Mistrz kierownicy

DSCN9950Mąż mi dziś powiedział, że jestem mistrzem kierownicy. Było to podczas arcytrudnego manewru opuszczania zatłoczonego parkingu przy politechnice. Tak naprawdę nie wyrażał swojego zdania, lecz swoje stłamszenie, bo chwilę wcześniej przetrzymał nas przez bez mała półtorej godziny na miejscu, bez możliwości skoknięcia do pobliskiej piekarni po bułeczkę czosnkową, gdyż wydawało mu się, że spotkanie potrwa krótko. Ten sam Mąż dwa dni wcześniej poniżył mnie każąc opuścić auto podczas parkowania tyłem w zatoce gdy wjechałam na krawężnik twierdząc, że przecież tak się wjeżdża tyłem do zatoki. Wyjechał, wyprostował koła i jednym płynnym ruchem znalazł się w owej zatoce, dostatecznie głęboko bez żadnego zmuszania kół do pokonania krawężnika. Mimo to ja wiem, że jestem mistrzem kierownicy, o!

Spędziliśmy DSCN9025na wsi jeden z ostatnich tak uroczych weekendów. Grzyby się kończą, a i pogoda nie sprzyja przebywaniu na powietrzu. Ładnie zrobiło się dopiero w chwili wyjazdu, czyli dzisiaj. Prognoza pogody na sobotę, sprawdzana w piątkowy wieczór, znów się nie sprawdziła. Liczyliśmy na słońce, a kuliliśmy się w dwóch kurteczkach zimowych.Tak naprawdę tylko ja potrzebowałam dwóch kurteczek, a konkretnie to kurteczki i kamizelki z puchu. Mężowi wystarczyła kurteczka i polarek. Synek nie potrzebował takiego oręża, gdyż został z dziadkami w ciepłym domu i mógł chodzić w niczym nie przykrytej zielonej koszulce z nadrukiem Goofiego. Wie, że to Goofy i że ma ją od chłopca imieniem Mateusz.

Ogólnie jesteśmy bardzo uzależnieni od synka i od wózka. Zupełnie już nie potrafimy chodzić bez nich i tak też DSCN9029było tym razem. Odbyliśmy śniadanie na trawie w Płocicach, podczas którego zmarzliśmy tak, że musieliśmy się długo rozgrzewać w autku. Potem przejechaliśmy na parking przy jarze Wdy, gdzie ostatnio bywaliśmy często. Na parkingu oprócz nas było trzech grzybiarzy z Gdańska a dominującymi wśród grzybiarzy z Gdańska markami samochodów były Daewoo i Ford. Spacerowaliśmy znajdując grzyby, ale było tak zimno, że nikt nie wyjął ręki ze wspólnej kieszeni by jakiegokolwiek z nich podnieść. Pojechaliśmy do miasta na randkę, ale brakowało nam dziecka domagającego się udziału w napoleonce. A zimno wciąż było.  Dopiero z czasem trochę się rozkręciliśmy i pod koniec wycieczki udaliśmy się do ogrodu botanicznego zwiedzać drzewka, ławki i huśtawki. Bardzo nam się podobało, ale znów myśleliśmy tylko o tym, jak fajnie byłoby tam Staszkowi. DSCN9923Gdyby nie to, ze mieliśmy dwa aparaty i mogliśmy robić sobie zdjęcia jak robimy zdjęcia… nie moglibyście teraz podziwiać naszych zdjęć podczas robienia sobie zdjęć!

W niedzielę udało nam się rozkręcić zupełnie. Poszliśmy z kocem na łąkę czytać sobie na głos. Aktualnie czytamy drugi tom Pottera i jesteśmy zachwyceni (Mąż) oraz ponownie zachwyceni (ja). Niedawno widzieliśmy oba siódme filmy (a pierwszy siódmy film widzieliśmy też w kinie na początku ciąży), więc teraz czytamy. Potter bardzo nam się kojarzy z ciążą i to jest bardzo miłe. Ale znów ledwo dawały radę nasze starcze kręgosłupy, a do tego spadł przelotny deszcz i musieliśmy powędrować na przystanek autobusowy. podczas wędrówki deszcz przeleciał a przystanek okazał się bardzo ciemny sam w sobie, więc rozbiliśmy nowy obóz tuż obok na trawie oparci o skarpę. Skarpa zapewniająca podparcie starczym kręgosłupom sprawiła, że jesteśmy już za połową owego drugiego tomu.

DSCN0143

Advertisements

4 Responses to Mistrz kierownicy

  1. LolaJoo says:

    🙂 jej, ja nie czytałam pottera bo jak obejrzałam kiedyś jakis kawałek filmu to się bałam, serio i dalej się boję spróbować …wiec tego nie robię 😀 Fajna taka randka na trawce 🙂 nawet jak pokropiło.

    • cytrynna says:

      Ja chyba nawet nie wszystkie filmy widziałam. Ale książki wzeszły akurat gdy byłam w gimnazjum i trafiły na tak podatny grunt, że te pierwsze tomy to wówczas czytałam po kilka razy.

  2. Iwona says:

    Och! Jak ja to uzależnienie od dziecka rozumiem! Myśmy zdecydowali się wychowywać naszą Lunę trochę inaczej jak ogólnie przyjęto: poród w domu, łóżko rodzinne, noszenie, naturalne karmienie i te sprawy. W praktyce oznaczało to dla mnie, że te pierwsze lata Luna była praktycznie bez przerwy przy mnie. Dopiero kiedy miała ponad dwa latka zdecydowałam się po raz pierwszy pojechać do miasta bez Luny… To było okropne! Jakby mi amputowano część mnie i jaki irracjonalny strach miałam, że Lunie coś się stanie skoro mnie nie ma przy niej.
    Ale wszystko to opłaciło się, bo w tej chwili nie ma chyba w okolicy samodzielniejszej i odważniejszej dziewczynki 🙂

    • cytrynna says:

      A nie, u nas to jest inaczej:) To dziecko jest uzależnione od nas:) My bardzo ufamy jego opiekunom, bo to dziadkowie są i o Staszka nie musieliśmy się bać, ale brakowało go nam, bo jednak nieczęsto go zostawiamy. Całe lato jeździł z nami na wycieczki i dziwnie pusto było bez niego w tych wszystkich miejscach, w których powinien być:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s