O niechcemisiu

DSCN2919W ogóle mi się nie chce. Wpis o naszej Norwegii, która była taka fajna, przerwałam w połowie. Wpisu o naszej randce z okazji rocznicy ślubu, która była poniekąd jeszcze fajniejsza nawet nie chce mi się zaczynać. Mam bardzo ładne wyniki badań krwi i fajny ruchliwy brzuch, który wcale nie spowodował jeszcze ogromnego przyrostu masy. Mam też nowy laptop, którego nie chce mi się uruchomić. Poza tym jeszcze nie jadłam dziś budyniu ani nie piłam ulubionej herbaty, którą pijam tylko raz dziennie, czyli teoretycznie wszystko co najlepsze przede mną. Mam kilka potencjalnie interesujących książek, których nie chce mi się otwierać. Codziennie sparzam się wyparzając butelkę z przegryzionym smoczkiem, który tryska na wszystkie strony, ale nie chce mi się pójść po nowy do apteki chociaż już go uwzględniłam w wydatkach. Mam też atrakcyjnie pachnące masło shea, ale nie chce mi się nim smarować. Na poczcie czeka od piątku prezent na rocznicę dla Męża, jeden z wielu, ale na poczcie trzeba czekać w kolejce, więc to akurat jest zrozumiałe, że mi się nie chce. Skądinąd jutro będę na poczcie, więc być może odbiorę. Odebrałabym dzisiaj, ale kiedy mijałam pocztę, ona była JESZCZE zamknięta. Istnieją zaległe esemesy, na które nie odpisałam, ale mi się nie chce. Powinnam uszyć pokrowiec na laptop Męża, bo dotychczasowy pokrowiec poszedł w zamku gdy wpakowałam tam mój nowy. Mam też atrakcyjny i kolorowy projekt, w którym wystarczy poukładać kolory i zszyć, ale nie jestem w stanie ułożyć kolorów w sposób satysfakcjonujący. Planowałam tez Mężowi uszyć koszulę z bardzo fajnego materiału. Nawaliłam zupełnie. Oczywiście nic już nie zrobię, DSCN3109bo jutro muszę zająć się samochodem, który przeczekiwał mrozy i pewnie stracił całą moc z akumulatora. Zajmie mi to tyle czasu ile będę miała. Być może zajmie mi to jutro, pojutrze i piątek. Czy ja jeszcze żyję? Te ładne wyniki badań świadczyłby o tym, że żyję i to nieźle, ale okupiłam je bardzo.

A było tak. Poszłam do wykwintnej kliniki leczenia niepłodności, która mieści się w pobliskim Medisonie, bo owa klinika bada krew dla okolicznych małych pobieralni, więc siłą rzeczy ma też najtaniej. Ale ma kolejki. Ale za to krew oddaną tam można bez osobistego odbierania zobaczyć wieczorem w internecie. Zamierzałam czytać w kolejce, ale nie byłam w stanie wyjąć książki z torebki. Zresztą i kolejka szła szybko. Czułam, że muszę pilnować swojej kolejki i co chwilę zmieniać krzesełko, bo inaczej się przede mnie wepchną. Potem weszłam. Były dwa babsztyle. Jeden od igły, drugi od biurokracji. Ten od igły powiedział, żeby nie stawiać sików na stole. A potem spytał, czy ciąża i który tydzień. Ja im na to, że nie wiem i to je zbulwersowało. Podałam im datę ostatniej miesiączki tak jak to się robi w wyższych sferach, czyli u naszego doktora. Jednak im to nic nie powiedziało, bo nie są wyższą sferą. Do mnie rzekły, że jak od trzeciego września, to chyba już wiadomo, który tydzień (ę? w ogóle to wiadomo, ale kto by liczył? nie staję co wtorek przed lustrem i nie mówię sobie ile minęło, ile zostało, nie sprawdzam obwodów, nie robię odlewów brzucha, nie notuję objawów. Czy to błąd?). Wspólnie zaś uradziły, ze do swojej statystyki nic nie wpiszą. Wielkim szczęściem wyżłopałam rano szklankę wody, więc krew leciała żwawo a nie jak zawsze i nie musiałam być tam długo. Bo jakoś atmosfera nie sprzyjała nawiązywaniu przyjaźni.

DSCN3034A potem poszłam do pobliskiego Subwaya na tym samym piętrze i zjadłam ulubioną kanapkę, która okazała się być subem dnia na wtorek, czyli była taniej. Potem zeszłam schodami do sklepu samoobsługowego i zrobiłam zapas budyniów malinowych, które są ulubione, a których nie ma w okolicznych spożywczakach. A potem przyszłam do domu i wycięłam kolorowe kwadraty- małe i duże, lecz na tym moja aktywność twórcza się skończyła. Nietwórczo wypolerowałam kibel, umywalkę i wannę. Ostatnio robię to często. Mam taki Harpic, którego zapach mnie zniewala, a działanie powala. I był sporo on tańszy od Brefa 6w1, który stał tuż obok na półce w niemieckiej drogerii.

Chyba mogłabym napisać o czymś ambitniejszym, czymś z tej listy tematów, które nakazano mi opisać, ale już nie zdążę, bo muszę zrobić karbonarę. Wszak już umiem idealną, a i Mężowi należy się spróbować czegoś, co ja sobie żarłam cały zeszły tydzień, nawet w piąteczek.

Czy nie sądzicie, że ja po prostu za dużo muszę i to mnie przytłacza? Chciałabym musieć leżeć i czytać. I pachnieć. I zjadać frykasy, które by mi podawano. Najlepiej jeszcze musieć wybierać je na bieżąco z karty frykasów.

Reklamy

6 Responses to O niechcemisiu

  1. Maurycy Teo says:

    Maurycy Teo na początku chciał to skomentować. Potem pomyślał, że jest zmęczony i nie ma siły ani czasu już na komentowanie. A potem przeczytał tagi, bo pomyślał, że sam pisał o Chcemisiach, a tu jest o Niechcemisiu, zatem pewnie Pani Blogerka zamieściła Maurycego w tagach. A skoro zamieściła z zapytaniem czy to skomentuje, to chyba nie ma wyjścia i musi skomentować :).

    Muszę przyznać, że to bardzo zabawna historia, z tym tagowaniem :P.

    Fajnie byłoby być pierwszy raz w ciąży i nie musieć biegać za dzieckiem, tylko się ciążą delektować, prawda? Myślę, że dla kobiety każda kolejna ciąża jest trudniejsza… Obrazek z kwadracikami jest przepiękny! A jeszcze karbonarę bym zjadł, bo lubię…

    Zaś żądamy też wpisu z Norwegii, my, czytelnicy! Proszę go zreanimować i już się nie ociągać.

    A jeszcze chciałem powiedzieć, że powinienem mój nowy wpis otagować chyba „czy Cytrynna to skomentuje”. Albo jeszcze lepiej „Czy Cytrynniny Mąż to skomentuje”. Przecież jest o fantasy, to taki wdzięczny temat!

    • cytrynna says:

      Nawet blogerka ma czasem poczucie humoru. Skomentują na pewno, jak przeczytają. Teraz taka pora roku, że nie chodzą razem do lasu, a zawsze Maurycowe wpisy czytali w lesie. Cytrynny temat w ogóle nie bierze, ale Mąż zażądał żeby mu odczytać i nie ma biedaczka wyboru. A o Norwegii będzie kiedy będzie. Jutro może nie być, bo jest fura naczyń, one się mnożą.

  2. Iwona says:

    No to nie rób nic Misiu! 😉

  3. Goria says:

    To nic nie rób. Czasem tak trzeba 🙂

  4. Maurycy z lekcji says:

    No i nic nie robi. Nawet na komentarze nie odpowiada… 😉

    • cytrynna says:

      o wypraszam sobie, jak to ja nic nie robię?

      A kto umył dwie suszarki naczyń? A kto zjadł karbonarę? A kto przyniósł pieluszki do domu? A kto wszył dziś 7 zamków w poduszki-niespodzianki? A kto rozwiązał dwa obrazki logiczne? To wszystko nazywa się nic?!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s