Zbijanie kokosów

DSCN1701Siedzimy sobie w naszym domku na wsi. Ani on nasz, ani siedzimy. Mąż dogorywa i poleguje, ja zaś krążę od jego legowiska, w którym zmieniam zimne okłady mniej więcej co minutę do zmienialni okładów w łazience, gdzie się je chłodzi i czasem przysiadam na 15 sekund by dopisać kilka znaków. Synek śpi smacznie, a radny puszcza muzę dla całej wsi.

Tym razem udało nam się przybyć na wieś już w piątek (pierwszy raz!), co miało mnóstwo zalet. Jechaliśmy już w chłodzie wieczornym i spaliśmy na świeżym powietrzu przy otwartym oknie, czego w mieście się nie uświadczy. Ponadto dzień rozpoczęliśmy już na miejscu i to wcześnie. Byliśmy w mieście kupić synkowi prezenty na nadchodzące urodziny. Padał deszcz i musieliśmy wyglądać praktycznie i nie kierować się wcale modą. Ja reprezentowałam feszyn from Kościerzyna, DSCN1722 który wygląda jak zdjęcie pokazuje. Skapnęła mi gazetka o paczłorkach, którą wypatrzył Mąż. Nie robię w paczłorkach, ale może zacznę, bo gazetka prezentuje istne cuda. Zaszliśmy też do nieodwiedzanego od niemal dwóch lat sklepu ze słodyczami z Niemiec. Byliśmy tam niedawno, ale akurat panował upał i nie było sensu kupować czekolady. Dziś odbiliśmy to sobie na kwotę 23 złotych. Kupiliśmy między innymi czekoladę z nadzieniem miętowym, co uwielbiam. I czekoladę mleczno-kokosową, która była najlepsza na świecie. Niestety nie został spożytkowany nawet jeden pełny rządek, a kokosy zniknęły. Spacerowaliśmy później po lesie, a gdy wróciliśmy do domu okazało się, że smakołyku nie ma z nami. Musiał wypaść z wózka, DSCN1688co ostatnio często nam się zdarza. Zebraliśmy także niemało kurek, ale nie wiadomo co z nimi będzie, bo Mąż leczy wrzody, a teraz jeszcze leczy siebie, więc wiadomym jest, że nie zjadłby, ale także ich nie obrobi, a to on w naszym związku jest tym, kto obrabia grzyby.

Podczas spaceru, który biegł przez zakole Wdy pod Płocicami, zatrzymaliśmy się w urokliwym miejscu, w którym na rzekę spuszczono kłody tak, iż tworzą one pomosty i obserwowaliśmy jak liczne spływy kajakowe sobie z przeszkodą radzą. Poradziły sobie wszystkie, ale zjawisko było wysoce ciekawe, a jeszcze ciekawsze było, jak klęły kobiety, co świadczy o statystycznie słabszych nerwach u kobiet. Bohaterski Mąż skoczył do wody gdy jednej kajakarce uciekło wiosło. Gdyby nie jego refleks, ona by nigdy wiosła nie dogoniła i musieliby zabulić kaucję! Mijaliśmy również liczne krzewy jeżyn i był na nich tylko jeden owoc. My też mamy jeżyny spod Płocic, ale nasze jeżyny są dalekie od owocowania.

Wróciliśmy do domu i Mąż zaległ. Twierdzi, iż jest słaby i ma na potwierdzenie gorączkę, ale nie bardzo wysoką. Spał sobie w najlepsze w biały dzień, a my z synkiem wytrzepaliśmy dywany, gdyż spodziewamy się gości i musi być w domu idealnie. Dom bez dywanów wygląda o jakieś dwie epoki nowocześniej!

DSCN1749

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s