Jak nie dźwiedź to ja nie wiem*

DSCN5343Znalazłam cały folder uroczych fotek z pewnego wrześniowego weekendu. Miały okrasić wrześniowy wpis o tymże weekendzie, ale nie wiem nawet czy ów wpis powstał (powstał, jest TU).

Chciałam napisać, że jestem bardzo zmęczona, tak zmęczona, że nie pojechaliśmy na wieś dziś, lecz pojedziemy jutro. Tak zmęczona, że spałam w dzień i obudziłam się półżywa a zaraz po mnie wstał synek, którego uśpiłam na drzemkę. Byliśmy w bibliotece z przetrzymaną książką, którą czytaliśmy sobie wieczorami i wcale nam nie naliczono kary za 3-dniowe opóźnienie. W tej bibliotece są dwa wejścia- jedno zwykłe ze schodem (albo schodą) a drugie z podjazdem. Drzwi przy podjeździe są jak zwykle zamknięte a ochroniarz, który pilnuje by mu nikt wózkiem drzwi nie obił, wcale się nie pofatyguje żeby pomóc matce z dziećmi i wózkami. Ochroniarze w pobliskim Rossmannie to jednak są o kilka klas lepsi. I zawsze pomogą przynajmniej w którąś ze stron zależnie od tego, gdzie akurat są.

A poza tym w ogóle nie smakuje mi herbata z cukrem, od której jestem przecież uzależniona. Ciągle wylewam herbaty z cukrem i muszę pić gorzkie bo są mniej niedobre. Ale za to smakują mi czipsy.

A jeszcze poza tym chciałabym dużo zrobić, ale nie mam siły. Między zaśnięciem synka a powrotem Męża nie miewam więcej niż pół godziny, na ogół nawet mniej. A Mąż jest fajniutki, na przykład pewnego poranka zbudziłam się i szafa z ubraniami była otwarta a na podłodze leżały dwie pary spodni. Myślałam, że to synek je wyciągnął, chociaż na ogół nie praktykuje podobnych zabaw. Dopiero z czasem się skumałam, że to dlatego, że Mąż szukał sobie odpowiednich spodni, gdyż spodnie z dnia poprzedniego, które zawsze rzuca na podłogę, nie leżały na owej podłodze albowiem ja je podniosłam i przewiesiłam przez oparcie krzesła. DSCN6358

Ponadto kupiliśmy sobie 5 lampek żeby nam rozświetliły ciemności. Na pewno przydadzą się do szycia o ile takowe w końcu zajdzie. I do czytania, być może ocalą mi resztki wzroku, bo ślepnę. Ślepnę, mimo że przecież jem chleb razowy. Nie jem prawie nic oprócz chleba razowego i chipsów. Robię obiady, ale nie mam na nie apetytu.

Przypadkiem zobaczyłam, że na fejsie można polubić już nawet to, że ktoś coś polubił. I można też uwielbiać. Ja nie mogę ani jednego ani drugiego, ale w ogóle mi to nie przeszkadza.

Cóż, idę sobie obsmarować chlebki razowe serkami Hochland z pudełka  z napisem ‚grzybobranie’. Wygrywają z szyneczką, nawet w piąteczek. I może zdążę zanim trzeba będzie grzać obiadek i wieszać pranie. A tyle chciałam dzisiaj zrobić.

*Tytuł wpisu nawiązuje do różnych takich, jak Pan Kracek, nie toperz, nie dźwiedź,a  w szczególności do ‚siadów’- o sąsiadach synek uparcie mówi ‚siedzi’, ‚siadów’, wszak są siedzi.

Reklamy

9 Responses to Jak nie dźwiedź to ja nie wiem*

  1. Maurycy Teo says:

    Bieski! Jak to nie bieski? To ja już nie wiem…

    Oto tekst mojego dzieciństwa, nagminnie przypominany przez moją mamę :).

    A moja Żona ostatnio nabrała energii i ciągle jest czysto w mieszkaniu. Ale z wiadomych przyczyn to jednak nie do końca dobra wiadomość…

  2. Maurycy Teo says:

    – Puk puk!
    – Kto tam?
    – Sąsiadki!
    – Nie ma siatek!

  3. LolaJoo says:

    🙂 Ja jadłam będąc z Anią w ciąży praktycznie same ciasta, z Wojtekiem samą kiełbasę….a z Matim chyba nic nie jadłam bo czasu nie miałam i w porównaniu ze zwiększaniem się w dwóch pierwszych ciążach o 30kg z Matiasem przytyłam chyba z 14kg. .. 🙂

    • cytrynna says:

      O, jeśli Ty zrzuciłaś 74 kg ot tak… to ja moich kilkanaście też zrzucę. Jeszcze nie zgubiłam tych z pierwszej ciąży…

  4. Iwona says:

    Kochana, a ja bym Tobie radziła – nie jedz, jeśli nie masz ochoty, a nawet przegłódź się z pół dnia, to wtedy chlebek z masłem będzie Ci smakował 😉 Twoje ciało wie najlepiej czego potrzebuje, tylko trzeba nauczyć się go słuchać 🙂

    • cytrynna says:

      A nie, to nie tak, że mi nie smakuje. Smakuje mi wiele rzeczy, tylko nie to, co ugotuję. Jak wkładam pracę w zrobienie, to już nie mam siły jeść 🙂

  5. Maurycy Teo says:

    Kochana, wsłuuuchaj się w swoją wątrobę. I w swój żołądek też. Moja Żona uwielbia rozmawiać ze swoim kolanem, to bardzo poprawia jakość jej życia. Jestem potwornie złośliwy i pewnie mi się oberwie, ale jak czytam takie komentarze, to mi się krew w żyłach mrozi.

    Nie należy, zdaje mi się, głodzić się będąc w ciąży (jeśli to oficjalna wersja wydarzeń). Wręcz wypadałoby zjadać cokolwiek, żeby mieć czym wymiotować :). Ale przypuszczam, że nasze korzonki i duży palec u stopy wiedzą lepiej…

    • cytrynna says:

      Oh Maurycy, ja się nie głodzę i także nie wymiotuję. Ja mam co najwyżej mdłości albo niesmak, a Ty jesteś niepotrzebnie złośliwy. Zaś akurat korzonki niestety czasami wiedzą najlepiej- wtedy gdy nie pozwalają się podnieść z łóżka po kawałek czegoś. Gdyby mnie w lipcu 2011 Mąż nie karmił brzoskwiniami na potęgę, to nie pisałabym tu dzisiaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s