Gdańsk istnieje w dzień!

DSCN4689Wpisy na blogu Cytrynny powstają jak grzyby po deszczu. Są pisane, a potem niczym grzyby po deszczu, zobaczone przez kogoś, przestają rosnąć. Istnieje wiele rozpoczętych wpisów, zbyt małych by je wysyłać w otchłań internetu spragnioną iście dużego wpisu. A wiadomo też co dzieje się z grzybem, którego nikt nie zbierze. Grzyb robaczywieje! Włazi w niego czerw, osiadają na nim ślimaki. Do kapelusza stopniowo dobierają się małe robaczki o nieznanej nazwie. Wpisom Cytrynny na szczęście aż taki los może być obcy. One po prostu się dezaktualizują.

Sprawa wygląda tak, że szyję sobie te moje sukienki wieczorami i trwa to nieskończoność. Robię inne rzeczy jak wszycie zamka do dziecięcej kurteczki czy uszycie spodenek z dresu synkowi. Innymi moimi czynnościami są: obliczanie salda na koncie w banku czy szukanie najtańszego OC. Wychowuję syna, który zamiast mówić ‚baba, mówi „babciu’, a nawet ‚babciu, babciu’, co powoduje rozpływanie się babć. Umiejętność powtórzenia słowa babciopodobnego w DSCN3197taki uroczy sposób nasz synek zawdzięcza małym Gajątkom, z którymi bawił się w piaskownicy i obserwował jak robią babki z piasku. To od nich wie, że kiedy wysypie klocki z wiaderka i postukuje w nie (w wiaderko) przedmiotem, należy powiedzieć ‚babko babko’. Mówi także ‚mamo mamo’. I od ojca nauczył się mówić do matki per ‚Misiec’, co w jego wydaniu brzmi ‚Mysiec’. I uczę go mówić ‚tatuś’. Czytam mu wiersze poetów dla dzieci i recytuję wiersze poety Mickiewicza, które są takie romantyczne, na przykład „Pani Twardowska”. Martwię się moją babcią, która jest chora. Bardzo się martwię. Bulwersuję się na instytucje, ale o tym to napiszę osobno na pewno i wkrótce, bo muszę bulwers nagłośnić. Oglądam mieszkania w okolicy i zasmucam się, bo nie ma fajnych, a ja tak chętnie bym porozwieszała zasłony w misie w oknach. W każdym oknie. Poszukuję zasłon w misie i nabywam je, żeby na żadne okno w przyszłym mieszkaniu nie zabrakło.

DSCN4700Tydzień temu we wtorek miałam pójść do obleganej i bardzo drogiej pani doktor z wynikami kontrolnymi moich hormonów. Miałam pójść już cztery tygodnie temu i sześć tygodni temu. Ale sześć tygodni temu pani doktor pływała w gorących wodach egzotycznego oceanu, na co ją stać bo z obliczeń wynika, że pobiera od pacjentów 60 000 zylców miesięcznie. Z kolei cztery tygodnie temu się okazało, że wzięłam tabletkę rano a badania miały być na czczo. Zadzwoniłam więc przenieść wizytę i przeniesiono mi ją o trzy tygodnie, takie jest oblężenie! No i tydzień temu ta wizyta miała być o 12:45. W dniu wizyty wracaliśmy ze wsi. Spakowawszy się i zrobiwszy śniadanie na wynos, udaliśmy się do lasu, nad staw, na pomost, obserwować żaby. Było cudownie i spędzaliśmy tam czas. Znaleźliśmy też jeden duży prawdziwek z robaczywą małymi robaczkami nóżką. Kiedy minął czas spędzany, wskoczyliśmy do auteczka i ruszyliśmy. Pędziliśmy ile fabryka dała ograniczone przez ile droga pozwala. Raz wyprzedziłam tira jadąc za innym wyprzedzającym go tirem i byłam za nim bezpieczna. W Kościerzynie napotkaliśmy jednak gargantuiczny korek jak przystało na wtorek czyli dzień targowy. A Kościerzyna obfituje w ronda, których przepustowość projektowa nie uwzględnia ruchu w dzień targowy kilka lat po zbudowaniu. DSCN5061Musiałam wymyślić nowy nigdy nie stosowany objazd tego korka i odniosłam sukces. Ale z powodu pośpiechu do doktora stresowałam się bardzo i popełniałam pomyłki. Jedna pomyłka poskutkowała 3-minutowym opóźnieniem, gdyż przegapiwszy sprawiajkę, musiałam znaleźć zawracajkę i wrócić na sprawiajkę, która po zawróceniu była już zlewiajką. I tak pędziliśmy. Innym razem wyprzedziłam auto, które żółwiło. Na ogół nie wyprzedzam, bo jestem spokojna i wolę kląć na pacana/jełopa przed sobą niż go wyprzedzić, ale widoczność była jak na patelni, więc zrobiłam TO! Żebym jednak się stresować nie musiała, zadzwoniliśmy do pani doktor powiedzieć, że zamierzamy się spóźnić do 15 minut. Była to z naszej strony wielka kultura, gdyż im to nie robi, azaliż oni mają półgodzinne opóźnienia w standardzie. A mimo to telefonistka powiedziała, że skoro zamierzamy się spóźnić, to wizytę trzeba przenieść! Zbulwersowałam się bardzo i mimo iż do miasta zajechaliśmy tak, że byłabym na czas i jeszcze bym czekała, to postanowiłam NIGDY WIĘCEJ do pani doktor nie iść.

DSCN5064Jeszcze tego samego dnia umówiłam się do naszego dotychczasowego pana doktora, który jest najlepszy i dziś miałam wizytę. Doktor, oprócz tego, ze jest najlepszy, najsympatyczniejszy, dobrze się kojarzy, ma jeszcze taką zaletę, że wizyta u niego ma z góry określony koszt i to niższy, a pani doktor bierze ile popadnie. Ostatnio wzięła 220, czyli majątek, na który nie stać nikogo!

Do tej pory na wizyty u doktora jeździłam zawsze z Mężem, więc Mąż sobie nie wyobrażał, żeby tym razem miało być inaczej. Śpiącego synka przejęła moja mama, ja poszłam na dworzec zdjąć Męża, który specjalnie przyjechał z pracy przed zmrokiem i zdziwił się, że miasto nie materializuje się dopiero tuż przed jego przyjazdem. Zjadłszy czisy w Maczku (istny rarytas dla schorowanego żołądka mężowskiego), pojechaliśmy tramwajem niczym biedni ludzie. Była to dla nas prawdziwa randka. Z siedzeniem na kolanach w tramwaju i zupełną beztroską. Beztroskę zaburzał li i jedynie pan o zapachu pana pijanego, który najpierw groził tym, że lada chwila na nas padnie, a gdy zwolniło się dla niego miejsce, gapił się zazdrośnie do czasu aż wysiadł. My jechaliśmy dalej, aż na pętlę!

Pierwszy raz od prawie DSCN5103trzech lat znaleźliśmy się u doktora bez synka. Kiedy przybyliśmy na czas, okazało się, że jest półgodzinna obsuwa, co bardzo nas ucieszyło. Poszliśmy na spacer. Niebo było śliczne i puchate niczym minky (cuddly rose), a my wędrowaliśmy przez blokowisko pełne dzieci i ładnych budynków. Zawędrowaliśmy do sklepu o wdzięcznej nazwie Misiaczek i kupiliśmy tam dwa zestawy klocuszków Lego Friends w przystępnie okazyjnej cenie. Mieliśmy jeszcze w planach zjedzenie lodów, ale pół godziny minęło bardzo szybko.

Doktor nie zawiódł wcale a wcale. W ramach kosztu wizyty zrobił usg, co zwiększa zadowolenie z wizyty. Ponadto przepisał leki, pogawędził, zmienił dawkowanie na trochę mniej wygodne, które jednak po zajściu w ciąże zmieni się wzwyż na wygodniejsze (póki co kroimy tabletkę na pół i bierzemy półtorej). Poradził także co i kiedy zbadać i dopisał literkę R w kółku na recepcie przy drogim DSCN5096leku, dzięki czemu jest to tani lek. Droga pani doktor poprzednio to zapomniała w ogóle leku przepisać i trzeba było do niej chodzić. Zapowiedział doktor także, co można zrobić jeśli się chce [zajść w ciążę] a nie lubi się [seksu]. Otóż można wtedy zażyć lek wzmacniający siłę owulacji tak żeby wystarczył jeden raz. My mamy jednak nadzieję na chociaż trochę starań:)

Żeby nie było za słodko, to Liga Przeciwników Związków jest zbulwersowana naszymi ‚planami rozrodczymi’ i uważa, że powinniśmy je skonsultować z rodzicami, na koszt których żyjemy i dopiero po wyrażeniu przez nich pełnej zgody i pisemnego poparcia moglibyśmy jakieś plany mieć, ale w ogóle to jednak nie powinniśmy, gdyż ja nie prowadzę życia zawodowego, a powinnam. Rozpoczynanie życia zawodowego w wieku 30 lat nie ma szans. Liga spytała mnie wprost, czy już jestem w tej ciąży a na wieść, że ciąży bym póki co nie utrzymała, nie odetchnęła wprawdzie z głośną ulgą, ale i nie zmartwiła się wcale. I wiadomo, powinniśmy mieć swoje mieszkanie, oboje pracę, kredyt i dopiero myśleć o dziecku. Najlepiej tylko myśleć.

Żeby było jeszcze DSCN5122mniej słodko, to w naszej wsi w niedzielę odbył się wybuch gazu. Dotknęło nas to niemal bezpośrednio, gdyż w dniu wybuchu, tuż przed, sami wymieniliśmy butlę u siebie. Ponieważ nie było klucza, pożyczyliśmy od sąsiada i ten sam sąsiad przybiegł potem powiedzieć nam, że ‚trzy minuty po tym jak my wymieniliśmy, tam dom rozsadziło i są trupy’. Akurat nie trzy minuty, lecz dwie godziny i akurat nie trupy, tylko jedna ciężko ranna kobieta. Ja na przykład stłamsiłam się bardzo i osmarowałam całą naszą butlę spienionym płynem do naczyń by sprawdzić, czy u nas jest szczelnie.

A żeby nie kończyć wpisu tak przykro, to chciałam zwrócić uwagę czytelnika na plakat i skierować tę uwagę na dwa przykre stereotypy, które on utrwala. Otóż z plakatu wynika jakoby starsze panie były niesympatyczne oraz koniecznie chciały siedzieć tam, gdzie jest znaczek mimo że jest pełno innych wolnych miejsc.

A Mąż, który sobie w pociągach czyta „Polską Partię Robotniczą, drogę do władzy” Gontarczyka, powiedział właśnie, że w styczniu 1945 Leopold Okulicki, pseudonim Niedźwiadek, wydał zakaz podejmowania wszelkich działań zaczepnych przeciwko Niemcom i skupienia sił na obronie polskiej ludności przed bandytyzmem [str. 360].

DSCN5138

DSCN3615

Reklamy

One Response to Gdańsk istnieje w dzień!

  1. LolaJoo says:

    Wiesz, na ja sama nie wiem co tu napisać, tyle tematów zapodałam. Dziś więc trzymam kciuki żeby te firanki w końcu zawisły na swoim miejscu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s