Wszystkie kobiety Mateusza

DSCN6521Jak czytelnicy blogowego fejsbuka wiedzą, miałam dziś urodziny. Czytelnikom fejsbuka nieobca jest też wiedza, że Mąż nie zamierzał ich ze mną spędzić. Od wielu dni zapowiadał, że nie ma żadnego prezentu, bo nie było kiedy, a wczoraj dodał jeszcze, że nikt nie chciałby być ze mną rano w dniu, w którym nie można mnie poganiać. I tak oto zostałam uspokojona, gdyż jak wiadomo z poprzedniego roku, nie znoszę niespodzianek i niepewności, a lubię stabilność i domowe pielesze. Mąż miał wrócić do domu na mniej więcej dwudziestą pierwszą i wspólnie ze mną położyć synka spać, a następnie dać się ograć w Carcassonne podczas randki domowej.

Poranek rozpoczął się dziś o 9:30. Tak nie bywa! Synek postanowił dać nam co mógł najlepszego, a był to sen. I nie oddawał wcale swojego, lecz korzystał wraz z nami.

Następnie Mąż ubrał się, wziął swój garnuszek na kaszkę* i poszedł do pracy. Przeczuwałam, że wróci jeszcze z kwiatami i poradziłam mu, żeby wziął klucze, co by sobie drzwi otworzyć, a on stanowczo odmówił, czym utwierdził mnie w moich przekonaniach [że wróci]. Poradziłam mu nawet, gdzie może kupić fajną czekoladę, a on odparł, że wieczorem mi przyniesie. I tak oto polazł, a my z synkiem zabraliśmy się za śniadanie. Kiedy chlebki były posmarowane, wrócił Mąż. Przyszedł załapać się na nasze śniadanie, złożone z chlebka i wykogatunkowych parówek, o które synek  poprosił mówiąc ‚plówka, tu’ i pokazując na swoją maleńką rączkę. Ale nie przyszedł z pustymi rękami. Przyniósł i kwiaty, i czekoladę i jeszcze świeżutkie bułeczki. I zaproponował spacer. Mimo wczorajszych rozdzierających serce słów. Ja na spacer oczywiście ochoczo przystałam, lecz nim zjedzono śniadanie, spadł ulewny deszcz, który zapowiadano dopiero na 14!  Spadł przed czasem i wciąż spadał. Nie mogliśmy jednak zrezygnować z jedynej okazji do randki w tak uroczystym dniu i poszliśmy z parasolem nad wózkiem.  Z parasolem, z dzieckiem małym, z gospodarstwem swoim całym. Szliśmy i szliśmy, aż doszliśmy do pobliskiego Madisona, w którym zeszłej zimy spędziliśmy wiele czasu. Tam zażyliśmy lokalnej cukierni. Synek o dziwo przyjął nasze jedzenie jabłeczników i nie domagał się współudziału. Miał swojego mercedesa i jeździł nim po stoliku a gdy zjedliśmy (dwa okruszki mu się jednak dostały), chwycił talerze i odniósł je. Gdy nikt talerzy nie przechwycił, podszedł jeszcze raz i pokazał paniom, że talerze stoją.

Potem oglądaliśmy rybki i synek doceniał rybki. Nie było już zeszłorocznego jeżyka, którego tyle razy odwiedziliśmy. Była za to śliczna koszulka z jeżykiem, ale dziewczęca. Zjechaliśmy na piętro z esotiq’iem i tam były szlafroki z podrabianego minky. Już się podjarałam i myślałam, że oszaleję i bez co najmniej jednego nie wyjdę, gdy odkryłam, że minky jest podrobiony i wcale nie jest minky, lecz byle polarem tłoczonym w bąbelki, łatwym do uprasowania na gładkopolar. Bez żalu opuściłam sklep.

Następnie był obiad, a Mąż udał się do pracy bez obiadu. Później synek zasypiał i godzinę mu zajęło zaśnięcie. W tym czasie podbił mi prawe oko i wydrapał lewe. Wtedy (tuż po zaśnięciu) przyszła mamusia (moja) i przyniosła mięso mielone na kotlety mielone. Bardzo się ucieszyłam na myśl o mamusinych kotletach i już planowałam, że po kotletach wspólnie upieczemy ciasteczka owsiane. Zabrakło jednak cebuli i ja po tę cebulę poszłam. Przy okazji zadzwoniłam do Męża pochwalić się, jak to owocnie spędzę czas, a on mi bezczelnie rzekł, że nie będę żadnych kotletów smażyć. Powodem wzburzenia było to, że on właśnie znalazł się  w drodze i załatwił opiekę do dziecka i był w trakcie niespodzianki. Zupełnie nieprofesjonalnie. Gdy my szykowaliśmy niespodziankę dla P. [pierwszy akapit], ściągnęliśmy do siebie każdego, kto mógł plany zaburzyć. Zatem Mąż jako organizator się słabo spisał. Daliśmy jednak radę i po początkowym okazaniu wyraźnego niezadowolenia poszłam z Mężem do tego niespodziankowego kina. Gdy doszliśmy pod budynek miejscowego kina studyjnego, oczom moim ukazał się plakat reklamujący film ‚Wszystkie kobiety Mateusza‚ i od razu wiedziałam, na co idziemy, mimo że były tam też inne plakaty.

Od lat (dwóch) chadzamy do kina kierując się tym, czy jest blisko i czy godzina nam pasuje. Tym razem jednak Mąż, oprócz sprawdzenia dwóch podstawowych parametrów, zapewnił, by była to komedia. Opisu nie czytał. Film nie był może bardzo wysokich lotów, ale był sympatyczny i ja osobiście jestem zadowolona a recenzja, którą zobaczyłam później jest moim zdaniem żenująca jak nie wiem co.

Film był o gminnym Casanowie, który po swojej śmierci rozszerzył działalność na wszystkie śpiące kobiety. My akurat znamy tylko jednego Mateusza i on jest raczej monogamiczny, więc tym śmieszniejszy był dla nas tytuł.

Po kinie byliśmy na randce w lokalu i to w tym lokalu, ‚co zawsze’. I jedno znas zamówiło tam pitne Rafaello, a drugie pitnego Snickersa, ale zamieniliśmy się rychło, bo każdemu smakowały bardzo oba a bardziej ten nieswój. A potem jeszcze odbyliśmy spacer. To uczyniło randkę full randką, taka samą co do składu jak te, podczas których byłam zdobywana! Później zaś odebraliśmy nasze słodziutkie dziecko, które zna już naprawdę wszystkie marki samochodów. Nie wiem, czy czytelnicy zdają sobie sprawę, że Nissan jest z daleka bardzo podobny do Opla jeśli chodzi o znaczek? Zrobiliśmy wraz z synkiem spacer dookoła budynków i przyszliśmy do domu opisać moje urodziny. Po drodze zajrzałam do skrzynki i wyjęłam z niej kartkę adresowaną do mnie rękami mojego drogiego Męża. Na kartce jest wierszyk sugerujący, że jeśli wykonam pewne gusła i wejdę goła do łóżka wołając, że chcę prezent dostać, bo nie dostałam, to dostanę. Idę więc spróbować!

*Mąż co rano wymienia po drodze do pracy pusty garnuszek na pełny. Napełnia mu go babcia, czym odciąża mnie od żmudnej i monotonnej czynności codziennego gotowania kaszki. Ja to kiedyś robiłam, ale wymiękłam i już nie znoszę, bardziej niż niespodzianek.

Foteczki będą jutro!

Reklamy

2 Responses to Wszystkie kobiety Mateusza

  1. Maurycy Teo says:

    Huhu! Ciekawe jakie to gusła odprawiałaś. No przyznaj się, jaki był ten prezent! 😀

    A wiesz, to niesprawiedliwe, bo nie dostałem pingbacka. A powinienem dostać. Może weź tam odśwież tę stronę, co? Swoją drogą co Cię skłoniło do linkowania mojej notki o kłopotach szerokorodzinnych? 🙂 A moje kobiety to w ogóle tajemnica i oficjalnie rzeczywiście jestem monogamiczny :P.

    Gabryś jak miał 2 lata to też znał wszystkie marki samochodów! Miał dzłagena, kubisi i wiele innych! No i liczył do 12, opowiadał historie, układał puzzle na 60 elementów i w ogóle był mądry że ach. Ale Staś też jest bardzo mądry!

    • cytrynna says:

      Dostałam płytę z filmem, który niegdyś widzieliśmy w kinie. Zbieramy filmy, które widzieliśmy w kinie, jest ich tak niewiele… Stronę odświeżyłam, lecz nie widzę u Ciebie pingbacka. Wpis został wybrany przewrotnie jako ten mniej niepasujący z jedynych dwóch oznaczonych etykietą ‚wierność’.

      My zamiast dzłagena chcieliśmy zapodać dziecku folca, ale podsłyszało jak się wahamy i samo sobie obrało wagena, a gdy widzi kilka wagenów, to wie nawet, że to jest już ponciok! A najbardziej lubi Mazdy i to dobrze, bo ja tez lubię Mazdy. Mazda to najładniejszy samochód, zaraz po Lanosie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s