowa była wyjść z siebie, ale tylko trąbiła i trąbiła. Wysadziła chłopaków i pojechała odwieźć auteczko. Gdy odwoziła, na niedawno załatanej ulicy Tandeta o mało co nie wjechała w PENISIARSKO zaparkowany peżot. Peżot stał we wlocie do ulicy w odległości bezsensownej od krawężnika i wymuszał by mijająca Cytrynna korygowała wjazd w zakręt oraz szurała felgami po przeciwnym krawężniku.  Gdy opowiedziała o zdarzeniu swojemu spokojnemu stoickiemu Mężowi chcąc zaproponować rozwiązanie podobnych problemów na przyszłość, Mąż sam zaproponował oczekiwane rozwiązanie i w efekcie już opłacone, w drodze do nas jest 100 naklejek za złe parkowanie, ale nie takich wulgarnych jakimi nas potraktowano, lecz karnych łosi.

DSCN9760

DSCN9557

Reklamy

2 Responses to Maślaczek

  1. Maurycy Teo says:

    „Jesteśmy Jagódki, czarne Jagódki, mieszkamy w lesie zielonym!”

    Teraz będzie trochę łagodniejszy komentarz, bo poprzedni był taki beznadziejny, że jak go bardzo nie lubisz, to możesz go nawet wyrzucić. Ale takiego barszczyku to ja bym zjadł chętnie i paszteciki wspaniale wyglądają!

    Widzę, że znaleźliście wspaniałego maślaczka! I leżała obok niego zupełnie nieuszkodzona archiwalna gazeta z 17 maja!! 😉 A dlaczego nie zerwałaś? Może byśmy zjedli jakby ktoś kiedyś się z Wami spotkał?

    Pojechałbym gdzieś takim niemieckim autobusem! Może nie 300 metrów do hotelu, ale gdzieś do Niemiec to już chętnie. A jeszcze bardziej to pociągiem. Choć Cytrynna nie lubi pociągiem, ale my lubimy, zwłaszcza już od Berlina, tak 300 km/h. Na przykład do Paryża. Czy Cytrynna z Mężem chcą jechać z nami do Paryża pociągiem?

    A mogę jeszcze kiedyś zobaczyć zdjęcie łosiej nalepki? Bo mnie zżera ciekawość, jak Cytrynna barszcz…

    Pozdrawiam!

    • cytrynna says:

      Nie zwykłam usuwać komentarzy, musiałby być wyjątkowo wulgarny, ale pewnie też bym ocenzurowała tylko.

      Maślaczek był jeden, a nie zanosiło się na Wasz rychły przyjazd, zaś maślaczek nie zwykł trwać w gotowości do spożycia dłużej niż krótko.

      Nie mam nic przeciwko pociągom, preferuję je ponad autobusy, bo lepiej się czyta, ale podróż z dzidziusiem i to na odcinku półgodzinnym i z wieloma transstacjami, że trzeba być cały czas czujnym a nie można rozbić obozowiska i to jeszcze w sytuacji gdy można byłoby pojechać autem, ale jest się tchórzem…

      Łoś wygląda jak nastepuje, przy czym zapewne pojawi sie na blogu, ale nie chciałam, by ciakwość Cię zżarła, bo szkoda byłoby.

      A do Paryża byśmy jechali chętnie, przy czym niekoniecznie do Paryża, ale z Wami, ale to chyba dość droga impreza a my żydzimy żeby kiedyś być bogaci i mieć gdzie mieszkać i móc utrzymywać Lanos w formie. Ale jeśli nie jest droga, to możemy jechać, a jeśli jednak kosztuje to możemy w tym czasie opiekować Wasze dzieci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s