Jak nie być frajerem?

DSCN7918Nie wiem. Ja akurat jestem, ale po kolei. Postanowiłam, że dzisiaj załatwię sprawę lusterka. Ale też planowałam uprać dziecięcą lalkę. Wczoraj uszyłam woreczek ochronny na włosy i wciągnęłam sznurek. Rano wrzuciłam lalkę z workiem na głowie do pralki. Po godzinie wyjęłam i gdy rozcinałam sznurek, który był nierozwiązywalny oczywiście, to nożyczki przeciąwszy go, strzeliły mi prosto w oko. A że moje oczka z niewyspania są bardzo nisko, to gałka ocalała. Ale krew chlusnęła i zalewała oczy. No dobra, tak naprawdę, to nie oczko, nie gałka, tylko brew. Ale krew była. A teraz jest obite. Jutro spodziewam się siniaka. Wyglądam jak połączenie brudasa z ofiarą losu. Mogłabym się przez to nawet źle czuć, ale reguluję sobie samopoczucie apaszką z minky od Natalii. Gdy samopoczucie spada, pocieram apaszką o szyję.

W kwestii lusterka było tak: Widziałam już na mapie, dokąd należy pojechać. Były trzy różne opcje drogi i uznałam, że dam radę. Chciała mnie powstrzymać babcia mówiąc, że dziś wszyscy jeżdżą jak śnięci i pewnie nie dam rady, więc tym bardziej musiałam to zrobić, żeby poczuć się trochę mężczyzną. Ubrałam adidaski, żeby nie było ciężko w nogi DSCN1514(właściwie do autka to mogłabym ubrać i szpilki, gdybym miała i umiała używać). Okleiłam lusterko taśmą pakową jak poleciała mi Natalia, ale tylko zmarnowałam taśmę, lusterko unieruchomiło się w pozycji nie pozwalającej nic widzieć. Ruszyłam. Musiałam jechać na benzynie, bo gazu nie było. Zatrzymałam się w nielegalnym miejscu (legalnym ale płatnym) a właściwie to legalnym, płatnym, ale niefachowo, gdyby to było na dłużej, to byłyby kłopoty. Przebiegłam na drugą stronę ulicy do bankomatu, bo gotówki miałam tylko dyszkę i parę moniaków. Wziąwszy gotówkę ruszyłam dalej włączając się do ruchu za pomocą patrzenia w tylną szybę i kręcenia kółkiem na oślep. Czułam się jak prawdziwy mężczyzna.

DSCN1516Dojechałam do stacji. Stałam grzecznie w kolejce a w tym czasie cwaniak w sportowym wozie wyprzedził mnie w tej kolejce i podjechał sobie do zwalniającego się właśnie stanowiska. Mało tego, tuz przy stanowisku obrócił się o 180 stopni żeby zajechać w nie tyłem. Ja wysiadłam, zamknęłam autko, co by nie ukradli i nalałam benzyny, po czym poszłam płacić. Samo nalewanie benzyny zasługuje na uwagę, bo było sprawne. Po prostu nacisnęłam spust i się lało. To pierwszy raz gdy spust szło nacisnąć i nie doszło do tego, że przestało lecieć. Tankowałam już z pewnością ze sto razy i ZAWSZE trzeba wymierzyć idealny nacisk na spust żeby leciało. Tankuję mało benzyny, bo spalamy głównie gaz, ale i to mało ledwo udaje mi się wyciurkać. Raz, gdy wyjątkowo źle ciurkało, nalewanie przejął Mąż i zupełnie nie mając w pamięci swoich męskich doświadczeń z sikaniem, nie strząsnął resztki benzyny z węża do baku, marnując tym samym paliwo za 30 groszy!

Do kasy były duże kolejki, bo wszyscy kupowali żarcie (było południe, pora lunchu). Udało mi się zapłacić kartą Męża, co da nam 3% zwrotu na konto i nikt nie zakwestionował mojej płci. Spytałam pana kasjera o LPG i okazało się, że LPG jest na tym stanowisku do którego wtedy podjechał cwaniak. Mało tego, na tymże stanowisku mają i LPG i Pb95, czego nie widziałam jeszcze na żadnej stacji (żeby były razem) i gdybym od razu dobrze zajechała, to mogłabym załatwić sprawę jednym gaszeniem silniczka (a tym samym jednym zapaleniem) i jedna płatnością w kasie i jednym zamykaniem autka. Tym niemniej udało mi się zatankować oba paliwa i nikt w tym czasie nie ukradł mojego zieloniutkiego auteczka.

DSCN7946Potem jechałam na gazie i prawie nie gasł. Ale ja już jestem tak dojrzała jako kierowca, że wcale się nie stresuję, gdy mi zgaśnie. Kiedyś każde niekontrolowane  zgaśnięcie owocowało migreną, a teraz ja sobie dojeżdżam na luzie do skrzyżowania . Należy nadmienić, że śpiewałam sobie piosenki o Misi własnego autorstwa i jechało się bardzo raźno, tylko trochę się speszyłam jak sobie uświadomiłam, ze obok mnie jadą dwa inne pasy i mogą mnie widzieć. Na jednych światłach nawet uśmiechnęliśmy się do siebie z kierowcą ciężarówki stojącej obok, ale z racji jego wysokiego położenia, na pewno nie widział jak śpiewałam.

Wjechałam na teren złomowiska auteczek i stanęłam na parkingu o wstępie wzbronionym, po czym poszłam do sklepu i zauważyłam, że przed sklepem jest parking pełnoprawny. Kupiłam. Wiedziałam, że nie pomogą w montażu, bo pytałam o to wcześniej przez telefon. Pojechałam z lusterkiem do ‚naszego’ warsztatu, który był nieopodal i jest chyba największym warsztatem w mieście i do tego kolebką Lanosa, bo poprzedni właściciel gdzieś tam go kupił. Spytałam o możliwość wymiany przewodów gazowych, które usiłujemy wymienić od sierpnia, bo sa popękane. Niestety, pan gazownik wciąż (od września, w sierpniu był jarmark i auteczka nie szło ruszyć) jest na zwolnieniu chorobowym i najwcześniej za dwa tygodnie wróci. Wówczas, we wrześniu polecono mi innego gazownika na jeszcze innym końcu miasta, ale ów gazownik nie miał wówczas czasu i zaoferował koniec października, co na owe czasy było terminem nie do wyobrażenia sobie. Koniec października minął, a my dalej mamy nieszczelne kabelki, ale adidaski i możliwość sprawnego zginania paluszków w nich zapewniły, że auteczko gasło naprawdę mało.

DSCN7951Korzystając z okazji pobytu w warsztacie zleciłam wymianę lusterka i wycieraczek. Wycieraczki wozimy całe lato i nie potrafił ich wymienić nawet mój dziadek. Dwóch panów pracowało 5 minut. Nie wiem co robił ten od wycieraczek, ale ten od lusterka zdjął plastikową osłonę, której ja bym nie zdjęła w obawie, ze połamię, odkręcił 3 śruby, wymienił, przykręcił, nałożył osłonę i zmył z lusterka napis. A potem poszłam do kasy. Cała ta przyjemność frajera, który nie umie sam kosztowała mnie (a konkretnie to Męża, który zarabia, ale naprawdę to jednak mnie, która żeby to zrównoważyć będę sobie musiała odmówić przyjemności za tą kwotę) 49 złotych! Bulwers. Frycowe. Ale lusterko jednak jest. Nowe doświadczenia są. W przyszłości, jeśli będzie trzeba, wymienię sama a wracałam już taką drogą, że dwa razy zlewiałam z użyciem nowego lusterka. A w domu na szczęście były kabanosy- pozostałość po wczorajszym kinie, bo my do kina to kupujemy kabanosy i one mi dobrze zrobiły na skołatane nerwy. Tylko oczko wciąż boli i nie wiadomo czy nie wypłynie.

E, tak sobie myślę, że jak mechanik życzył mi miłego przeglądania się w lusterku, to pewnie pomyślał, że ja je sama rozwaliłam kiedy się akurat przeglądałam zamiast uważać, czy nie wjeżdżam w ścianę. A przecież nie wyglądam na taką, co to gapi się w lusterka. Nie mam po co.

Reklamy

One Response to Jak nie być frajerem?

  1. LolaJoo says:

    🙂 No mam nadzieje, że nic Ci nie wypłynie, a wręcz przeciwnie, że nawet Ci wpłynie jakaś spora gotówka na konto, żebyś nie musiała sobie przyjemności odmawiać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s