Żeby puchy nie było!

DSCN9384Tytuł wpisu jest grą słów i piciem do Maurycego Teo, który czasem komentuje, żeby puchy nie było, ale puchy jako takiej nie ma i w tym problem. Nie tylko blog nie świeci pustkami, ale i hipotetyczna spiżarnia nimi nie świeci. Hipotetyczna, bo nie ma spiżarni, ale są zapasy. Zapasów jest multum, a nie ma gdzie ich przechować. I to jest ten problem, nad którym ja tu debatuję.

Otóż pewnego dnia w zeszłym tygodniu Mąż wrócił wcześniej niż zwykle, a ja akurat miałam upieczone przy walnej pomocy synka 3 pierniki Lolinki (skądinąd najlepsze jakie do tej pory były). Synek jako pomocnik jest ekstra. Na widok miksera sam wychodzi z kuchni, a w pozostałych momentach pomaga odważać mąkę i inne ingrediencje na wadze, którą od niedawna mamy. Mimochodem przestawia kilogramy na funty, ale ja na to uważam, więc szkód nie wyrządza. Wrzuca krojone przeze mnie masło do cukru i rozmieszcza je równomiernie na cukrowej powierzchni. Dotyka mąki, dotyka kakaa, zostawia ślady. A potem zapomina o sprawie i następnego dnia, mimo woni szalejącej po domu, wcale nie upomina się o pyszne ciasto. Skądinąd, smutna sprawa, bo nie futruję synka pysznym ciastem, a potem idziemy gdzieś, gdzie spuszczam go z oczu i w tym czasie je słodkie byle co spaczając sobie guścik.

DSCN9396Wracając jednak do Męża, co to wrócił, gdy ja byłam w nastroju piernikowym, wspólnie ulepiliśmy ciasto na pierniki „jak alpejskie„. Ciasto trafiło do lodówki na noc. Następnego dnia też wrócił wcześniej. I do drugiej w nocy spędzaliśmy wieczór w kuchni nad piosenkami Kuby. Ja zmywałam, przekładałam i polewałam swoje pierniki (zabrakło mi jednej łyżki kakao, co okazało się wyśmienite w skutkach) i pilnowałam czasu pieczenia. Upiekliśmy tak dużo blach, że ciastka z nich zajęły 8 pudełek. PUDEŁEK, bo puchy nie było. A prawie każde ciastko ma inny kształt. Tuż przed ostatnią blachą okazało się, że jako gapcia nie podałam najważniejszych foremek- w kształcie najkształtniejszych misiów. Zdjęcia są marne, bo nasz nowszy aparat akurat na ten wieczór wywędrował z domu, a nasz starszy aparat zupełnie nie ogarniał sytuacji. Kto by pomyślał, że starszy aparat był o tyle gorszy od nowszego? Mąż specjalnie się przegrzewał w ubraniach podczas pieczenia żeby mieć blogaskowe zdjęcia, ale stary aparat zauważył, że Mąż był nieco zmarnowany i zapomniał to zretuszować.

Poza tym znów zepsuły mi się buty i to tak samo jak identyczne buty rok temu. Rok temu w DSCN9421ramach gwarancji dostałam nowe i nowy paragon, więc i nową gwarancję. Mam nadzieję na pomyślny przebieg reklamacji, bo już sobie upatrzyłam nowe, tym razem inne. Dzięki pomyślnym gwarancjom i niewielkim nakładom środków od prawie 5 lat mam nowe buty zimowe CO SEZON. Trochę tylko ubolewam, że ponieważ w szafie z kiepskimi butami rezerwowymi stoi rowerek, to nie mogę jej otworzyć i przyszło mi teraz człapać w kozaczkach za szejset, kupionych oczywiście połowę taniej, ale jednak szejset to szejset a dostanych na rocznicę ślubu (podobno jest przesąd o dawaniu butów swojej kobiecie w prezencie, ale my się nie boimy przesądów).

A do tego mamusia czasem przynosi mi wykwintny chleb z suszonymi pomidorami i ja robię z niego najlepsze na świecie tosty i bywa mi dobrze. Tylko sił nie mam.

Chciałam jeszcze na łamach tego bloga nagłośnić pewien problem, z którym borykam się od około tygodnia. Otóż codziennie zmywam pełną suszarkę (dwie półki) naczyń oraz zawsze coś dodatkowego, co schnie na ściereczce. Staram się też nie brudzić dużo, lecz mimo takiej aktywności pomywawczej od tygodnia nie jestem w stanie opróżnić prawej komory zlewu.

Reklamy

2 Responses to Żeby puchy nie było!

  1. Maurycy Teo says:

    Dziękuję serdecznie Cytrynnie za ten wpis! Ja nie chcę żeby się Cytrynna gniewała na mnie, że się tak dopominam, ale ja dużo bardzo lubię czytać Cytrynny wpisy na blogasku i to dużo bardzo bardziej niż na fejsbuku, który moim zdaniem jest dobry do kontaktów, ale średni do blogowania. Bardzo przepraszam, jeśli naciskami uraziłem…

    Obserwując zdjęcie pudełek odniosłem wrażenie, że takie beżowe z bordowym daszkiem to może być pucha… Ale z pewnością puchy w niej nie ma, bo są ciasteczka :). Piękne i godne schrupania. Ale nie mogę, bo mam jeszcze marchewkę… 😦

    Sposobem na zlew jest zmywarka. Gorzej jak nie ma zmywarki. Wtedy trzeba zmywać… Przykro, że nie możesz się uporać…

    • Goria says:

      Zmywarka byłaby chyba faktycznie najlepsza, albo przywolenie sobie na mniej gotowania i odrobinę lenistwa 🙂 4ry ostatnie lata też szalałam z przygotowaniami do Świąt, i zawsze potem było wszystkiego za dużo, a ja byłam zmachana. W tym roku sobie odpuściłam i i ja jestem szczęśliwsza i otoczenie 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s