Hu hu ha

DSCN0603Do zeszłego tygodnia znosiłam ciążę modelowo. Wczoraj stuknął mi 21. tydzień, czyli według którejś z metod liczenia jesteśmy za półmetkiem i stopniowo wszystko się sypie. Zaczęło się od bólu ogonka, gdy siedziałam. Potem zima, do tej pory taka łaskawa i przyjemnie znośna, postanowiła spuścić srogie mrozy na moje wrażliwe wszystko (najwrażliwsze akurat mam oczy, ale trzęsę się cała). Aż w końcu zaatakowała mnie własna nóżka. Pamiętam, że w Wielkanoc 2011 nóżka miała już tendencję do drętwienia, nie pamiętam jednak czy miała ją wcześniej. Spodziewałam się, że nóżka może doskwierać, bo mnie za nóżkę wyrwano z mamusi (podobno nie, ale skąd inąd urodziłabym się ze zwichniętym bioderkiem?), nie spodziewałam się jednak tego doskwierania tak szybko. DSCN0614Obecnie boli mnie prawe bioderko, kiedy wstaję, to muszę kuleć zanim uda mi się wyprostować. A jestem przy tym taka fajna, że synkowi nie odmówię kiedy mu ‚cieszko’, albo kiedy chce bez powodu, by go ponieść trochę. A jak mu do tego zimno to go potrafię nieść i długo. A potem boli. Dziś na przykład jeszcze nie niosłam i póki co nie kuleję. Trochę nie wiem, czy jestem fajna, czy nieodpowiedzialna.

Ostatni weekend spędziliśmy na wsi wychodząc na krótkie spacery i usiłując się rozgrzać od kominka, który moim zdaniem wcale nie buchał. Używałam podwójnych spodni, podwójnych skarpet i podwójnego swetra ledwo dopinając się pod kurtką, ale marzłam srodze. Synek stosował podwójne rękawiczki, ale bolały go łapki, bo zdejmował je i chwytał gołymi łapkami bryłki lodu. Nawet zawsze gorący Mąż zakładał kalesonki. Jedliśmy doskonałe skwarki na pierogach z paczki (Mąż jest autorem techniki krojenia boczku w taki sposób, aby skwarki były doskonałe), myliśmy naczynia w łazience, bo tydzień temu zapchał się zlew a panujące w kuchni przeraźliwe zimno nie zachęciło do rozkręcenia rurek. Zobaczyliśmy film z Carreyem (tym razem był to Kłamca Kłamca) i było jak zwykle uroczo.

DSCN0652Na koniec weekendu udaliśmy się do miasta by złożyć arcyważne zamówienie w sklepie internetowym, w którym do północy obowiązywała promocja. Nie mogliśmy tego zrobić z domu, gdyż internet nam zamarzał i zrywał połączenie. Lemon Tree na Rynku już nie ma, ale znaleźliśmy piccernię z hot spotem.

A potem wróciliśmy do domu, już na nieważnym OC i oto odstawiliśmy auteczko na podwórko aż do odwilży.

Jak  już powszechnie wiadomo, w sobotę lecimy sobie do Oslo celem przelecenia się. Plan był taki, że nie weźmiemy noclegu, bo i po co? Wszak następnego dnia już o ósmej wylatujemy z powrotem. Cóż się jednak okazało? Okazały się rzeczy może nie okropne, ale na tyle wywrotowe, że aż mi ciężko oddychać i nie mogę dojść do siebie. Byliśmy pewni, że lecimy do Oslo, okazuje się jednak, że tanie linie wysyłają ludzi do takiego samego Oslo jak i Modlin jest Warszawą a nawet do 3 razy gorszego. Z Modlina do centrum można dotrzeć za jakieś 15 czy 20 złotych. Dokładnie za tyle można dotrzeć z lotniska Sandefjord Torp do miasteczka Sandefjord:) Żeby dotrzeć do Oslo trzeba za osobę wybulić prawie stówkę i przejechać ponad 100 kilosów.  Na szczęście nie zabolało nas to, bo wcale nam na Oslo jako takim nie zależy.

DSCN0615Ale rozważamy noclegi, oglądamy te w centrum i te w pobliżu lotniska i się łamiemy, czy lepiej opłacić i mieć łoże małżeńskie, czy posiedzieć w jakiejś przytulnej restauracji, sprawdzamy gdzie są maczki i o mało nie otarliśmy się o gigantyczną stratę. Przecież mogliśmy zarezerwować nocleg w centrum i stracić opłatę za rezerwację, bo kto by pomyślał, że centrum Oslo to akurat nie zobaczy?

Nie ma jednak nic złego w trafieniu w paszczę samego fiordu. Jak już przylecimy, to pójdziemy z buta do wioseczki (20 złotych od łebka za te kilka kilometrów to stanowczo za dużo). W tamtejszym maczku (też jest!) zjemy śniadanko i zrobimy rekonesans. Zwiedzimy centra handlowe. Zdecydujemy czy zabulić za nocleg, czy może przekimać się na lotnisku (podobno jest zamykane, ale podobno jak są chętni na spanie to już nie…), a potem wsiądziemy na prom i popłyniemy sobie do Szwecji, skąd jeszcze przed zamknięciem maczka wrócimy. O!

Reklamy

Siatka z pyrkami

DSCN0326Pisanie wpisów na bloga ma ostatnio bardzo niski priorytet, co znajduje odzwierciedlenie w ich ilości. Wyższy priorytet ma tyle rzeczy, że i wpis ten powstaje tu oto od poniedziałku i powstać nie może, bo cały się zdezaktualizował.

O, na przykład pisałam o śniegu, że spadł. Spadł, ale dawno. Ja jednak mocno to odczułam, bo spadł w minimalnej koniecznej do maksymalnego utrudnienia życia ilości. Spadł, stopił się i zamarzł tworząc ślizgawki oraz błotniste breje tam gdzie zasypano go solą. Sól uniemożliwia stosowanie lekkich i ładnych butów, a wymusza noszenie kłopotliwych w wiązaniu starych traperków w kolorze niegdyś białym, którym już zaszkodzić nie może. Miałam fajne buty na sól i niesól, ale poszedł w nich zamek a rzeczoznawca nie znał się na rzeczy i odrzucił reklamację. Bardzo to przeżyłam.DSCN0383

Niedawno babcia (moja mama) opowiadała dziecku o wielkiej orkiestrze mocno przeżywając numer finału, bo chciała, żeby został społecznikiem i interesował się akcjami, które się odbywają. Mówiła między innymi, że będą zbiórki do puszek pod kościołami. Synek po opowieści poprosił, by jeszcze raz powtórzyć mu ten kawałek o kościele. Wszak bardzo lubi „kościel”. Ale na skutek nie zostania zrozumianym dostał całą historyjkę. Nauczył się też zasypiać przy różańcu, ale musi być to różaniec mówiony przez tatę. Konkretnie to nauczył się udawać, że śpi i momentalnie wstawać w stanie pełnej trzeźwości, gdy tata wraca do domu. Wówczas woła „Tatuś! Pan Jezus z Tobą”. Właściwie zbojkotował nawet cowieczorne czytania na rzecz owych różańcy. W sumie mu się nie dziwię, bo cowieczorne czytania straciły na jakości. Wieczorami każde zdanie odczytuję ziewając. Wczoraj udało mi się odczytać więcej zdań, bo Mąż mnie skatował i sterroryzował i bardzo się pobudziłam. A zrobił to za pomocą kawałka kurzu zdjętego z sufitu, którym mnie straszył. Ja myślałam, że to pająk. Usiadł też na kołdrze, pod którą znajdowała się moja nóżka (tupcia). Musiałam się mścić, ale mam ograniczoną sprawność, zmniejszone siły i jeszcze muszę chronić brzuch. A Mąż jednak jest relatywnie zwinny.

DSCN0348Samo małżeństwo ostatnio o mało nam się nie rozpadło, kiedy to jedna strona za plecami drugiej wrzuciła do kominka gazetki Jehowe. Strona pokrzywdzona nigdy by nie dała ich spalić, a druga strona przejrzała gazetki i kilka potencjalnie ciekawych zostawiła. Ale Mąż, jakkolwiek pokrzywdzony nie byłby, wie, że swoją żonę musi kochać, bo to w gruncie rzeczy bardzo dobra żona. Ostatnio roztopiła go zupełnie, gdy wyszli z kościela i wrzucili panu zeciszka, którego synek miał wrzucić do puszki, gdyż lubi wrzucać do puszek. Poszli dalej i owa żona zaczęła rozmyślać na głos, że  ma w aucie rękawiczki a pan miał takie zmarznięte ręce. Ostatecznie zamiast rękawiczek, które jednak są sentymentalne, dali sporo dodatkowych moniaków o wartości posiłku, ale roztopione serce Męża zostało.

Regularnie chadzamy (synek i ja) na spacer między innymi do windy, którą jeszcze do zeszłego tygodnia synek odwiedzał z dziadkiem. W poniedziałek z racji umiejscowienia windy w muzeum nieczynnym w poniedziałki, winda nie była otwarta (a obeszliśmy budynek ze wszech stron). Regularnie po drodze z tego spaceru sprawdzamy wszystkie drzwi, czy są otwarte. Na ogół wszystkie są zamklęte. Owego dnia nie musieliśmy sprawdzać, gdyż po drodze minęliśmy przystanek autobusowy z dziećmi, które podnosiły z chodnika lód. Synek też podniósł, ale odrzucił szybko. Potem jednak zdecydował napełnić lodem każdą dłoń, a na pytanie, czy chce zanieść lód do domu, przytaknął skwapliwie*. Na skutek braku wolnych rąk, sprawdzone zostały i to pobieżnie tylko jedne drzwi.DSCN0306

Wkrótce kończy nam się przegląd, ale podobnie jak w zeszłym roku, kiedy to z racji braku kierowcy udało nam się go przenieść o prawie dwa miesiące, zamierzamy ów przegląd znów opóźnić, co by nam nie zepsuł wydatków ze stycznia. W ostatnim dniu ważności przeglądu wrócimy ze wsi, a potem nie ruszymy auteczka z różnych przyczyn aż do lutego. Różne przyczyny to między innymi wyjazd do Oslo w weekend za dwa weekendy oraz wyjazd Męża na dalekie południe. Do Oslo lecimy się przelecieć, gdyż było najtańsze, a my nigdy jeszcze nigdzie nie lecieliśmy i chcemy ten pierwszy raz przeżyć razem. Potem zaś szanowny małżonek uda się na tydzień do słonecznej Barcelony na krewetki i inne owoce morza, które powinny nazywać się zwierzętami morza, ale wtedy nikt by ich nie jadł. A określenie „owoce” sugeruje, że są i smaczne i zdrowe. Rozważaliśmy polecenie tam wszyscy razem, ale nie stać nas na podróż (tak, przecież wielokrotnie pisałam, że jesteśmy biedni:)). Zanosi się, że jednak 1. lutego trzeba już będzie ten przegląd zrobić, co by Mąż nie musiał bulić za taksówkę na lotnisko.

i007877Mąż dostał w Wigilię od swojej  teściowej Autobiographię Liroya (książkę, nie mylić z płytą) oraz Wołanie kukułki, które czytamy razem na głos. Gdy teściowa mojego Męża zobaczyła Wołanie kukułki u nas, zdziwiła się bardzo, gdyż przekonana była, że ona kupiła li i jedynie ‚książkę o jakimś muzyku’. Jakimś! Czy ktoś to rozumie?!? Zafascynowani trylogią Taxi, kupiliśmy sobie Taxi4, ale nie dane nam było je zobaczyć, bo płyta, którą mamy to HD DVD, a odtwarzacz DVD, chociaż całkiem niezawodny, zawiódł przy tak wysokiej jakości. Zobaczyliśmy za to New York Taxi i bardzo się ucieszyłam, bo użyli tam żółciutkiego Lanosa. Żółciutki znakomicie się prezentował na hamerykańskich drogach, ale potem do mnie dotarło, że nie użyli go z powodu jego fajności, lecz chcieli zakpić. Hamerykanie nie znają się na autach. Wczoraj widziałam jak pani kosmetyczka z dołu wsiadała po zamknięciu lokalu do Lanosa, a wiem, że ma też inne droższe auto albo i dwa. Może sprawiła sobie porządny Lanos na zimę? Zaczęliśmy także oglądać Borata, ale zdecydowaliśmy przeboleć stratę 10 złotych na płytę niż męczyć zmysły oglądaniem czegoś tak niesmacznego.DSCN0320

Jeśli chodzi o nasze zmysły i to, co je aktualnie bawi, to najbardziej bawi nas koleżanka, która pragnie zostać friganką, bo chce być antysystemowa. Ponadto postanowiła nie myć włosów, chyba, że jajkiem. A w ogóle to jest już weganką i jedzie bez krowiego mleka, więc musiała odrzucić idealne do smażenia masło klarowane na rzecz tłuszczu roślinnego. Nie wiem, czy weganom wolno myć włosy jajkiem. Codziennie zapewniane są nam kwiatki. Jednym z kwiatków były bezmózgie kurczaki, które mogłyby dzięki temu nie cierpieć.

W kwestii moich dzieci, to synek nauczył się popylać na rowerku (miał utrudnione zadanie, bo do czasu, gdy nie umiał chowałam tenże rowerek do szafy), jest dzieckiem podejrzanie szczęśliwym i śmieszy go brzuszek. Operuje słowami ‚śmiesznie’ i ‚sympatycznie’, co w moim osobistym odczuciu jest urocze i sympatyczne. Co rano podaje mi tabletki, których biorę osiem. Zaś drugi syn lada chwila osiągnie półmetek (mam nadzieję, ze jeszcze go nie osiągnął). Śniłam wczoraj o przedwczesnych porodach. Może to znak, że należy spakować torbę do szpitala? Na poprzedni poród pakowałam rano, podczas skurczy i jakoś dałam radę. Kupiłam sobie także rajstopki ciążowe, co by znów nosić sukienki i trochę przypominać kobietę, ale naczelna wyrocznia w postaci mojej mamy przekonana jest, ze rajstopki mi się nie przydadzą, gdyż DSCN0077brzuch będę miała dopiero latem. Ta sama naczelna wyrocznia kazała umyć drzwi wejściowe i zetrzeć ten zeszłoroczny napis Trzech Króli (nie poprawić, zetrzeć!). A w kwestii samego szpitala, to regularnie jeździmy na niego spojrzeć, bo synek lubi polodówkę.

A jeśli chodzi o moje relacje z moimi młoszymi dziećmi, to ten nowy uciska mi wątrobę i uciska ogonek. Ledwo siedzę. Ten ogonek bardzo daje się we znaki i czuję, że długo nie pociągnę taka uciskana.

*Nie wiem, czy przytaknięcie było rzeczywiście skwapliwe. Ale tak mi pasuje jako środek artystycznego wyrazu. Natomiast zaprzeczenia w synkowym wykonaniu są o wiele ciekawsze- są jednoczesnie przekornie, entuzjastyczne i radosne: nn-iiii-e-ee.