Ursus znaczy niedźwiedź

DSCN5374Jako Cytrynna mam dużo obowiązków i mało praw, ale staram się nie narzekać. Mam w końcu blog Cytrynny, który uwielbiam. Już myślałam, że jestem wolna i po mało obfitującym we wpisy czerwcu potrafię się od wpisów powstrzymać, ale jednak nie potrafię. Przypomina mi o tym subtelnie i nie krępując mojej wolności Mąż, który komentuje stare wpisy jak gdyby nigdy nic i wywołuje chęć tworzenia nowych bez władczych sugestii, które przecież mógłby stosować.

Jednym z moich licznych obowiązków jest bycie szoferem Męża. W niedzielę byłam nawet szoferem Męża, Staszka i dwóch kumpli. Pierwszy raz wiozłam tyle chłopa i udało mi się nie popełnić ani jednego błędu, który by mnie zdyskredytował. Najgorzej wiozło się Męża, który zasiadł z tyłu pośrodku i uniemożliwiał wyprzedzanie, gdyż zasłaniał sobą całą szybę. Mimo zaplanowanego na rano wyjazdu, wyruszyliśmy o 13:30, gdyż kumple się grzebały. Mąż nie docenił wcale, że ja to jednak jestem szybka w kontraście. Przymknął na nich oko nie doceniając mnie! DSCN5357Kumple są fotografem i reżyserem, więc mojej nowej sukience, która wcale nie miała powstać*, dostała się mini-sesja i to taka, jakiej Mąż by nie zrobił, bo Mąż robi zdjęcia jak leci a ja muszę odrzucać najgorsze. Niestety, podczas drugiego zakładania celem miecia fajnych fot na rowerze wodnym w sukience poszedł zamek. Poszedł i już go nie ma. A był to drugi zamek, który miała,  bo pierwszy był zupełnie kiepski i za tani i się nie nadał.

Innym moim obowiązkiem jest zbieranie poziomek, gdy Mąż ma na to akurat ochotę. Akurat miał i akurat dopisała pogoda. Niebo chmurzyło się w poniedziałek przez dzień cały i groziło wyładowaniami, ale nie spadła ani kropla niczego. Przez bite dwie godziny zapełnialiśmy słoiki w okopach przy drodze. Nikt nie musiał martwic się o synka, gdyż on był z dziadkami i było mu dobrze. Potem wróciliśmy do domu i synek dostał obiad, po czym poszedł z nami na spacer by zasnąć. Buntował się bardzo, bo my oznaczamy atrakcje i zasypiać przy nas to strzał we własną stopę. Mimo to raczył przespać godzinę, podczas której pokłóciliśmy się śmiertelnie i pogodziliśmy warunkowo. DSCN5436Kłócimy się jak zwykle i jak każdy- o ulubione sposoby spędzania wolnego czasu. Wiem z autopsji prawie własnej, że jest to możliwa przyczyna rozpadów związków. Więc poświęcam się, bo związek ze mną jest fajny. Ale czasem dochodzi do przegięć. Po całym dniu zbierania poziomek i leżenia w rowie, z jedną tylko herbatą i to o poranku i to nieulubioną, bo ulubiona się skończyła, każe mi się iść na spacer a podczas tego spaceru omawiać, co będziemy robili dalej, by dzień był super. A wiadomo, że nie będzie super, bo niebo całe zachmurzone i na pewno lunie lada chwila! Tego było za wiele nawet dla kogoś tak skłonnego do poświęceń jak ja. Zatem zbuntowałam się i odmówiłam. Wówczas grożono mi tym co zwykle ostatnio. Mianowicie Mąż, który pracuje 70 godzin w tygodniu (!) i siedzi w zamknięciu cały tydzień chce mieć weekendy rozrywkowe, bo inaczej goni w piętkę i nie daje rady. A ja akurat lubię siedzieć w zamknięciu i lubię domatorstwo i kanapę i nawet film, a na pewno samodzielnie czytaną książkę. I sama mam co robić. Ale bym DSCN5521się poświęciła, bo wiadomo jaka jestem. Tyle, że on z całą pełnią chamstwa pyta co dalej i grozi, że dogoni piętkę. Już nawet zawracaliśmy do domu,  kiedy udało się jakimś przypadkiem jemu zrozumieć mnie i zaoferować konsensus. Zrozumiał i odkrył, że ja potrzebuję jedynie ciepła i czułości i że gdy zrezygnuje z chamstwa, to może mu być fajnie. Od tego czasu był milszy i daliśmy radę spędzić ze sobą resztę dnia i nawet popływać rowerem wodnym po jeziorze, bo w końcu się odrobinkę przejaśniło. Pływaliśmy dla odmiany sami, gdyż synek miał atrakcje zapewnione przez dziadków.

Jeszcze innym moim obowiązkiem jest obrabianie owoców do słoików. Poziomki trafiły do słoików dzisiaj przy walnej pomocy Męża, który wrócił wcześniej. Mąż wyparzył słoiki i odbierał zakręcone by ustawić je do góry denkami na ścierce. Miał tak mnóstwo pracy, że zmęczył się i poszedł spać. To, że ja nie śpię, spowodowane jest tym, że idę spać do synka, który tylko na to czeka i dzięki temu mogę teraz oto siedzieć w kuchni i dbać o blog Cytrynny.DSCN5600

Oprócz dbania o blog oglądam też mieszkania. Istnieje jedno fajne w całym mieście, ale jest na trzecim piętrze a to nie wiadomo, czy nie za wysoko i czy dam radę wszystkie dzieci wnieść. Nigdy nie mieszkałam tak wysoko. Jeszcze w zeszłym tygodniu istniało inne nie najgorsze i już prawie było nasze, ale poszło w cudze ręce, gdyż były to bogatsze ręce.

Pisałam już raz  o Ursusie, ale nie wiedziałam wówczas, jak bardzo bliskim stworzeniem Ursus jest. Otóż w niedzielę na poboczu leżało zwierzątko z pasiastym ogonem i znów musieliśmy się kłócić, a przynajmniej spierać, czy był to szop pracz, jak twierdziłam ja, czy może zwykły kot, jak to rację miał Mąż. Pasiasty ogon wskazywałby na szopa, ale zwierzątko było chude i zwykłe. Przy okazji czytania artykułu o szopie celem weryfikacji natknęliśmy się na informację, że szop jest ursusem  i że poniekąd jest misiem jako i ja jestę misię. Skądinąd szop jest bardzo interesujący i ma nawet kość prącia.

*Nie miała powstać, gdyż po pierwsze mam listę rzeczy do szycia wedle priorytetu i są na niej nie tylko sukienki i nie tylko dla mnie  a po drugie nie miałam na nią materiału. Materiał wpadł przypadkiem, a lista poszła wówczas się gonić. Za szycie poza harmonogramem spotkała mnie słuszna kara.

DSCN5696

DSCN5452

DSCN5529

Reklamy

15 Responses to Ursus znaczy niedźwiedź

  1. natalia says:

    Co za zwariowana rodzinka:)

  2. Mąż says:

    Mój Ursusik! Nie wspomniałaś nic o Przyjacielu Piekarzu, ani o 5 kg bibelotów, ani o biednym panu, ani o „Pan tu nie stał”, ani o enfamisiu! Należy się apendyks!

    • cytrynna says:

      Po to robię wpis, gdy menażer śpi, żeby mieć gdzieś jego uwagi i żądania. Niech se menażer sam pisze swój blog.

      • Mąż says:

        O?

      • Maurycy Teo says:

        Ja myślę, że Mąż powinien pisać blog o apendyksie. Albo nawet informatyczny, czy coś w tym rodzaju. Ale niech najlepiej pisze alternatywny blog Cytrynnowy i wtedy wszyscy będą zadowoleni, bo będzie można sobie uzupełniać informacje.

        Tak sobie popatrzyłem w te szopy, bo byłem przekonany, że w ogóle coś takiego jak szop pracz w Polsce nie istnieje. Ale się pomyliłem, bo napisali, że od lat 80 XX wieku istnieje w Polsce szop pracz. Pewnie przyszedł z Niemiec. Jednak podobno on jest tylko na zachodzie Polski. A Wy nie jesteście na zachodzie…

        No i w ogóle tylko jakiś burak z Katowic mówił, że to jest Ursus.W 1758. Ten burak się nazywał Karol Linneusz i wcale nie był z Katowic, ale potem odkryto, że właściwie to nie Ursus, tylko Procyon. A to już nie takie fajne.

        Tako rzecze Wikipedia. I ja tak wierzę, płaczę i mówię pacierze.

      • cytrynna says:

        Jesteśmy bardziej na zachodzie niż Wy.

  3. Maurycy Teo says:

    Wikipedia rzecze jeszcze, że kość prącia nie jest niczym niesamowitym, gdyż nie występuje generalnie tylko u człowieka, szerokonosych i niektórych wyrakowatych. Oraz że u człowieka się czasem wytwarza nawet.

    A może Cytrynna dałaby z boku w meniu taki pokaz kto co skomentował ostatnio. Bo lubimy czytać nowe komentarze i odświeżać stare notki, co i Cytrynna czasem u nas robi. Więc byłoby miło co kto i gdzie skomentował.

    A jeszcze co to jest bloglovin’?

    • cytrynna says:

      Cytrynna by dała chętnie i z radością ale nie za darmo. Za stówkę da. Wpłać stówkę na konto to da, o co tylko poprosisz. Nawet wpis o Tobie da.

      A bloglovin to taki czytnik blogów, gdzie się wyświetla fajnie co jest przeczytane a co jeszcze nie i bardzo fajnie się obserwuje. A kość prącia to chyba w kawałach się wytwarza, o!

      • Mąż says:

        A za ile pojedziemy na-wieś? Za 20 godzin?

      • Maurycy Teo says:

        Zastanawiałem się nad tym, czy mi się ta stówka opłaca. Bo Wy się może bogacicie dzięki niej, ale my stajemy się ubożsi, a to nie jest opłacalne. Do tego nie do końca jestem pewien tego wpisu o mnie, bo to wcale nie musi być dobry wpis. Jeszcze mi nawrzucasz, a ja za to zapłacę… No ale niech tam, raz kozie wio. Poszły pieniądze.

      • cytrynna says:

        Mówisz i masz. Tak ufamy, że zrobiłam o co poprosiłeś jeszcze zanim pinionżki zaksięgowano.
        Mężu, na wieś już za 15 godzin czy coś około tego.

      • Maurycy Teo says:

        Raduje się serce, raduje się dusza, jakoże pięknie widać kto komu co skomentował, jednakowoż teraz czekam na notkę o mnie (nawet jeśli ma być negatywna), inaczej koszt poniesienia kosztów będzie nieadekwatny, azaliż wżdy!

      • cytrynna says:

        Niech Maurycy cierpliwie poczeka. Notka spłynie z pewnością szybciej niż sukienka jego Żony, której pragnę (sukienki, nie Żony) chyba bardziej niż Ona i Maurycy razem wzięci. A za Żoną Maurycego tęsknię swoją drogą. Można do nas przyjechać.

  4. Rodzinkę to masz fajną..Jeszcze sie w tym wszystkim nie połapałam więc pewnie zaglądać tu będę częściej 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s