Dragostadintej czyli rów wodą płynący

DSCN9953Tak fatalnie nie zaczął nam się jeszcze żaden dzień. Syn odmówił śniadania, które było wyjątkowo apetyczne i składało się z dziewięciu gofrów domowej roboty. Poszliśmy na Mszę do dominikanów, którzy trzymają wodę święconą w wielkim plastikowym wiadrze, które niejedno pamięta i wygląda dosyć obskurnie i niegodnie. Syn eksperymentował z różnymi zabawkami, których było pełno, gdyż dzieci było dziś mało. Msza sama w sobie nie przyczyniła się do fatalności dnia, może poza tym, że mi akurat było nieco słabo. Synek leciał trochę na świeczki i kiedy klęczał obok klęczącego taty, po czym klęczał jeszcze sam z siebie, uklękła obok niego dziewczynka. Potem zaczęli się wraz z dziewczynką wymieniać świeczkami. Ona potrafiła świeczkę odpalić, a syn kładł świeczkę dnem na palącej się świeczce i gasił. Wcześniej Mąż pokazał synowi, że się wrzuca pinionżek i można świeczkę odpalić. Kiedy jednak syn i dziewczynka robili takie fajne rzeczy, nadeszła mama dziewczynki o nieco pomarańczowej twarzy i naturalnej barwy uszach i krzyczała na dziewczynkę i o łzy ją przyprawiła i  było to bardzo przykre. Jeszcze przykrzejsze było, gdy dziewczynka w buraczkowej spódnicy, córka pana w morelowych (!) spodniach się zbulwersowała na głos, że chłopiec (to o Staszku), DSCN9949a bawi się lalą. Lala była z dominikańskiej puli zabawek i była miła, bo mrugała, a ciałko miała miękkie. Ja bardzo popieram zabawy lalami w Stasim wydaniu i udawanie, że lala robi a-a i że lala pije i uważam, że są świetne, dopóki synek nie udaje, że karmi lalę piersią.

Mieliśmy sprytny plan, że skoro tylko się chmurzy jak gdyby nadchodził grad i ulewa, a wcale nie ma padać, co potwierdziły 3 niezależne prognozy, to my sobie popłyniemy stateczkiem komunikacji miejskiej zwanym szumnie tramwajem wodnym. Za cel obraliśmy Westerplatte, gdyż godzina odjazdu tramwaju była nam dogodna. Tramwaj przypłynął i nagle okazało się, że w miarę naszego schodzenia na przystanek, na przystanku się zagęszcza jak gdyby inni się zachęcili dopiero naszym widokiem. Miejsc siedzących poza pomieszczeniem było malutko i wszyscy Niemcy jak jeden się rzucili pchać na trap i zajmować krzesełka. Nam udało się jakimś cudem włączyć do kolejki wózek, ale kolejka była nieugięta. Co i rusz ktoś rzucał „ja się przepchnę bo my tu jesteśmy jedno”. My też jesteśmy jedno. Gdy nadeszła nasza kolej, obsługiwacz rzekł „proszę poczekać na koniec, tak?” Bardzo nas to dotknęło, zwłaszcza, że miejsc nie przybywało, a ubywało. Z żalem i DSCN9971bulwersem musieliśmy zrezygnować z zaplanowanego rejsu. Ja to nawet musiałam łkać rzewnie na mężowskim ramieniu. Poszliśmy dalej próbując wykoncypować jak zrobić piątek wolnym (dla wolnego piątku przez trzy dni będę szła na po jednym zajęciu, na przykład w środę na siódmą rano (!), a środowego wieczora wsiądziemy do auteczka i pomkniemy na wieś. Gdy doszliśmy do ławeczki w zielonym ogródku, odpoczęliśmy chwilę, a syn zjadł swój pierwszy banan i próbował ugryźć znaleziony w trawie pręt. Odpocząwszy, poszliśmy jeszcze dalej, aż do stoczni, gdzie znów odpoczęliśmy chwilę na ławeczce a syn gonił gołębie i zapędził ich całe stado przed sobą alejkami w kształcie litery U. Wciąż nie wiedzieliśmy jak spędzić dzień, na który plan nam zepsuto. Była to już właściwie pora obiadu, ale wiadomo, że obiad na mieście się nie opłaca. Tydzień temu zjedliśmy dwa naleśniki płacąc 16 zeciszków za każdy a były tak małe, że tylko wzbudziły głód nie zaspokajając go ani trochę. Mąż znał tanią pizzę w Sopocie i planowaliśmy tam się DSCN9980udać. Znamy też oboje pizzę w Auchan, ale autobus tam jedzie pół godziny i jeździ co pół godziny. Szliśmy w kierunku wspólnym dla pociągu skm do Sopotu i startu autobusu do Auchan, gdy zobaczyliśmy jadący autobus do Auchan. Akurat zatrzymało go czerwone światło na którym my przechodziliśmy. Uśmiechnęliśmy się do kierowcy i on był gotów nas wpuścić, mimo iż nie był to przystanek, ale wózek nie dał rady się przecisnąć przednimi drzwiami, a  na inne nie było czasu, gdyż kierowcy zapaliło się zielone i korkowi za nim też. Szliśmy więc dalej myśląc, że pojedziemy do Sopotu. Ja znów musiałam łkać jak to źle i nic się nie układa. Wtedy okazało się, że jest jeszcze gorzej, bo żeby wejść na peron skm trzeba pokonać zardzewiałe bardzo wysokie schody, które w każdej chwili mogą się rozsypać. Oraz że trzeba skasować jakieś bilety, ja mam pełen portfel biletów nieaktualnych, a się nie kupi. Mąż przejął inicjatywę i zawróciliśmy łapać autobus dokądkolwiek.

DSCN0069Szczęśliwie minęło prawie pół godziny i wkrótce miał odjechać kolejny autobus do Auchan. Tym sposobem 3 godziny po podpisaniu petycji optującej za wolną niedzielą znaleźliśmy się w centrum handlowym. Syn spał a my zjedliśmy gigantyczną pizzę słuchając muzyki z dawnych lat. Po skończonym posiłku syn zbudził się. Chcieliśmy oglądać zabawki,  ale z synem który już nie spał to nie za bardzo. Syn zresztą przelał się przez rajtuzki i spodenki. Musieliśmy go przewinąć a jak to zwykle bywa, kibel dla inwalidy nie był czynny. Gdyby to było rutynowe przewijanie, dalibyśmy radę, jednak to było kompleksowe przebieranie i tutaj robienie tego publicznie by zwrócić uwagę na problem nie za bardzo wchodziło w grę. Spytaliśmy ochroniarza i on zdradził nam sekrecik- przewijak jest w centrum zabaw i można tam pójść za darmoszkę w tym celu. Poszliśmy. Akurat był czyjeś urodziny ale wpuszczono nas i tam syn zaznał suchości. To bardzo miłe uczucie.

Opuściliśmy centrum handlowe i poszliśmy spacerem szukać zieleni. Znalazła się bardzo szybko na pobliskim nowo powstającym osiedlu które póki co jest urocze. Wówczas też się okazało, że zapomniałam zasmaczacza do wody zwanego też herbatką, lecz także że syn przyciśnięty pragnieniem wypije samą wodę.

Szliśmy a synek, który ostatnio wyskakuje z wózka lub wyczołguje się z niego dołem, wyczołgiwał się pod pałąkiem raz po raz nogami blokując od razu koło i hamując pojazd. Szliśmy i syn szedł przy wózku, a było to względnie bezpieczne, lecz gdy widział schody w dół, nie potrafił im się oprzeć i chciał schodzić raz po raz. A my mieliśmy do pokonania 10 kilometrów po prostej (lub odpowiednio więcej uwzględniając atrakcje zielone), gdyż żeby obiad nie wypadł burżujsko, należało wrócić pieszo i oszczędzić 3 złote na biletach.

DSCN0077Idąc, dotarliśmy do zlewiajki, w którą się udaliśmy, gdyż była kusząca i zielona. Szliśmy więc uliczką, która wieś przypominała. Domy były miłe z ogrodami i psami. Jeden dom miał nawet kury. Inny dom miał psa i dzieci lat 4 i 3. Synek podbiegł do płota, bo był tam pies, a z drugiej strony nadbiegły dzieci i dziewczynka (4) przedstawiła nam siebie i brata, po czym opowiedziała, gdzie byli i co widzieli. Gdzie indziej był pies typu haski z kaprawymi oczkami i początkowo był miły i wodził całym sobą za synkiem, który wkładał mu łapy przez płot w różnych miejscach. Kiedy jednak synek zdecydował się nacisnąć dzwonek na furtce, pies się nagle wkurzył i podniósł psi wrzask a wraz z nim inne psy z tej ulicy. Odeszliśmy z niesmakiem.

Idąc dalej zielonymi uliczkami sympatycznego osiedla, doszliśmy do blokowiska. Był czas karmić czymś synka, a my mieliśmy słoik. Znaleźliśmy względnie dalekie od ulic podwórko z dziećmi, piaskownicą, huśtawką i zakazem psów… Synek gmerał w piachu (ciekawe czy był to specjalny piasek do piaskownic kupowany na kilogramy…) i jadł. Skądinąd podwórko było bardzo miłe i przypominało całym sobą podwórko z mojego blokowiska a piaskownica była taka wielka i prawdziwa i ławek było mnóstwo! Biegających dzieci było kilka i miały na oko od 3 do co najwyżej pięciu lat. Jedna dziewczynka chciała wcisnąć najmniejszemu chłopcu trawę do buzi (wkraczając na podwórko zauważyłam już ślad wymiotu trawą), chłopiec uciekał, ale wtedy jego niewiele starsza siostra stanęła  w jego obronie i poprosiła dziewczynkę, by zostawiła M., bo jest jeszcze malutki i po tym choruje. Dziewczynka przekonywała, że gdy ona zjadła piach, to szybko wyzdrowiała. Wtedy siostra zabrała braciszka i rzekła mu, że idą do domu, lecz dziewczynka z trawą DSCN0109nie dawała za wygraną. Siostra zawołała mamę przez balkon i mamie powiedziała, że chcą iść do domu, bo M. robi się niegrzeczny. Przyciśnięta przyznała jednak też, że jej koleżanki dokuczają M. Ja się mało znam na stosunkach podwórkowych, ale byłam pod wrażeniem, że nie doniosła na koleżankę z imienia. Na pewno wyrośnie na zaradną kłamczuchę. Był tam też mały chłopiec uwięziony na balkonie, który mógł przez ten balkon patrzeć, ale nikt z nim nie interaktował. Czym mogli się zajmować rodzice gdy w taki niecny, lecz skuteczny sposób pozbyli się syna, tylko przypuszczam… Pod koniec naszego pobytu na tamtym placu zabaw przyszła pani z Misią, czyli pudlem. Pilnowała jednak by nie narobił do piaskownicy. Pani i synek się polubili za sprawą Misi. Pani powiedziała, że ma wnuki, co to się półtora roku różnią i że było ciężko, ale nie jej, lecz mamie i drugiej babci.

Była już prawie dwudziesta, a my mieliśmy wciąż  bardzo daleko do domu. Szliśmy, a niektórzy mieli już dość. Wtedy inni mówili im, że niewiele drożej niż za bilety, zapłaci się za taksówkę. Szliśmy znaną trasą, którą wyjeżdża się samochodem z miasta i gdy sympatyczniejszy z nas powiedział, że samochodem milej się tą trasę pokonuje, ten drugi zakpił, że samochód jest świetnym wynalazkiem i kto ma samochód, ten ma wszystko. Nie jest oryginalny w tym poglądzie. Ten sympatyczniejszy jednak nie dawał już rady, a i syn nie dawał się zatrzymać w wózku podawanymi dmuchawcami, więc ten mniej sympatyczny (to Mąż) zgodził się złapać autobus. Poważnym błędem było łapać autobus na ostatnie 3 kilometry, ale cóż…DSCN0129

Kierowca po krótkiej chwili jazdy podszedł do nas i kazał nam zrezygnować z miejsc siedzących i udać się na środek, gdzie rzekomo było jedyne słuszne miejsce do przewozu wózka. Nie ruszył dalej dopóki tego nie zrobiliśmy. Mąż chciał dla zasady się kłócić i kazać sobie pokazać punkt w regulaminie (Mąż czyta wszelkie regulaminy, z których korzysta włącznie z umowami licencyjnymi) oraz wrócić na poprzednie miejsce (siedzące), ale ja pragnęłam jak najszybciej i bezkonfliktowo dojechać do domu. Ulegliśmy więc przemocy i chamstwu, po raz trzeci tego dnia dając się publicznie zdyskryminować przez wózek (z powodu wózka nie daliśmy też rady wejść do lasu ani przejść przez płot ogródka działkowego, ale to prywatne sprawy, które nie bolą). Po powrocie zajrzeliśmy do regulaminu, który jednak o wózkach nie traktuje. Jedyne co tam było brzmi: „nie zagrażał bezpieczeństwu i porządkowi w transporcie,nie utrudniał przejścia, nie zasłaniał widoczności kierującemu pojazdem, nie stwarzał możliwości wyrządzenia szkody podróżnym lub narażał ich na niewygodę”. Akurat tam, gdzie pierwotnie zasiedliśmy, nikomu to nie robiło. Tam, gdzie musieliśmy się przenieść, było okropnie. I nie mogliśmy usiąść bo jak to zwykle bywa, siedzieli inni.

DSCN9987

Reklamy

2 Responses to Dragostadintej czyli rów wodą płynący

  1. Maurycy Teo says:

    Najbardziej w niniejszej notce od dłuższego czasu zastanawia mnie już, co ma ona wspólnego z Maurycym Teo…? Odnoszę wręcz wrażenie, że umyślnie wbijasz mnie w tagi raz na jakiś czas, żeby przegonić mnie w góglu i uplasować swój blog ponad blogiem Maurycego Teo w kwestii wpisania „Maurycy Teo”.

    Znam problem nakręcającej się sprężyny niepowodzeń. To tak działa, że jak się coś nie uda na początku, to potem już się cały czas nic nie udaje, co powoduje zwiększanie się frustracji i większe nieudawanie się. Strasznie nie lubię takich dni.

    Jeśli pies na obrazku nazywa się Misia, to to nie jest pudel. Tylko spaniel. Jeśli nie jest to Misia, to prawdopodobnie Misia mogła być pudlem, ale to jest nadal spaniel. Kupię Ci encyklopedię ras psów, chcesz? 😉

  2. cytrynna says:

    To pierwszy taki raz, że trafiłeś do tagów bez wyraźnego powodu i była to prowokacja. Rzeczywiście nie jest to pudel, ale ja nie jestem zbyt zainteresowana psami i mam prawo się nie znać. W przypadku kozy rozpoznałabym każdą rasę. A encyklopedie ras psich mamy dwie- jedną po mnie, a drugą nową dla Staszka kupili, więc bardzo dziękuję. Mam niedługo urodziny i chętnie przyjmę prezent, ale jakiś inny:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s