Budzenie za zamówienie

domofonMam swój Cytrynniny zwyczaj, że wyłączam domofon. Robię to, bo mogę. Jest dźwignia służąca do wyciszania złowieszczego dzwonka i ja ją przesuwam często. Przesuwam zawsze, gdy kładę dziecko na drzemkę. Dziecko zasługuje na swoją drzemkę i nikt nie ma prawa mu jej odebrać. Gdyby ktoś zakłócił sam proces usypiania, to proces usypiania nie odbyłby się z sukcesem. Telefon też oczywiście wyciszam. A stacjonarny to odłączyłam sto lat temu, bo dzwoniono tylko z ofertami pokazów. Więc wyłączam na usypianie i póki śpi, to na ogół nie włączam. Czasem przychodzi moja mama i ona zna kod otwierający. Prawie każdy, kto przychodzi co najmniej zna kod, a czasem ma i klucz.

Przychodzi też listonosz z paczkami i on wie, że dziecko śpi, więc dzwoni do sąsiadów piętro wyżej, ale przechodząc zawsze zapuka i ja otworzę. On wówczas jest hałaśliwy, ale dziecko jest na to odporne. Potem dziecko wstaje, ja uruchamiam domofon na wypadek gdyby ktoś coś chciał i tak sobie trwamy. Potem dziecko idzie spać wieczorem i ja znów gaszę domofon, żeby wracający nocą Mąż nie obudził synka, bo podczas otwierania drzwi kodem działający domofon wydaje głośne piknięcie w mieszkaniu.

Na ogół nie uruchamiam już domofonu na noc, bo nigdy nie wiadomo. Wszak mieszkamy gdzie mieszkamy i może jakiś pijany imprezowicz wracając o świcie do swojej meliny zechce zadzwonić dla kawału. Taka paranoja. No lepiej niech tym, kto nas obudzi będzie syn. A syn jest taki super, że śpi do ósmej z haczkiem i tylko kwestia ile tego haczka. Ósma jest niemal gwarantowana, a przed ósmą zdarza się na tyle rzadko, że może syn liczyć nawet na uśmiech powitalny.

Za to gaszenie domofonu jestem krytykowana raz po raz, co i już, przez każdego kto tego nie robi choć może lub kto nie może. Krytykuje moja mama. Babcia co raz przyszła bez telefonu to się do nas nie dostała, raz R. czekał pod drzwiami. Zdarza się. I mi zdarza się zapomnieć. I ten listonosz, co to paczki przynosi, to się chyba cichaczem podśmiewa. A ja trwam w Cytrynninym zwyczaju i pogłębiającej się paranoi. Przecież żyjemy w kulturalnym mieście i głupie mam pomysły. Kto by budził ludzi przechodząc?

Wczoraj wieczorem nie wyłączyłam domofonu, bo nie czekałam na powrót Męża, który był w domu. Nie zgasiłam i na noc, bo takie kulturalne miasto.  A z paranoja należy walczyć. Należy także nadmienić jeszcze, że domofon jest z tych, co to da się na raz wybrać tylko jeden numer i długo łączy zanim zadzwoni.

Dziś bladym świtem obudził nas dzwonek. Akurat jeździłam Lanosem we śnie, ale zerwałam się prędko. Pytam kto tam, ale cisza odpowiada. Biegnę do okna, ale nikt pod klatką nie stoi. Jakaś laska w obcasikach przechodzi w jedną stronę w miarę blisko. Jakiś osiłek wędruję w drugą już dość daleko. Obstawiam osiłka. Wybrał nasz numer i zadzwonił by podzielić się tym, że już nie śpi. Pomiar temperatury osiłki wzięli, senność osiłki wzięli, tylko synek kwęknąwszy spał dalej.

Reklamy

2 Responses to Budzenie za zamówienie

  1. katya says:

    Jak to dobrze nie mieć domofonu:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s