O wisience na torcie i złym, które nie wzięło licha

DSCN4157Zacznę od tego, że wczoraj Liliana została 18-tym fanem blogowego fejsika i na tę wieść Mąż jął mnie przekonywać, że blog należy otworzyć, bo zapewne Liliana marzy o tym, by móc poczytać. Na blogu nie ma tajemnic, więc nie ma i powodu trzymać go w ukryciu.

Jak z fejsika można odczytać, albo z korespondencji ze mną albo się domyślić, mieliśmy mieć dzisiaj imprezę na sto osób. Właściwie to ja miałam tylko zapewnić katering, bo impreza miała być gdzie indziej coby nie wyganiać gości gdy tylko dziecko okaże pierwsze oznaki zmęczenia. Ale gospodarz gdzie indzieja nawalił lekko, bo był w stolicy i się zapomniał i już rano wiedział, że na czas nie dojedzie. Całe szczęście, że wiedział rano, bo dzięki temu mogłam mieć inny dzień niż bym miała gdybym nie wiedziała.

A było tak: wczoraj upiekłam dwa biszkopty- biały i czarny. W międzyczasie Mąż zrobił 3 miski tiramisu. On to robił na siedząco, chociaż siedzi i leży na przemian cały dzień (nie licząc chodzenia po lesie, które też zalicza się do jego pracy), a ja stałam, chociaż powinnam siedzieć i leżeć cały dzień (a robię tylko to pierwsze i to z rzadka). Ale ja akurat tak mam, że myślę o sobie dopiero gdy mnie boli (a w nocy bolało że hej). Jestem największą altruistką jaką znam. Chciałabym być swoją żoną, to znaczy mieć taką żonę jak ja. Przypuszczam jednak, że Męża mam najlepszego jakiego można mieć w kategorii Mąż. Mimo, że on siedzi gdy robi tiramisu.

Jasny biszkopt miał ulec namoczeniu w płynącej czekoladzie i obtoczeniu w wiórce kokosowej. A ciemny biszkopt miał zostać przełożony kremem Misi i frużeliną wiśniową domowej produkcji i udawać, że jest Szwarcwaldem. Na tę myśl śliniłam się od chyba tygodnia.

A ponieważ nie musiałam robić nic na dzisiaj i nie musiałam nawet myć włosów, która to czynność by mnie wyczerpała*, to zrobiłam tylko to, co chciałam. Najpierw zrobiłam frużelinę, wyszła pyszna, lecz o niedoskonałej konsystencji. Potem zrobiłam krem. Gdy wieczorem dzieci poszły spać, połączyłam wszystko i przyozdobiłam jak umiałam. Dekoracje nigdy nie były moją mocną stroną, zdjęcia też nie, ale udało mi się na torcie umieścić wisienkę, której wcześniej udało mi się nie zjeść. Zdjęcie pokazuje etap sprzed rozpoczęcia jedzenia. Zdecydowanie jest to najlepsze ciasto o takiej nazwie jakie jadłam, ale wciąż jeszcze nie takie, którego chciałabym zjeść tonę i dla którego zrezygnowałabym ze snickersów**. Mąż mówi, że ciasto ze zdjęcia wygląda jak prawdziwe. Chyba słabemu zdjęciu udało się ukryć słabość dekoracji.

Dla wyczerpania tytułu posta należy jeszcze wspomnieć o tym jak złe nie chciało wziąć lichego albo odwrotnie. Wczoraj kupiłam dużą butelkę wódki wiśniowej celem produkowania dużych ilości Szwarcwaldów. W sumie mogłam wziąć małą, bo Szwarcwaldy są lepsze gdy są bardziej soko-owocowe niż ten dzisiejszy. Ale kupiłam i wstawiłam ją do kredensu. Gdy dziś otworzyłam kredens, półka uginająca się pod ciężarem niepitych przez nikogo alkoholi postanowiła wypuścić na światło dzienne w sposób niekontrolowany pierwszą butelkę z brzegu. Huknęło dość mocno i wyleciała właśnie ta wczorajsza. Ale że ona jest zła, to licho jej nie wzięło i wylądowała sobie miękko w koszu na parasole by móc bez szwanku dosmaczyć wiele Szwarcwaldów.

*Mnie obecnie wyczerpuje już samo słowo ‚czynność’.

**Z tego, co jestem zorientowana, ze snickersów zrezygnowałam wczoraj, jako że rozpoczął się post, a snickersy zawierają niekorzystne orzeszki mogące uczulać. Ja zrezygnowałam z postem co by za swoje męki i katusze nie obwiniać później karmionego dziecka.

DSCN4159

Reklamy

7 Responses to O wisience na torcie i złym, które nie wzięło licha

  1. Maurycy Teo says:

    To trzeba gdzieś zbadać autentico czy kobiety w ciąży w ogóle obowiązuje jakiś post. Bardzo dziękuję Misi za ten wpis. Misia robi najlepsze tiramisu i założę się, że wysiedziane tiramisu Misinego Męża nie umywa się nawet do tiramisu Misi, które Misia robi na stojaka.

    Tort na zdjęciu też wygląda jak tiramisu Misi i zjadłbym go, choć to Szwarcwald (nie wiem co to jest). Bardzo się też cieszę, że blog się otworzył.

    Później jeszcze pójdę podziękować za poprzedni wpis!

    • cytrynna says:

      Szwarcwald to w moim wydaniu takie tiramisu z wiśnią zamiast tej niedobrej kawy. I na czekoladowym biszkopcie. Z racji pieczenia biszkopta bardziej pracochłonne. Ale efekt taki, że warto piec (dziś jest lepsze niż wczoraj). A Męża proszę nie szkalować, on nie dość że lubi babrać się w układaniu biszkoptów, za czym ja nie przepadam, to jeszcze jest bardzo dobry w pomaganiu i pod kierunkiem szefowej kuchni robi co najmniej równie dobre. A że siedzi przy tym i daje radę, to tylko mu się chwali. Tylko obolałoplecy zawistnicy jak ja mogą krytykować, o!

  2. Asia says:

    „Chciałabym być swoją żoną, to znaczy mieć taką żonę jak ja. Przypuszczam jednak, że Męża mam najlepszego jakiego można mieć w kategorii Mąż. Mimo, że on siedzi gdy robi tiramisu.” A ja chciałąbym być Twoją żoną…albo mieć taką żonę jak TY 🙂

  3. Goria says:

    Dobrze, że „odtajniłaś” bo się powoli zaczynałam martwić (jak to ja). Tort wygląda pysznie!

    • cytrynna says:

      ja wciąż nie odpowiedziałam na pytanie, czy coś jeszcze uszyję. Chciałam mailem, bo to zawiła sprawa, ale to jest czynność, a czynności mnie męczą:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s